Blog

Być ze sobą

27 maja 2019

Od kiedy zaczęłam rozróżniać Reksia od Misia Uszatka niczym kania dżdżu pragnęłam kontaktów z innymi ludźmi. Chłonęłam je niczym gąbka, spijając bodajże każdą kroplę ludzkiego zainteresowania nawet z listków powierzchownego small talk. Z czasem udało mi się odnaleźć sposób bardziej nasycających moje kubki smakowe głębszych doznań emocjonalnych i odkryłam, czym jest przyjaźń. To było to, czego pragnęła moja dusza. Głębokie niby Rów Mariański, ale bogata we florę naładowanych kolorowym pyłem pozytywnych emocji i faunę myśli kontakty z bliskimi przyjaciółmi nadal są absolutnym numerem jeden i tortem Pavlova dla mojej wymagającej i wygłodniałej delikatesów wewnętrznej IW.
Delektuję się zwłaszcza bardzo bliskim kontaktem z dwójką-trójką nabliższych mi ludzi, pasowanych na zasadzie swobodnej rozmowy i wspólnoty poczucia humoru, ale też pod kątek wybitnej wrażliwości i wzajemnego zainteresowania swoimi losami na tę prawdziwą rodzinę. Z tą genetyczną oprócz najbliższej mi macierzy i owocu własnego łona od lat nie mam kontaktów, jako że uznałam iż szukanie tam bliskości to niczym szukanie Nemo w odmętach oceanu, z mniejszą jednakowoż skutecznością, bo Nemo chociaż pragnął być odnaleziony.
I to z tymi osobami, pasowanymi na moją prawdziwą duchową rodzinę, dzielę się moim samopoczuciem, światopoglądem i wymieniam się wszystkim, czym chcę i co dla mnie ważne. To, co jest między nami, – jakkolwiek prosto by brzmiało – jest prawdziwe. Nawet jeśli jakąś cząstkę zostawiam dla siebie. Rodzina z wyboru – wspierająca mnie przez większość mojego życia i na każdym jego etapie.
Jest jednak i świat zewnętrzny, moja praca, współpracownicy, kontrahenci. To zupełnie inna bajka i wymaga innych środków wyrazu. O nim tu nie pisuję, bo mam go na co dzień.
Trzecim moim światem jest ten socialmedialny, czyli blog, fanpejdż i Instagram. Tutaj też przekazuję cząstkę siebie, o ile ktoś chce patrzeć, czytać i pomyśleć nad tym czy owym wspólnie ze mną. Ostatnio jestem i tu dość blisko ze swoimi emocjami. Może nie wyciągniętymi jak ryba na brzeg i ledwo dyszącymi od nadmiaru wrażeń, światła, powietrza i braku kojącej życiodajnej wody, chroniącej delikatną podatną na zranienia łuskę i dającej tak potrzebne delikatne schronienie.
Coraz częściej jednak piszę o tym, co się dzieje w moim wewnętrznym świecie.
W każdym razie, kiedy wierny asystent sekty Zuckerberka pyta mnie: co u Ciebie, czasem mam chęć mu odpowiedzieć: czuję spokój.

IW

IW

A skoro jestem w tak bliskim kontakcie sama ze sobą, a w efekcie moje najbliższe prywatne interakcje społeczne ograniczyłam do minimum, czyli do ludzi, z którymi mi najbardziej po drodze. I nie odczuwam obecnie potrzeby szerszych kontaktów z większą liczbą ludzi.
Może dlatego, że takie bycie ze sobą, tak naprawdę głęboko, trwanie w świadomości swoich potrzeb, emocji i drobnych radości czy smutków, jest dla mnie dość nowym uczuciem. W przeszłości często wydawało mi się, że żyję w zgodzie ze sobą i ogólnie rzecz biorąc tak było. Ale były też takie zagłębia duszy, do których się nie zapuszczałam. A kiedy stawiałam tam nagle jedną nogę, krok, dwa kroki – najczęściej się wycofywałam ze strachem, co będzie dalej.
Żyjąc w kolejnych relacjach często więcej czasu poświęcałam tym relacjom, bądź osobom, z którymi byłam, niż relacji z samą sobą. Nie zawsze z korzyścią dla siebie. Przez ubiegły rok wreszcie odetchnęłam poznając lepiej siebie.
Wiele się o sobie dowiedziałam, kiedy otworzyłam się na to, co mi mówi moje ciało, umysł, emocje, decyzje. Uświadomienie sobie swoich potrzeb, często przykrytych płachtą społecznych oczekiwań czy ramami wytyczonymi przez pracę, wychowanie, role życiowe czy aktualne priorytety i potrzeby życiowe bywa niełatwe. Myślę, że wielu z nas żyje większą część życia w nieświadomości, kim jest, czego potrzebuje, bez poddawania się testowaniu swoich możliwości. Dążąc za ideałami, za wzorami (często niedoścignionymi) zapominamy, gdzie i w jakim punkcie znajduje się nasze własne życie.
Świetnie jest dążyć do celu, znacznie lepiej, niż płynąć z prądem poddając się całkowicie biegowi wydarzeń. Bo jednak możemy trochę w tej rzece życia pomachać łapami, spróbować innych stylów pływania, trochę się zanurzyć i poobserwować, co się dzieje pod powierzchnią, pooglądać rafy koralowe, poczuć ten niesłychany spokój w trakcie obserwacji tego wewnętrznego koralowego kolorowego świata. A że czasem się też opijemy wody to nieuniknione. Bez tego nie wiedzielibyśmy, że pływamy.

IW

IW

Tyle razy czytałam o tym, że chcąc cieszyć się relacją z innymi ludźmi najpierw trzeba wypielęgnować w sobie jak najlepszą relację z samym sobą.
Czyli najpierw świadomość, kim jesteś, do czego zmierzasz, jakie wartości wyznajesz, co ci odpowiada, a co kompletnie nie, z kim lubisz spędzać czas, a kogo wolisz ominąć jak najszerszym łukiem, czy są rzeczy w życiu, których jeszcze nigdy nie zrobiłaś, a których masz wielką ochotę doświadczyć.
Oraz: czego potrzebujesz do szczęścia. Twojego własnego prywatnego, a nie cioci Jadzi czy Pani Agatki spod trójki, ani nawet Mamy czy Taty, osobistego mężczyzny czy własnej kobiety.
Odpowiedz sobie na jedno pytanie: czy umiesz sobie wyobrazić, że właśnie teraz, w tej chwili, robisz właśnie to, co tak długo było wprawdzie w sferze marzeń, ale po co nie sięgasz, bo zawsze jest jakieś ale.
To normalne, że co dzień nie wystarczają małe rzeczy: ten dzień w pracy, który udaje się przepłynąć zgrabną żabką, na głowę nie wyleją się żadne pomyje, nie zanurkujesz w szambie, utrzymasz się na powierzchni, a przyjazne wiatry w żagle ze strony otoczenia (nie mylić z innymi wiatrami, bo te niekoniecznie) będą wręcz tryskać emocjonalną tęczą. Wiadomo – utopia, ale czasem się zdarza.
Dać trochę radości mogą też różne rzeczy: zakupy stulecia, kiedy decyduje się zamknąć oczy i wykupić wreszcie pół Decathlonu, rujnując się na stroje sportowe – bo a nuż widelec jednak w tym sezonie teraz właśnie poczujesz wenę do biegania czy zapisania się na tę pobliską siłownię czy kurs zumby. A nawet jeśli nie – to w razie spontanicznego napadu pod tytułem: od dziś biegam! – nie będzie odwrotu w postaci „no ale nie mam co na siebie założyć!”
Drobną radością może też być wyśmienity spacer w dobrym nastroju, po którym niczym koraliki będziesz nawlekać na niteczkę zatrzymane w kadrze koraliki szczęścia.

Foto IW

Foto

Jednych ucieszy zabawa z dzieckiem, innych wymizianie kota, a jeszcze innych wspaniała bliskość z Osobą, której długo nie widzieli i której nie chce się wypuszczać z ramion.

Para

Parka

Kiedy czasem poczuję pustkę, to niekoniecznie dlatego, że jeśli nie mam marzeń, które mogę nazwać moim dążeniem, czymś dla czego żyję, pracuję, staram się codziennie. Ten stan mi się przytrafia i dopiero teraz wiem, że jest zupełnie naturalny. Kiedyś się go obawiałam, bo od razu miałam sobie za złe, że do niczego nie dążę, że przecież mogłabym jeszcze to, czy tamto, a może warto tak czy inaczej. Ale przecież czasem pobycie w tej pustce to nic takiego.
Ba, może się okazać zbawienne pobycie sam na sam ze sobą bez wielkich myśli, marzeń czy oczekiwań. Tak, żeby po prostu poczuć, że się żyje. Nie musi być żadnego wymiernego celu. Tylko życie. Takie jakie jest. A może oznaczać: na tę chwilę osiągnęłam wszystko, o czym marzyłam, czego pragnę. Jest DOBRZE.

Käfer

Käfer

Człowiek to jednak taka małpa, która wprawdzie na co dzień skupia się na codziennych zadaniach, dzieląc sobie skrzętnie te czy tamte obowiązki na zakładki. Co lepsi z nas potrafią konsekwentnie realizować wszystko, co sobie założyli.
Każdy ma prawo do takich marzeń, jakie sam sobie zaprojektuje. Jeśli ktoś kiedyś cierpiał na niedostatek, to nic dziwnego, że dostatek jest jego największym marzeniem, celem i chwała mu za to, jeśli umie je sobie sam zaspokoić. Ale przeważnie spełnienie paru najważniejszych celów materialnych w pewnym momencie kończy ten maraton i kolejne przedmioty nie zaspokajają rosnącego głodu spełnienia.
Bowiem istnieje taka część w nas, czasem ukryta głęboko niczym najpiękniejsza perła w muszli na dnie morza, która ciągle wznosi wzrok do gwiazd, bo tylko tam może liczyć na spełnienie.
Nie zobaczysz jej i nie usłyszysz, jeśli nie pozwolisz sobie zejść do samego wnętrza duszy, nie odsłonisz najgłębszych katakumb, największych słabości, najsilniejszych pragnień i najbardziej wrażliwych emocji z całej bogatej skali, którą dysponuje człowiek – od tych najbardziej wzniosłych – do tych najgorszych, najpodlejszych, najniższych instynktów, których zalążki każdy nosi w sobie niczym jing i jang.

Oczywiście wszystkim nam się wydaje, że dążymy do spokoju, wszelkiej pomyślności czy zwykłego spełnienia w tym, co umiemy najlepiej i na czym nam najbardziej zależy – o ile oczywiście wiemy, co to jest. Czy wiemy – to już zwykle wychodzi w praniu, czasem nieświadomie jednak wolimy sobie jednak coś zepsuć, zanurzyć się w autodestrukcji, czy też trwać w ciemnej zapleśniałej jaskini, mimo że z wyjścia przyciąga nas do siebie bardzo silne i jasne światło słoneczne.
Widać na tym etapie tak jest łatwiej. Do czasu obudzenia się z letargu i uświadomienia sobie, że siedzimy w niezbyt atrakcyjnej jaskini upływa czasem wiele lat. Ale warto się jednak obudzić z tego Matrixu, mimo że świat dookoła po pobudce może wcale nie być taki, jak bajek o cudownych księżniczkach i bajkowych książętach z dzieciństwa czy o wszechobecnej magii. Za to świat realny jest znacznie bogatszy, wielowymiarowy i przede wszystkim czasem boleśnie ale jednak właśnie prawdziwy. I dobrze jest się przyjrzeć temu światu i sobie, aby prawdziwie żyć i czerpać pełnię przeżyć. Zwróćmy uwagę, że w słowie pełnia zawiera się cały wachlarz emocji i uczuć, a nie tylko te pozytywne. Prawda? To dlaczego oczekujemy, że jakaś siła wyższa przeprowadzi nas przez życie łagodnie niczym na latającym dywanie. Lub rozwiąże wszystkie nasze problemy w jednej chwili niczym dżin wyczarowany przez potarcie magicznej butelki.
Tak więc, jeśli czasem pytacie mnie, gdzie jestem, kiedy mnie nie ma. To u siebie – czy też w sobie. Tam, gdzie jest mi dobrze, bezpiecznie i gdzie mogę do woli nacieszyć się moim światem, dzieląc go z osobami przeze mnie wybranymi.

IW

IW

Pielęgnuję też w sobie odzyskane po bardzo długim czasie burz – spokój i radość, czerpiąc z nich, żeby mi wystarczyło na te miejsca płaszczyka emocjonalnego, gdzie jeszcze łatam i szyję.

17
Dodaj komentarz

avatar
8 Comment threads
9 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
9 Comment authors
iwnowaKsiężniczka w bańceBeataanabellAnnette ;-) Recent comment authors
  Subscribe  
Powiadom o
Antares

Uwielbiam przebywać sama ze sobą, pozwolić na tę właśnie totalną pustkę, bez zagłuszaczy. Wiem jednak, że nie jest łatwo do tego dojść. Totalna pustka jest znośna dla tych, którzy uporządkowali sobie głowę na tyle, by potrafić być sam na sam ze swoimi myślami. A tak w ogóle, to fajnie było odkryć, że sama dla siebie potrafię być świetnym towarzystwem. To bardzo uwalniające doświadczenie. Ściskam!

Ania O.

Przyjaźń głęboka jak Rów mariański skojarzyła mi się z potworną relacją. Wiesz jakie tam bestie żyją? 😉 Zazdroszczę Ci eliminacji toksycznych kontaktów w rodzinie. Ja nie mogę sobie pozwolić na ten luksus, przez to w Polsce mam czasami fazy mordu. Ale równowagę odnajduję wśród bliskich mi osób, które naprawdę ofiarowują mi swoją przyjaźń i nie muszę uważać na to, że powiem zbyt wiele. Przy nich mój duch odpoczywa, nie musi walczyć z moim zbuntowaniem, bo go nie ma. Przestaje istnieć. Jest spokój. Dobro. Tacy ludzie to skarb. Ktoś mi kiedyś powiedział, że bezowocne relacje powinno się anulować z życia, bo… Czytaj więcej »

iwnowa

Nie obawiam się chyba już żadnych bestii, człowiek bywa wystarczająco paskudny :). A przyjaźń może być bardzo głęboka, ale jednak ma pewne ograniczenia, stąd to porównanie. Bardzo przeżywam, kiedy zawiedzie mnie przyjaciel, bo się przywiązuję do ludzi. Ostatnio próbuję nie tracić energii na to, czego i tak zmienić nie mogę, a na blogu nie szukam tematów kontrowersyjnych. Zupełnie nie mam fazy na przekonywanie innych do moich racji. Ani do pouczania. Mieszkam teraz tu w małej mieścinie, ale całe życie mieszkałam w Warszawie i to jest moje naturalne środowisko. Aczkolwiek lubię mieszkanie blisko lasu, przestrzeni, tak jak mam tutaj – wodę… Czytaj więcej »

Ania O.

Jestem ostatnią osobą, która miałaby niecny zamiar przeciągania ludzi na swoją stronę. Na blogu opowiadam o tym, co jest częścią mojego życia, co wiem – tym się dzielę i chętnie rozmawiam. A że załącza się ludziom bunt i „moja racja jest najmojsza”… Piszę o tym jak na dany temat ja myślę, a nie, że tak samo ma myśleć cały świat. Nie, nie, nie, po prostu porozmawiajmy. 🙂 Masz ładną okolicę, ja nie widzę nawet horyzontu. 😛 Tzn on jest 2 tys metrów wyżej, postrzępiony dookoła. Żadnej wody, żadnego lasu, tylko pola uprawne i łąki. Narzekam na to, bo nie ma… Czytaj więcej »

jotka

Mimo wszystko człowiek jako taki jest chyba zlepkiem różnych pragnień, czasami lgniemy do ludzi, czasami wręcz przeciwnie, czasami otaczamy sie wieloma przedmiotami, czasami stawiamy na minimalizm i zmieniamy się ciągle.
Widzę, ze inna byłam w wieku lat 30, inna jestem teraz.
Nie zawsze wybieramy, czasem życie, okoliczności wybierają za nas…

iwnowa

Jesteśmy jako ludzie bardzo niestabilni, zlepek różnych pragnień, dążeń do celów, zmieniamy się po osiągnięciu tych celów tak samo, jeśli ich nie osiągamy.
Czasem pod wpływem ludzi, czasem od muzyki, której słuchamy. A czasem życie przydusza nas do ziemi i wymusza jakieś reakcje i działania, których inaczej byśmy nie podjęli. I wtedy całe nasze misternie układane plany idą w łeb.
Ale dopóki mamy coś swojego, ważnego dla nas, dopóty nic ani nikt nie jest w stanie odebrać nam nas samych.
Uściski

oko

służy Ci najwyraźniej Twój pomysł. znakomicie! miło oglądać uśmiechniętą osóbkę. tak trzymaj!

Annette ;-)

Też lubię pobyć sama ze sobą, wtedy mi najlepiej.

anabell

Często jetem sama ze sobą i jakoś dobrze mi z tym. I może dlatego nie jest mi źle choć przewróciłam swe życie do góry nogami. A propos Rów Mariański- to wspaniałe miejsce, jakież tam bogactwo przecudownych istot żyje. Domyślasz się- oglądałam film.
Co do poczucia szczęścia- przyjęłam, że skoro nie czuję się nieszczęśliwa to znaczy,że jestem szczęśliwa. I tego się trzymam.
Buziam;)

Beata

Bycie ze sobą zależy od wielu czynników, które czasem zakłóca los. Bycie wiernym samemu sobie – to temat, nad którym ciągle pracuje. Taka niewierność mnie rozwala od środka, wkurza i stresuje. A potem jestem zła na siebie, że musiałam się nagiąć, z takich czy innych powodów.
Ale czy musiałam?

Księżniczka w bańce

A kuku! Z tej strony nowa czytelniczka bloga. Życie w zgodzie ze samym sobą to podstawa. Otoczenie się dostosuje albo i nie. Myślę, że z naszą psychiką jest tak samo jak z komputerem. Rodzimy się z jakimś wgranym oprogramowaniem ale mając wolną wolę oraz pracując nad samym sobą możemy nasze oprogramowanie zmienić na o wiele lepsze 😀