Blog

Moje rytuały i walka z techniką

8 listopada 2019

Poranne przytulanki
Jedną z najpiękniejszych chwili dnia jest moment, kiedy tuż po budziku przybiega do mnie Mozart. Sypia zwykle w drugim pokoju w małym hamaku na kaloryferze chociaż zasypia mi na brzuchu (to jest taka jej kanapa, a potem leci sobie „do siebie”).

Mozart w hamaku

Mozart w hamaku

Rano przylatuje na pierwszy sygnał, że się budzę. Jest wtedy jeszcze uroczo zaspana, stęskniona pieszczotek, wskakuje do mnie, układa się znów na brzuchu, bo wie, że na 99% pozostanę jeszcze na trochę w łóżku, przytulę, ugłaszczę, a ona mi pomruczy.

Poranne powolne wstawanie
Właśnie tak lubię rozpoczynać dzień. Poranki z wyskakiwaniem z łóżka i lotem błyskawicy prysznic, śniadanie i bieg gdziekolwiek kojarzą mi się jak najgorzej i dlatego próbuję żyć inaczej. Specjalnie nastawiam wcześniej budzik, żeby mieć dla siebie ten czas. A właściwie to nawet serię budzików.
Nie dla mnie zrywanie się świtem. Wolę zaczynać dzień powoli i kończyć powoli.
I lubię moje małe rytuały.

Poranna kawa
Jednym z nich była ostatnio poranna kawa. Niestety oba ekspresy: i ten w domu i ten w firmie, niemal jednocześnie zażądały „odkamień mnie!”
W pracy mogłam odpuścić, uznać, że poczekam.
Ale w domu wczoraj poczułam, że jednak chętnie napiłabym się mojej domowej kawy z ekspresu.
Co z tego, kiedy ekspres zamiast mi ją zrobić, zaczął nerwowo błyskać czerwonym małym centralnie położonym oczkiem, co miało oznaczać:
– Dość tego dobrego! Zajmij się mną, zaopiekuj, wyczyść, a Ty nic tylko mnie wykorzystujesz, nawet nie popieścisz! Nawet imienia mi żadnego nie nadałaś, nic tylko ekspres i ekspres. Może tak byś wreszcie mnie zapytała, jak mam na imię. Magnus wspaniały, czyli Magnificus jestem!
Tak, razem z ekspresem była instrukcja obsługi, nawet płyn do odkamieniania.
Nie, niestety nie mam zielonego pojęcia, gdzie ja to schowałam.

Czerwonooki złowrogi ekspres do kawy

Złowrogi ekspres do kawy z czerwonym oczkiem, domowy, na zdjęciu tytułowym jest ten z pracy

Generalne porządki
Dlatego właśnie obiecałam sobie, że czas posprzątać ten cały bałagan w moim mieszkaniu, trzeba wreszcie ruszyć z tym, co czeka odłogiem od paru miesięcy. Wtedy z większym prawdopodobieństwem w domu zrobi się miejsce na nowe.
Albo może po kolei, bo całego w jeden weekend nie ogarnę. Czyli czekają mnie regularne porządki. W papierach szczególnie, ale i jakieś odkurzanie by się przydało.

Pomocy! Serwis ekspresu do kawy potrzebny!
Bo ja się do tego niezbyt nadaję!
Ale zaraz, ja chciałam tylko napić się kawy. Niestety bez instrukcji nie potrafiłam odkamienić wczoraj dobrze ekspresu. Przesłuchałam całe półgodzinne video, na którym wyraźnie widać, jakie to łatwe. No jasne! Według mnie przeprowadziłam wszystkie kroki tak, jak sugerowało to wideo. I co? I Nic!
Nadal mi błyska to małe czerwone złośliwe oczko pośrodku, niby u jakiegoś cyklopa.
Dobrze, że w ubiegłym roku takie ekspresy kupiłam dwa – najpierw do biura, a kiedy się sprawdził po kilkunastu dniach do domu. I chociaż nie mam instrukcji obsługi tego w domu (to znaczy mam na pewno, ale kto wie, gdzie?), to sobie ją pożyczę z pracy i jak już opanuję sztukę odkamieniania w domu, zamierzam ją przenieść także do biura.
Trzymajcie za mnie kciuki w tym tygodniu, żeby się udało.
W poprzednim ekspresie do kawy firmy saeco (ten nowy to Phillips), który miałam ponad 10 lat, też za każdym razem nie wiedziałam, gdzie to przeprowadzić przez kręty proces czyszczenia wnętrzności. Ale w tamtym zawsze mogła mi pomóc córka, bo kilka razy odkamienianie przeprowadzała sama pod moją nieobecność. Tu jednak mi nie pomoże, bo akurat jest na wakacjach, to ja jej przecież teraz wyszukiwaniem pomocy w internecie głowy zawracać nie będę. Poza tym to chyba jeszcze nie ten wiek, żebym musiała wołać dziecko do techniki. Jak na razie jeszcze cały czas pomagam mamie. Chociaż z tym ekspresem to chciałabym, żeby ktoś za mnie zrobił.

Zdrowe jedzenie
Kolejnym rytuałem jest szykowanie sobie jedzenia. Ostatnio w weekend czułam się przeziębiona, więc postanowiłam zadbać o moje zdrowie i zaczęłam od przyszykowania sobie dobrego jedzenia. Na tyle było mnie stać. Leczyłam się dużą ilością czosnku rozgniecionego na kanapkach, do tego jeszcze cebulka. I trwało to kilka dni, ale pomogło.
A przed Wami moje dokonania sprzed tygodnia: pieczeń z mięsa wołowego mielonego, wymieszanego ze startymi na tarce (mechanicznej rzecz jasna) tarce warzywami: marchew, pietruszka, seler i cukinia. Na wierchu posypałam sezamem.
Do tego makaron i brukselka – jak dla mnie obiad idealny.

Obiad: pieczeń, makaron, brukselka

Obiad: pieczeń, makaron, brukselka

Co dwa-trzy dni robię sobie też surówkę z marchewki i jabłka. Dodaję do niej tylko troszkę oliwy z oliwek i soku z cytryny.

Surówka z marchewki i jabłka

Surówka z marchewki i jabłka

Spacery
Rytuałem stały się też moje spacery po Bremerhaven, często mogę wyjść dopiero pod wieczór. Ale w weekendy mam na spacery wiele godzin. Najchętniej wybieram się na deptak czy promenadę, to świetne miejsce do spokojnego ruchu, oddychania i nabierania dystansu do całego tego zgiełku. Na przykład taki spacer wieczorem wokół Nowego Portu.

Nocne BHV, Nowy Port

Nocne BHV, Nowy Port

A jakie Wy macie ulubione rytuały?

26
Dodaj komentarz

avatar
11 Comment threads
15 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
12 Comment authors
AntaresiwnowateatralnaAnia O.teatralan Recent comment authors
  Subscribe  
Powiadom o
jotka

O, to rytuały mamy podobne, bo chociaż budzę sie wcześnie, to lubię zaczynać dzień leniwie, a po śniadaniu oczywiście kawa.
Na szczęście odkamienianiem zajmuje sie mąż, a płyn do tejże czynności zamawia w sieci, bo o wiele taniej.
Spacery to must have przy każdej pogodzie – człowiek nie wychodzony jest jak wybrakowany 🙂

anabell

Chyba nie mam żadnych rytuałów. Od biedy mogę pod to podciągnąć codzienne śniadanie – dwie moje garście płatków kukurydzianych z jogurtem greckim. A reszta? a tak od przypadku do przypadku. Ja nawet nie mam stałych godzin posiłków- jem kiedy jestem głodna bez spoglądania na zegarek. No dobra dopatrzyłam się jeszcze jednego rytuału- budzę się regularnie o 6 rano, łykam swój hormon i dosypiam godzinę. No i przy śniadaniu włączam komputer, czyli mój kontakt z ludźmi. Muszę kupić sól do zmywarki bo się dopomina- soli i nabłyszczacza.

alElla

Klik dobry:)
Doszłam do wniosku, że w 1 – osobowym gospodarstwie domowym technika utrudnia tylko życie i wręcz zniewala człowieka. Więcej czasu zajmuje czyszczenie i konserwacja wszelkich urządzeń, niż ręczne przygotowanie do spożycia jednej marchewki lub wyciśnięcie soku z ćwiartki cytryny. W związku z tym przestałam używać wszelkie cuda techniki. Także ekspres do kawy poszedł (za to, że znęcał się nade mną) do kąta.
Pozdrawiam serdecznie.

Annette ;-)

Ja z tych, co to w dni powszednie wyskakują z łóżka na dźwięk budzika i pędzą do łazienki, ale przy śniadaniu staram się nie śpieszyć. Gdy mam wolne, to i tak bez budzika budzę się mniej więcej jak do pracy, ale śniadanie z książką przeciąga mi się do godziny, podobnie jest z kolacją, a w każdą niedzielę w południe siadam do wyszywania kartek w towarzystwie TVN Style.

PKanalia

też tak mam, że wstaję o jakąś godzinę wcześniej, niż teoretycznie by wystarczyło danego dnia… to nawet nie chodzi o kwestię rozkręcania się, bo ja się uruchamiam dość błyskawicznie, tylko o to, że nie lubię nic robić w pośpiechu, z siekierą nad głową… budzik ustawiam /jeśli ustawiam/ tylko na wszelki wypadek, bo przed świtem sierściucha przypomina mi o mojej funkcji odźwiernego okiennego /o tej porze roku koci lufcik na taras jest zamknięty/, kręci się to z domu na dwór, to odwrotnie, więc z grubsza się orientuję w czasie i gdy już wstanę na dobre, to budzik wyłączam przed terminem… co… Czytaj więcej »

Antares

Ach, ten rytuał z kotem – u nas z Fortuną identycznie 🙂 Też zawsze najpierw czas na przytulanie kota, a ona mruczy i grucha bez opamiętania. Potem dopiero się podnoszę z łóżka, myśląc o porannej kawie i podśpiewując sobie jakąś piosenkę w stylu „hej ho, hej ho, do pracy by się szło”, albo „rano trzeba wstać, rano to jest tak gdzieś po siódmej, bo później już nie” 😉 Mnie takie wstawanie daje pozytywne nastawienie już od początku dnia. W temacie urządzeń AGD wszelkiej maści, ostatnio byłam sobie w sklepie ze sprzętem i oglądałam lodówki, kuchenki, pralki, w końcu podeszłam do… Czytaj więcej »

Iwona Zmyslona
Iwona Zmyslona

Nie żałuję iż nie posiadam ekspresu, bo zanim znalazłabym instrukcję by go odkamienić, to prędzej padłabym pod stół z braku kofeiny. Nigdy nie lubiłam tartej marchewki, brukselki. Makaron i mielone jak najbardziej chociaż sezam to lubiłam w prostokątnych ciasteczkach „Sezamkach”. Pozdrawiam serdecznie.

Kinga K

Ja dzień od samego początku bardzo intensywny 🙂 Cudny kociak:)

Kobietapo30

Bardzo interesujące. Ja nie mam rytuałów z kawą, bo kawy nie piję…;) Od urodzenia jakoś się nie przekonałam. Ale na pewno drobnych przyjemności sobie nie szczędzę

teatralan
teatralan

no więc zryw o 6 albo 6.50, ubieranie się na śpiąco w ciuchy do kijków, 45 minut kijkowania w dobrym towarzystwie, po powrocie kawa, sok z warzyw wyciskany, śniadanie, prysznic i komputer jeśli jest czas. A potem do pracy. To jest czas dla mnie, zajmuje mi dwie do trzech godzin za wyjątkiem wtorku, kiedy to mam na 8 do szkoły. Postawiłam na ruch z rana. Lubię tak jak Ty leniwie ale sadło mi oczy zalało…a wieczoerem a właściwie po nicy, kiedy wracam z pracy już nie mam siły.

Ania O.

Nienawidzę serii budzików. Zrozumiałam to kiedy odkryłam z wielkim bólem, że mój mąż tak się budzi. Sygnał co 5 minut. Ja wtedy już po drugim sygnale wstaję jak potwór z krainy dreszczowców i każdy następny sygnał uwalnia ze mnie kolejne demony. Jak spać, to spać. Jak wstać, to wstać. Nie mam ekspresu i nie potrzebuję. Korzystam z włoskiej kafeterki, to bardzo fajny sposób parzenia i nie mam problemu z odkamienianiem ani myciem elementów. No i nie martwię się o dostępność kawy jakby prądu zabrakło. 🙂 Ta czerwona lampka to jest „złowrogie oko odmowy”. XD Ja osobiście nie znam lepszego lekarstwa… Czytaj więcej »