Blog

Przesyt

31 lipca 2020

Mam przesyt wirtualną rzeczywistością, całym tym światem kontaktów w obrazkach, filmikach, a nawet w tekstach. Chociaż nie – akurat memy w gorszych chwilach ratują mi może nie aż życie, ale samopoczucie, odwracają równię pochyłą i sprawiają, że chce mi się z powrotem uśmiechać, nawet po niezbyt miłych sytuacjach.
Ale fakty są takie, że wirtualna rzeczywistość chwilowo mi się przejadła. Ma to też wpływ na moją aktywność w social mediach. Nawet kiedy coś zaczynam pisać, nie potrafię dokończyć. Nie chce mi się dodawać wpisów ani zdjęć na Instagramie.
Dość mam doświadczania świata przez bibułkę. Chcę posłuchać ludzi na żywo, a nie przez telefon.
Chcę porozmawiać przy kubku herbaty czy kawy, talerzyku czegokolwiek, z perspektywą spędzenia leniwie dłuższego czasu i czyjejś obecności bez konieczności doładowywania telefonu.
Jestem żywa i potrzebuję kontaktu z żywymi ludźmi.
Akurat w moim przypadku Covid nie zmienił za bardzo mojego życia zawodowego, bo nadal samodzielnie z mojej odległej placówki prowadzę firmę, w której jestem zatrudniona. Kontakty z urzędami w Niemczech też najczęściej są teraz mailowe lub telefoniczne. Podobnie z głównodowodzącym firmy i z handlowcami.
Ale nawet gdybym miała więcej kontaktów zawodowych, to przecież tu o życie prywatne chodzi.
I tak uważam, że mam wielkie szczęście, że mogę porozmawiać chociaż przez telefon z przyjaciółkami, Anabell i jeszcze kilkoma innymi osobami. Bez tego bym tu chyba zwariowała.
Do pisania też mi chęci opadły prawie do zera. Niestety dotyczy to też odwiedzania innych blogów – wybaczcie mi, wrócę, jak się to zmieni. Ale teraz to naprawdę nie ma sensu, bo moja rozproszona uwaga ucieka najczęściej po przeczytaniu kilku pierwszych słów lub zdań. Zawsze oglądam Wasze zdjęcia – tak już mam – ale przecież nie będę komentować tylko zdjęć, skoro ktoś poświęcił czas i napisał na jakiś – często ważny dla niego temat.
Przy moim obecnym zaniku zainteresowania to chyba nawet lepszy pomysł, żeby się z moimi opiniami za bardzo nie rozmnażać, bo nóż widelec kogoś zarażę moją czytelniczą abnegacją.
W wolnym czasie czytam sobie książki.
W tej chwili nadal jestem w trakcie czytania serii detektywistyczno-sensacyjnej, o której wspominałam w poprzednim wpisie o nowościach książkowych.
Ale ze mną jest tak, że w tym świecie akurat chcę i uwielbiam zanurzyć się cała samodzielnie. Nie mam aż takiej potrzeby, żeby dzielić się przemyśleniami – szczególnie kiedy książki jeszcze nie przeczytałam (nadal drugi tom).
O swoim życiu osobistym, jak wiecie nie piszę, bo to moje zbyt prywatne sprawy.

Na szczęście czeka mnie już niedługo trochę czasu na żywo z przyjaciółmi, mamą, córką.
Odliczam już dni, godziny, minuty do wyjazdu. Nieważne, jeśli nie spakuję wszystkiego, ważne, żeby nie zapomnieć o kocie, komputerze, aparacie i Kindlu. Reszta mało istotna.
To dlatego tak tu mnie ostatnio mniej.
Jedyne, co mi ostatnio oprócz pracy dobrze wychodzi to pieczenie chleba. Takiego na przykład.

Chleb

Chleb


I to tyle na dziś, żebyście wiedzieli, że żyję, a może po to, żebym się ruszyła i wreszcie znów coś zaczęła pisać.

Subscribe
Powiadom o
guest
15 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Miśka

Niech Ci się wszystko pouklada😁

anabell

Bo życie najfajniesze to jest tylko w piosence, a w realu to w czarno-białą kratkę i obie o tym wiemy bardzo dobrze.
Pamietaj Iw- zawsze po burzy wychodzi słońce- może nie zaraz, ale zawsze wychodzi.

Antares

Nie dziwię się Twojemu przesytowi. Ja sama, z powodu covida, częściowo byłam zmuszona wrócić do pewnych kontaktów przez internety, co było niejako krokiem wstecz. Jednak człowiek bez normalnych kontaktów z żywymi ludźmi po prostu marnieje. Dlatego, gdy się tylko nadarzyła możliwość, to z chęcią wyszłam z domu do ludzi. W moim mieście organizują imprezy i inne aktywności plenerowe co weekend. Efekt wyposzczenia na pierwszych imprezach był wyraźnie widoczny u wszystkich. Teraz już nawet na normalnie siłownię chodzę, na zajęcia zumba fitness. Byłam nawet na kąpielisku pod chmurką ze znajomymi, pływaliśmy, graliśmy w piłkę w wodzie. Staram się żyć w miarę… Czytaj więcej »

jotka

Coś podobnego i u nas się zadziało. Skoro wyjazdy są niepewne, nadrabiamy spotkania na żywo, z rodziną, ze znajomymi, książki i filmy wieczorami, muszę wreszcie wyciągnąć rower, miałam to zrobić już dawno, ale spadłam ze schodów i musiałam odczekać.
Nic na siłę, trzeba być dla siebie łagodnym…

Iwona Zmyslona

Dla mnie pisanie bloga i czytanie innych było jedynym kontaktem ze światem, bo od czasu wylądowania na wózku nie wychodzę z domu. Jednak od ostatniego wpisu minęło sporo czasu, a ja nie potrafię zebrać sił, by dać coś nowego. Pandemia sprawiła,że życie wszystkich stało się „sztuczne”. Mam nadzieję, że spotkanie z rodziną będzie bardzo udane, czego z całego serca życzę i pozdrawiam.

alElla

Klik dobry:)
I ja coraz mniej publikuję. Zauważyłam też, że dużo mniej ludzi komentuje. Skoro więc nie ma zainteresowania, to nie chce się pisać i publikować. Przecież dla siebie samej można pisać w prywatnym notatniku.
Pozdrawiam serdecznie.

Jaga

Tak mam dość że na swojego bloga dziś zaglądnęłam – chyba pierwszy raz od kwietnia 🙂

Anna K. Olszewska

Postanowiłam sobie zawsze mieć na pierwszym miejscu realizm. Nie tylko w kontaktach, ale ogólnie. By jedyną rozrywką, najulubieńszym zajęciem nie stał się internet. Nie mam internetu w komórce i nie mam w ogóle instagrama, który swym jestestwem zachęcałby mnie do robienia i publikowania zdjęć. FB odwiedzam raz dziennie, tak samo blog. Są dni, w których w ogóle nie odpalam komputera. Nie ma więc szans u mnie na przejedzenie się social mediami. A najzabawniejsze jest to, że ludzie myślą, że ciągle przesiaduję w internecie. 😅 Takie plotki chodzą. 😉 Może to wynik rej regularności. Na spacery wychodzę bez aparatu. Często nie… Czytaj więcej »

15
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x