Blog

Spokój, przestrzeń i zero waste

3 grudnia 2019

SPOKÓJ, PRZESTRZEŃ I RADOŚĆ ŻYCIA

Spokój to dla mnie taki stan umysłu, do którego nieustannie dążę od ładnych paru lat. Od kiedy uświadomiłam sobie, że wszelkie porywy i wzloty uczuciowe nie są dla mnie warte aż tyle (choć w odmiennych stanach świadomości człowiek mówi różne rzeczy), ile życiowa baza i spokój właśnie. Moje oczekiwania do porywów uczuciowych też są z reguły takie, że jeśli już, to chcę być z Osobą, która wzbogaca mój świat i sprawia, że uśmiecham się za każdym razem, kiedy o tej Osobie pomyślę. A nie że wzdycham na każde wspomnienie, co też mnie znów od tej osoby spotkało. A bywało już, oj bywało.

Dojście do takich wniosków i do spokoju trwało u mnie wiele lat, ale Tobie życzę, żebyś szybciej do tego doszła i nie marnowała lat, zajmując się głównie innymi i spełnianiem ich pragnień, zaspokajaniem ich potrzeb. Bo w tej pogoni tak łatwo zagubić siebie.

IW

IW

W którymś momencie uświadamiasz sobie, że na przykład minęło półtora roku od przeprowadzki, a ty nadal ani razu nie posłuchałaś ani jednej ze swoich ulubionych płyt… Że nawet rok temu kupiłaś sobie dobrej jakości sprzęt HiFi, który stoi w sypialni, ale nawet nie bardzo wiesz, gdzie są twoje ulubione płyty. Że zamiast patrzeć codziennie wieczorem w ramach relaksu na harmonię i od czasu do czasu posłuchać ulubionej muzy do snu, albo w ciągu dnia, odwracasz wzrok, bo nie chce Ci się nawet myśleć o rozpakowywaniu tego wszystkiego, co tam stoi na regale pod telewizorem, nadal zapakowane w pudła po shakerze czy po butach.

I wreszcie następuje TEN DZIEŃ, kiedy zaczynasz działać

U mnie na pierwszy ogień poszła skrzynka z plastikowymi pudłami. Ustawiłam je jakoś tak na początku w kuchni pod stołem, kiedy uznałam, że w szafkach w kuchni nie ma na nie miejsca. I tak sobie stały i stały, a ja ciągle kopałam o nie nogami, kopałam… Mozartowi nie przeszkadzały, bo to w końcu kot. Dają tam jeść, to niech sobie stoi, co chce.

Kosz na plastikowe pojemniki

Kosz na plastikowe pojemniki, aż się wstydzę przyznać, że to stało pod stołem przez półtora roku, ale nie koloryzuję rzeczywistości, a to są fakty

I nagle: bum! Pewnego dnia jakieś dwa czy trzy tygodnie temu powykładałam wszystkie pojemniki spod stołu, w ciągu pół godziny poznajdowałam dla nich miejsca w szafkach i kosz zniknął! Po 1,5 roku po przeprowadzce!

WYZWALACZ

Kiedy wreszcie pozbyłam się kosza z plastikowymi pudełkami spod stołu, poczułam jakby zwolniła się blokada maszyny – tyle, że nie losującej, a sprzątającej. Poczułam, jakbym obudziła się z powrotem i wróciła do siebie. Wracam zatem do mojego lubianego wcielenia „pani porządnicka”, co po niemiecku brzmi znacznie lepiej, „Frau Ordentlich”.

Pani porządnicka

Pani porządnicka

Od bardzo dawna życzyłam sobie stworzenia swojego miejsca na ziemi, takiego, w którym będę się czuła dobrze, bezpiecznie i w którym będzie „po mojemu”. I zaczęłam od kuchni. W sumie kuchnia jest najważniejsza, tu się zaczyna życie, posiłki, tu się kończy jedzenie zmywaniem i sprzątaniem.

MUZYKA jest dla mnie bardzo ważna, słucham jej niemal bez przerwy całą dobę. Włączam radio jadąc samochodem, słucham jej na YT, bywa nawet że w łazience.  To dlaczego w takim razie dotąd nie wypakowałam i nie ustawiłam na regale swoich płyt i filmów na DVD?

Tak, to jest bardzo nienowoczesne w dobie Netflixa, którego nadal jeszcze nie mam i nie czuję potrzeby wejścia w świat kinowych seriali (trochę się obawiam uzależnienia), ale nazbierało się tych płyt kilkadziesiąt co najmniej.

No więc dlaczego zapadając się na kanapie włączałam tylko telewizję, ewentualnie uruchamiałam na laptopie YT i to by było na tyle? Odpowiedź brzmi: bo przez te miesiące nie wystarczało mi na to siły i energii. Wolałam codziennie lub prawie co dzień po pracy od razu zmienić ciuchy, wsiąść na rower albo pognać na spacer nad morzem. I tak tygodniami i miesiącami. Nazbierałam w trakcie tych spacerów z aparatem lub smartfonem przepięknych zdjęć.

Jasne, że zawartość regału mnie denerwowała i wkurzała, ale zdawałam sobie sprawę, że taka drobnica oznacza mnóstwo pracy, a ja nie miałam nawet pomysłu, co z tymi płytami zrobić. Więc sobie leżały skrzętnie i głęboko zapakowane w pudła. Chociaż się nie kurzyło. A że wyglądało to tak nieinstagramowo, to już trudno. Szczerze? Nie widziałam tego, omijałam wzrokiem, oswoiłam się z widokiem pudeł, każde z innej parafii. I naprawdę przerastało mnie wypakowanie tego wszystkiego. Tak czasem jest. Aż do niedawna, kiedy uznałam, że przestało mi się podobać w moim mieszkaniu. Jak pamiętacie może miałam nawet pomysły o kolejnej przeprowadzce.

PRZERASTAŁO MNIE NIE TYLKO TO
Całe moje materialne życie stało sobie obok spakowane i posegregowane w meblach, które podążają za mną od dwudziestu, a niektóre trzydziestu lat. Nowa jest jedynie szafa i łóżko, bo swoje zostawiłam w domu w Polsce… (i dobrze, że chociaż to, chociaż tu kupiłam nowe dokładnie tego samego typu, tyle że białe, bądź pochwalona IKEA!). I jakoś tak od myśli „czy mi to odpowiada” przeszłam do stwierdzenia „dość tego”! Możesz już pozbyć się starych rzeczy i czas na to. Kup sobie wreszcie coś nowego, co Ci się spodoba, ale najpierw zrób miejsce na nowe!

Zawsze lubiłam porządkowanie otoczenia. Ale tutaj zebrało się chyba za dużo porządków na raz jak na jedną osobę i za mało przyjemności, żeby to jakoś zrównoważyć. Moje siły życiowe i energię podkopały potężne wstrząsy w ubiegłych trzech latach, więc tym razem postanowiłam postawić się na nogi inną drogą. Porządki zaczęłam od środka, czyli moich emocji i uczuć. I nie powiem, na tej drodze odniosłam już sporo sukcesów, chociaż oczywiście pracuję nad sobą od lat i ciągle jeszcze odnajduję fascynująco zaniedbane miejsca w tym moim tajemniczym ogrodzie. 🙂 Nic to, pracuję sobie dalej i to się nigdy nie skończy, bo taka już ludzka natura. Ale życie mam tylko jedno i to, czego w nim nie zrobię teraz, czy jak tylko o tym pomyślę, tego nie zrobię wcale.
Cieszę się jednak, że to całe moje materialne życie spakowane w przypadkowe meble i kartony wreszcie okazało się mniej ważne ode mnie, jak widać poczekało. Ale teraz już nadszedł czas na ład w domu i zagrodzie i dobrze mi robi każdy etap tych porządków.

Zaczęłam od planowania, co powiesić na moich pustych ścianach w tym mieszkaniu. Chciałabym wybrać kilka czy nawet kilkanaście zdjęć, wywołać i oprawić w ramki. Albo może znajdę jakieś ciekawe grafiki. Byłam już raz w IKEI obejrzeć, jakie tam mają ramki, dwie udało mi się kupić na ostatnich zakupach, bo całkiem ładne i cena przyzwoita.

Ramki

Ramki

Ramki

Ramki

Ale nie miałam pojęcia od czego zacząć. W takich chwilach najlepiej zacząć od planowanie. Obfotografowałam te moje pomieszczenia i już w trakcie robienia zdjęć mieszkania, zobaczyłam, jaki tu panuje natłok wszystkiego. Udało mi się poukładać rzeczy w kuchni, bo jedzenie szykuję codziennie, no i w biurze, bo nie byłabym w stanie tak pracować. Ale inne pomieszczenia to zbiorowisko rzeczy, co do niektórych nawet trudno mi było uświadomić sobie, gdzie są.

Już w trakcie przeglądania mieszkania podjęłam decyzję, że pozbywam się kilku mebli.
Ale tu pojawił się problem logistyczny: co zrobić z tymi meblami, które nie są mi potrzebne?
Sprzedaż ich oznacza: zrobienie dobrych fotografii (to łatwizna, zrobiłam), sporządzenie opisu każdego mebla i wstawienie ogłoszenia na bezpłatny portal e-bay Kleinanzeigen, a potem odbieranie telefonów i delegacji obcych ludzi w moim domu… Sprawdziłam, ile mogłabym wziąć za stół przy kanapie w salonie – zdecydowanie za duży do tego mieszkania.
Zaczął mi tym bardziej przeszkadzać, od kiedy wróciłam do ćwiczeń i zaczęłam układać się na ziemi do ćwiczeń w parterze. Stolik na e-bayu kosztowałby grosze, może dostałabym za niego z 15 EUR. Ucieszyłam się więc bardzo, kiedy znalazł się wśród znajomych student, który na moje pytanie: chcesz? odpowiedział: chcę, biorę, bardzo chętnie, och, dziękuję bardzo! Zaoferowałam się nawet z dowozem, w zamian za co zostałam zaproszona na obiad i obiad i herbatę, herbatę wypiłam :). Kiedy zobaczyłam jak mieszka, dołożyłam mu już bez pytania rzeczy pościelowe (zapasowa kołdra plus dwie zmiany pościeli, poduszki, poszewki), których nie potrzebowałam, a też miałam za dużo. I jakaś mniejsza szafka, której też ani razu tu nie użyłam. Korzyść jest podwójna: u mnie zwolniła się przestrzeń, a komuś ułatwiłam życie.

I jak do tej pory czułam się przytłoczona moimi meblami, ich nadmiarem i całą ciągnącą się za mną wraz z nimi historią, tak teraz od oddania pierwszego stolika poczułam radość i ulgę. Miłe jest też to, że rzeczy zmieniły właściciela na fajnego człowieka, który ich bardziej potrzebuje, a do tego jest szczerze wdzięczny i dla którego akurat w tej chwili stanowią one znaczne wzbogacenie w jego skromnych warunkach mieszkaniowych. Kiedy się zarabia niedużo, tyle co na jedzenie i podstawowe utrzymanie, w dodatku jest się studentem z innego kraju, to każdy taki używany przedmiot się przyda, szczególnie w dobrym stanie.

PROJEKT ŁAD I PORZĄDEK, ZERO WASTE

Podsumowując PROJEKT „ład i porządek” u mnie trwa, zwalniam powoli miejsce na nowe. A za każdym oddanym przedmiotem i rzeczą podąża moja wdzięczność i radość, że nie musiałam tego wystawić na ulicę, bo rzeczy są w dobrym stanie. W dodatku utrzymuję się w modnym obecnie nurcie zero waste :). Trochę mnie bawi ten trend jako nowość, bo u mnie w rodzinie i wśród moich znajomych była to norma już w latach mojej młodości.
Wymieniałyśmy się ciuchami z przyjaciółką, która akurat wtedy częściej wyjeżdżała na zachód i miała tam rodzinę, więc często dostawałam od niej fajne, bardzo trwałe ciuchy. Bywało, że nawet ja je trochę ponosiłam i przekazywałam dalej. A już ciuchy dziecięce krążyły od jednego bachorka do drugiego, nosiło je kilka pokoleń bobasów, i to była nasza norma.
Każdy się cieszył, że nie musiał  co dwa miesiące kupować nowych rzeczy i brał używane z pocałowaniem ręki. Albo od razu mówiło się: daj komuś innemu, to akurat nie dla mnie.

A wracając do przestrzeni wokół mnie. Lubiłam przez wiele lat te swoje meble, ale zauważyłam, że jeśli się nie pozbędę ich nadmiaru, to coś mnie ciągle hamuje i nie mogę ruszyć z miejsca. Za dużo gadżetów, przedmiotów wiąże niepotrzebnie energię. Bo człowiek zamiast zająć się swoim życiem chodzi i ogarnia ciągle ten swój stan posiadania: odkurza, pielęgnuje itd. No więc zaczynam się pozbywać rzeczy.
Tu małe przedtem-potem.
Przedtem:

Stół duży

Stół duży

Stół duży

Stół duży, wysprzątany i przygotowany do transportu

Potem:

Kanapa z małym

Kanapa z małym (ten stolik tu zostanie, albo poszukam innego, ale póki co odpowiada mi ta ilość przestrzeni), dostawiłam teraz jeszcze mały ciemny kwadratowy stolik na kółkach z innego pokoju (tak miałam jeszcze jeden), służy mi do pracy. Ale może ten też oddam a sama kupię sobie coś nowego…

A co z drugą ścianą? No cóż, było tak:

Regał, ława, pierdolnik

Regał, ława, pierdolnik

Jak widać kot miał używanie, ja głównie widok na pudełka, ale nie był to porządek docelowy. I właśnie zaczął mi przeszkadzać. I poczułam tęsknotę za posłuchaniem swoich płyt bez szukania muzyki na You Tube.

I tak już od ponad dwóch tygodni metodycznie sprzątam to wszystko … i w weekend znalazłam swoje wszystkie płyty. A przynajmniej myślałam, że odnalazłam i ustawiłam wszystkie na regale.

Regał, płyty

Regał RTV, płyty

Jaka ja zadowolona byłam. Aż tu nagle dostrzegłam, że jeszcze jedno pudło ukryło się pod ławą po lewej.

Dodatkowe płyty

Dodatkowe płyty, póki co wyniosłam do sypialni, bo nie chcę już patrzeć tutaj na pudła. Chociaż w jednym pomieszczeniu musi być porządek.

No i pozamiatane. Nie mam więcej stojaków na płyty, a kupować teraz nowe regały, żeby mi się pomieściły wszystkie, podczas gdy przeszukiwanie wykazało, że co najmniej połowa już mnie zupełnie nie interesuje i się zastanawiam, co mam z nimi zrobić, nie ma większego sensu. Może zwolnię na te płyty (które zachowam) jeszcze jakieś miejsce na regałach, bo miejsce mam na pewno).

Czyli sprzątanie mojej muzyki trwa, czyli jest w procesie. Okazało się, że nawet w aucie mam płyty, których nigdy do tej pory nie słuchałam, w tym długie składanki na MP3, będzie na długą trasę do Warszawy już niebawem. Fajnie mi się słucha własnej muzyki w samochodzie. Nawet do pracy chętniej jeżdżę :).

Czekam jeszcze, aż ktoś odbierze ode mnie tę pustą już ławę (wczoraj dałam ogłoszenie na e-bayu) i już szukam fajnych zdjęć na ściany. Dokupiłam też jedno spore lustro i powiesiłam w przedpokoju, na szczęście udało się bez wiercenia, poprzednie wkręty na mniejsze (i dużo cięższe) lustro wystarczyły. Wreszcie mogę się w całości przejrzeć, kiedy się ubieram i gdzieś wychodzę.

Lustro w przedpokoju

Lustro w przedpokoju

Bardzo bym się chciała jeszcze pozbyć tej ławy, bo teraz mi ona nie jest do niczego potrzebna:

Ława

Ława

Takie zdjęcie z wymiarami umieściłam na e-bay kleinanzeigen, może się znajdzie ktoś z okolicy zainteresowany. Jak się nie znajdzie za pieniądze, to pomyślę o obniżeniu ceny. Zobaczę, co z tego wyjdzie.

Mam nadzieję, że moje zero waste was nie znudziło? A jak tam u Was? Też się lubicie pozbywać rzeczy?

30
Dodaj komentarz

avatar
13 Comment threads
17 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
13 Comment authors
iwnowaAnnette ;-)TeatralnaPKanaliaAntares Recent comment authors
  Subscribe  
Powiadom o
Róża Wigeland

Może nie tyle zdarza mi się pozbywać rzeczy i mebli, co ich nie kupować, Kiedy zaczynałam budowanie swojego życia od dwóch walizek na angielskiej ziemi, nad każdym mebelkiem, kuchennym sprzętem czy sztuką ubrania zastanawiałam się kilkanaście razy. Raz, że nie chciałam za dużo wydawać pieniędzy, a dwa, że pierwsze londyńskie mieszkanie było małe i każda rzecz musiała być pasująca do innych i spełniać kilka funkcji. Po pięciu latach mam umeblowany i wyposazony duży dom, w którym mam wszystko 🙂 I dalej nad każdą rzeczą najpierw zastanowię się kilka razy, czy mi to na pewno potrzebne. Zwykle nie jest 🙂 Doskonale… Czytaj więcej »

Raphael Horn
Raphael Horn

Świetny post! 👍💪

Przeprowadzka, pakowanie, rozpakowywanie, urządzanie w nowym miejscu… Skąd ja to znam?

W ostatnich 6 latach przeprowadzałem się kilka razy.

Temat zdjęć jak u ciebie-puste ramki.

Płyty przez cały czas nie rozpakowane, w pudle. Nie wiem jeszcze czy ujrzą światło dzienne. Winne moje lenistwo oraz… postęp technologiczny: YouTube, Spotify, muzyka w laptopie i na dysku przenośnym.

Szczególnie w twoim poście spodobały mi się dwa rewelacyjne moim zdaniem określenia: ” w odmiennych stanach świadomości”,”ciągle jeszcze odnajduję fascynująco zaniedbane miejsca w tym moim tajemniczym ogrodzie”. Czy udzielisz mi nieodpłatnej licencji na ich stosowanie? 😆

Pozdrawiam serdecznie

Bożena

Tyle ciekawej treści a ja na początku przyczepię się kota, ponieważ jestem kociarą, a dopiero od lipca mam kota w domu. Jest bardzo podobnie umaszczony jak Twój Mozart i ma na imię Horacy 😀 Jakie sławne imiona wybrałyśmy swoim kotom. W czerwcu zaliczyłam wielka przeprowadzkę na drugi koniec Polski i wiem, ze nic tak nie czyści naszych domów z nieużywanych i niepotrzebnych przedmiotów jak własnie przeprowadzka. Masz zamówiony samochód i musisz się zmieścić. Wyrzuciłam połowę i przysięgłam sobie, że już nigdy więcej nie zagracę domu. Taką myśl kiedyś przeczytałam: Jak przestać ciągle sprzątać? – Wyrzucić niepotrzebne przedmioty.

anabell

„Redukcję wyrazów podobnych” zrobiłam jeszcze przed wyjazdem z Polski- nawet nie masz pojęcia ilu rzeczy się pozbyłam i tych „mieszkaniowych i ubraniowych i kuchennych.Wiedziałam, że 60m kwadratowych to jest zmyłkowa wielkość mieszkania, a zaoferowane mi mebla wcale a wcale nie będą pojemne. I miałam rację. Przy okazji podjęłam jedną ważną decyzję- tylko wtedy mogę coś nowego kupić, jeżeli pozbędę się tej samej rzeczy już zużytej. Tym sposobem mieszczę się bez trudu w dwudrzwiowej szafie i dwóch komódkach ikejowskich. Cud nad Sprewą, no nie? Jak wrzucisz ogłoszenie, że lawę dasz darmo pod warunkiem,że chętny sam ją sobie zabierze to pójdzie migiem-… Czytaj więcej »

jotka

Jestem na podobnym etapie, bo nawet jeśli kiedyś się przeprowadzę, to teraz zaraz muszę zrobić lifting mieszkania. zaczęłam od przeglądu rzeczy w szafach, zamówiliśmy nowe meble, bo w styczniu remont salonu i nie zamierzam śpieszyć się z dodatkami, frajdę sprawi mi kupowanie powoli dodatków do nowej kanapy i mebli.
Porządek lubię, dobrze robi mi na psychikę 🙂
Widać u Ciebie zmiany gołym okiem, fajny ten okrągły stoliczek:-)

Mokka

Dobrze jest preferować minimalizm w urządzaniu naszego mieszkania. Głowa to nie śmietnik! Tutaj Frau Ordentlich może mieć kłopoty…Musi odwrócić kota ogonem. Emocje nie ułożą się tak łatwo w pudełku zapałek…Życzę pola do popisu nam wszystkim – na tym drugim polu!
Mikołajkowe pozdrowienia!

Teatralna
Teatralna

i tu ponawiam pytanie? ile blogów jest w posiadaniu Iw??
oraz ława bardzo mi się podoba. oraz właśnie się zbieram do oddania kilku przedmiotów. oddania w formie prezentów. ale ja mam problem z płytami i książkami największy. ech. nie oddam płyt które kocham. i książek które są dla mnie ważne.
ozdoby tez przeglądam może zaczne oddawać…

Iwona Zmyslona
Iwona Zmyslona

Mnie też potrzebne takie porządki, ale jakoś brak chęci i sił, dlatego w odróżnieniu od Ciebie jestem na etapie myślenia o nich. Życzę konsekwencji w działaniu i miłego mieszkania w nowym wystroju. Ukłony

Ania O.

Spokój święty to zawsze był mój cel. Każdego dnia lubię go osiągać i dosłownie z nerwów mnie wyprowadza każda osoba, która postanawia mnie go pozbawić. Wtedy mówię sobie: tylko spokój może Cię uratować.
Miałam kiedyś taki przewrót, że pozbyłam się około 70% rzeczy z mieszkania w Polsce. Ulżyło mi i to na duszy. Przyjemne uczucie. Od tamtej pory niczego nie zbieram, nie magazynuję.

Antares

Czytam i czytam, i mam wrażenie, że ktoś mi wszedł nie tylko w głowę, ale i do domu 😀 . Mam dokładnie tak samo. Z tą różnicą, że ja jestem przed przeprowadzką, lecz już się martwię, co będzie w nowym miejscu. Mam tę samą skłonność. Zostawię coś tak-sobie-o i szybko się przyzwyczajam do krajobrazu, pozostawiając to to takie bez własnego miejsca, w pudle, zupełnie nie instagramowo 😉 Póki co, w obecnym mieszkaniu panuje lekki chaos, bo uszczuplam ilość rzeczy. No bo przecież plan zakłada minimalistyczne klimaty w nowym miejscu. Przy moim tempie, skłonności do gromadzenia i „przydasię”, przywiązania do różnych… Czytaj więcej »

PKanalia

moja polityka kontroli populacji grzmotów i przydasiek opiera się na bazowej zasadzie „show no mercy”… jest jednak wyjątek od tej zasady, zaiste weteran, który przetrwał wszelkie czystki i remanenty: zestaw kaset ( ❗ ) /plus zeszyty w skoroszycie/ do nauki francuskiego, „ESKK – kurs dla początkujących”… nie próbuj mnie pytać, dlaczego do tej pory nic z tym nie zrobiłem – ja sam siebie nie próbuję o to pytać i pojąć, o co w tym chodzi 😆
p.jzns 🙂

Annette ;-)

Przebiję Cię. latem 2017 dokonałam wewnątrzmieszkaniowej przeprowadzki z małego pokoju do dużego. Przeprowadzka ta wiązała się z zamianą pojemnego segmentu, na nowoczesne meble dla krasnoludków (cztery komody), które swoją pojemnością nie dorównują nawet połowie pojemności starego segmentu i to, co się w nich nie zmieściło (głównie stare dokumenty do przejrzenia i zniszczenia), stoi w kilku kartonach, bo jakoś za nie zabrać się nie mogę, choć mi to przeszkadza, zwłaszcza że jak wiadomo, jeden bałagan przyciąga drugi i nie długo zabraknie dla mnie miejsca w pokoju, albo zgubię się w bałaganie. Ja – panna porządnicka, która w takich warunkach wytrzymywała najwyżej… Czytaj więcej »

trackback

[…] udała się długo planowana akcja: wywóz niepotrzebnych mebli. W nowe ręce poszły w sumie trzy komody, jedna szafka nocna i ława (z poprzedniego posta). Poustawiałam na szybko pozostałe meble w tej nowej przestrzeni i taaaak, […]