Blog

Kobieta piętro niżej

13 lutego 2019

W cichnącej muzyce układała powoli zmęczoną głowę na poduszce, po dwóch dniach w podróży, w tym jednej pełnej nocy spędzoną w całości w trasie, czuła że zasłużyła na to jak nikt, a przynajmniej nikt jej w tym momencie nie przychodził do zmęczonej głowy. Powoli nadchodziło przyjemne znużenie. Przeczytała jeszcze tylko kilka kartek książki, zgasiła lampkę przy łóżku i przyjemny letarg zaczął otulać niczym ciepła pianka wszystkie części jej znużonego ciała, a głowa rozkosznie ciężko odłączała kolejne systemy …

Kobieta odpływała w puchatą nocną nieczynność.

Nagle aż cała się

skuliła w sobie. Wyraźnie, jakby się to działo w jej głowie usłyszała uderzający w podłogę nad nią łomot spadających przedmiotów. Czy to lądującego na podłodze tuż nad jej głową w sypialni na kolanach ciała, może spadały przewrócone meble. Trudno powiedzieć. Każde ciało bezwładnie lądujące na ziemi wydaje podobny dźwięk, jeśli jesteś od niego oddzielona podłogą. Chwila ciszy…

Ponownie coś z hukiem jeszcze głośniejszym spadło czy zostało rzucone o ziemię. Drobniejsze przedmioty a po nich znów coś dużego.  Tym razem towarzyszył temu ryk rozjuszonego agresora, ni to rozszalałego, ni to zabawiającego się ofiarą.

– Spier…..aj ty nędzna suko! Wypie….j stąd!

Raczej domyśliła się niż usłyszała obrzydliwy stek wyrzuconych w klatkę czterech ścian słów. W wyrzucie agresji mieszały się dwa głosy oba jak nie bełkocące, to wyrzucające serię dźwięków i słów usilnie układanych w jakiś sensowy przekaz językowy, jak to często mają w zwyczaju mocno wlani.

Jej sąsiedzi na górze już niejeden raz przerzucali się dosadnymi przymiotnikami i rzeczownikami na swój temat o różnych porach dnia i nocy. Nocy szczególnie. Noc sprzyja zanikowi oporów. Przykryte cieniem nocy wszystko przychodzi i rozgrywa się jakby łatwiej.

Chwila ciszy, bo akcja przeniosła się z pokoju nad jej sypialnią do przedpokoju a potem do innego pokoju, a potem powrót do poprzedniej scenerii i kolejna zabawa w Guliwera w świecie Liliputów. Co tym razem? Mają tam kule bilardowe? A to komoda czy szafka roztrzaskana o ścianę. A ten głuchy dźwięk to może ciało, które padło, czy które zostało rzucone brutalnie o podłogę, a może o ścianę.

W środku od dawna już nie miałam w sobie spokoju. W głowie huragan w sercu wyschnięta Sahara. Co robić? Jestem tu nowa, mieszkam sama. Nie pójdę znów pukać do drzwi, jak na początku. Bo i tak znów nie otworzą. Zresztą wtedy nie było aż takiego dramatu, była burda, ale nie taka straszna. Poza tym skończyła się koło 1.30. Ale to wyglądało, jeśli można powiedzieć, że coś wygląda przez sufit, w każdym razie słyszało się jakby już było w fazie tak groźnej, że o krok od nieszczęścia.

– O matko – pomyślała nagle – a przecież Ci ludzie oddają tam swoje dzieci!

Ostatnio coraz częściej w mieszkaniu nad nią w ciągu dnia, rzadziej wieczorem, odbywały się dzikie pogonie z wrzaskami, w których brali najwyraźniej udział dorośli z małymi dziećmi. Dzieci widywała na klatce schodowej. Cała trójka, rodzice do pracy, dzieciaki do dziadków, pewnie z katarem, kiedy nie da się oddać do żłobka czy przedszkola. Przeszkadzało jej to oczywiście, czasem uciekała na dłużej do pracy, czasem wychodziła z domu. Ale przeważnie po godzinie, czasem dwóch jednak zapadał spokój. Co miała robić. Wytrzymać. Wiedziała, że kiedyś to zmieni. Teraz jeszcze się nie dało. W tej chwili zaczynała jednak rozumieć, że i wtedy te kreatury mogły być w takim lub zbliżonym stanie.

– Zostaw mnie! Nie ruszaj… reszta krzyków znikła w harmiderze, który rozpętał się nad nią.

A sufit jakby jeszcze wzmocnił koleje uderzenia. Może ktoś właśnie komuś miażdżył czaszkę, rękę, szyję …

Nie mogła dłużej czekać. Zapaliła światło…

– Policja XXX, YYY przy telefonie, w czym mogę pomóc?

….

– Tak zaraz będzie patrol. Zadzwonimy do Pani.

Policja, karetka

Poskromienie

Zadzwonili do jej drzwi po 10 minutach, wpuściła ich, lekko tylko się zdążyła ubrać. Kiedy podeszli do jej drzwi, pokazała palcem w górę, mówiąc:

– Słyszycie Panowie? I to tak nie pierwszy raz…

Odpowiedzieli tylko – Tak, tak już słyszymy (faktycznie to musiało być słyszalne i z ulicy).

* * *

– No przecież to niemożliwe, żeby mój mąż …. (reszty słów nie dało się rozróżnić). – Kobieta broniła go jak mogła. Głośno. Zajadle. Bez opamiętania… Bez przerwy.

Wreszcie któryś z policjantów stracił cierpliwość: – Zamknąć się mówię!

Na chwilę zrobiło się ciszej. Potem jeszcze słyszała różne rzeczy, bo nie dało się nie słyszeć. Między innymi, jak tam na górze ktoś czepia się kaloryferów, to się niesie w bloku.

Po półtorej godziny, może dwóch, kiedy w towarzyszeniu wrzasków głosów policjanci próbowali zaprowadzić tam jako taki ład, sytuacja była opanowana.

Na miejscu obok policyjnego wozu pojawiła się też karetka pogotowia. Po jakimś czasie sanitariusze wystawili z karetki nosze i poszli na górę. za chwilę wytoczyli nosze z już nieco uspokojoną, ale nadal bredzącą coś kobietę. Wcześniej słyszała jej błagania i wrzaski, żeby jej nie zabierali i słowa w obronie męża. Teraz leżała na tych noszach w bieliźnie i dalej błagała, żeby ją zostawić.

Kobieta piętro niżej powoli przestawała drżeć. Uspokajając się obserwowała wszystko zza żaluzji z wyłączonym światłem w pokoju.

Jeden z sąsiadów wyszedł do policji, udzielał bardzo chętnie dokładniejszych informacji, łasił się wręcz do nich, koniecznie chciał im podawać rękę jakby w podziękowaniu za interwencję…

Ciekawe tylko, dlaczego wcześniej nie zadzwonił na policję, skoro miał tyle do powiedzenia.

21
Dodaj komentarz

avatar
9 Comment threads
12 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
11 Comment authors
AntaresiwnowaAnia O.lewym okiemKen.G Recent comment authors
  Subscribe  
Powiadom o
Edi i Marco Voyager

Aż gęsiej skórki dostałam. Cóż to za świat, co się z ludźmi dzieje …

jotka

Byłam kiedyś słuchaczem podobnej awantury przez ścianę, tyle, ze chodziło o ojca i syna. gdy już mieliśmy z mężem dzwonić, gdzie trzeba, zaczęła krzyczeć sąsiadka, żona i matka kłócących sie i jakoś załagodziła sytuację.
Czułam się jako świadek paskudnie, zwłaszcza gdy zanosiło się nawet na… ofiary?
To chyba jest tak, że nikt nie chce się mieszać, nie ma zaufania do policji… sama długo sie zastanawiałam, a gdyby było za późno?

Mrs. Hyde
Mrs. Hyde

Czasami trudno podjąć właściwą decyzję, bo tak naprawdę nigdy nie wiadomo do końca, o co chodzi i czy wizyta policji dodatkowo nie zaogni sprawy, doprowadzając do eskalacji konfliktu i sprowadzenia jeszcze większego zagrożenia. Jak widać – polska rzeczywistość wcale się nie różni od tej po drugiej stronie Odry. U nas też pod dostatkiem ofiar domowej przemocy tak bardzo przerażonych, broniących swego oprawcy do utraty sił…

marigold
marigold

Dzielna jestes ze zadzwonilas i zle ze inni nie reaguja. Pamietam kiedy na poczatku mieszkalismy w kamienicy i w dwoch mieszkaniach ciagle odbywaly sie nocne libacje (Polacy wlasnie) nikt nie dzwonil po policje tylko my, a przeciez nie dawalo rady spac.

Annette ;-)

Tak, jak ktoś już napisał – nie reaguje się ze strachu przed zemstą sąsiadów, z braku zaufania do policji. Kiedyś szłam parkiem. Na alejce po drugiej stronie trawnika dwie kobiety szarpały trzecią. Zadzwoniłam dokąd trzeba, ale „przesłuchanie” przy przyjmowaniu zgłoszenia trwało tak długo, że zanim przyjechał patrol (o ile w ogóle przyjechał, nie czekałam, więc nie wiem) wszystkie trzy zdążyły wyjśc z parku – no i weź tu reaguj. A komisariat jest jakieś 300 metrów dalej, po drugiej stronie parku.

Ken.G

Tak się przyzwyczaiła do swojego piekiełka, że nie wie, że życie może wyglądać inaczej, normalnie. Bardziej boi się zmian niż bicia.

A tacy jak ten sąsiad zawsze wyłażą po fakcie. Wtedy pierwsi do pokazywania się, informowania, wszelakiej pomocy.

lewym okiem

to niestety jest straszna rzeczywistosc ja w takim swiecie wyroslam

Ania O.

Ludzie boją się interweniować, bo często taki awanturniczy sąsiad lubi się mścić. Ale bardzo dobrze zrobiłaś i świetnie też, że u Ciebie policja tak szybko interweniuje.

Antares

Od samego czytania odczuwam drżenie wewnątrz mnie. Nie wiem, nigdy nie pojmę, jak ludzie tak mogą funkcjonować…