Blog

W poszukiwaniu celu

21 maja 2019

Mój blog nie przypadkiem nosi tytuł „W poszukiwaniu celu”.
Ktoś kiedyś bardzo dawno powiedział mi, że to dobrze, że wiem czego chcę. Pamiętam moje zdziwienie wówczas, bo mnie wydawało się, że wiem już bardzo wiele, a szczególnie to, czego NIE CHCĘ. Ale daleko mi do pewności w zakresie tego właśnie, czego CHCĘ.
Według mnie znacznie łatwiej jest określać rzeczy, których nie chcemy. Parę kopniaków od życia, trochę łez i od razu wiadomo, co jest fajne i miłe, a co wredne i boli.
Znacznie więcej mądrości wymaga określenie i sformułowanie swoich najważniejszych oczekiwań, pragnień w formie celów.
Dopiero kiedy próbujemy usiąść i spisać, czego oczekujemy od życia, często łapiemy się na tym, że pewne oczekiwania się wręcz wykluczają. Realizacja celów to ustawienie ich w hierarchii i kolejności.
Konfrontacja z własnymi oczekiwaniami to jednocześnie próba sił z własnymi demonami i oceną samego siebie.
Niektórzy twierdzą, że świetnie wiedzą czego chcą.
Też tak myślisz, naprawdę? Sprawdźmy. Usiądź na chwilę i spisz sobie na kartce 10 realnych celów w życiu – na teraz, na za tydzień, miesiąc, rok i pięć oraz dwadzieścia lat. Nie używając formy – „nie chcę”. Korzystając tylko z formy zdań orzekających, jak: za 15 lat mam wspaniały dom/jacht/rodzinę/psa/zdrowe i piękne ciało/cały pokój w domu na bibliotekę – to tylko pomysły, ciekawi mnie, jakie są Wasze.
Mówię Wam, to wcale nie jest takie łatwe, szczególnie po tym, kiedy się już coś osiągnęło.
I szczególnie w takim momencie życiowym, kiedy jesteś w zasadzie zadowolony ze swojego życia i nawet za bardzo nie chcesz cokolwiek zmieniać. Jeśli już, to nieznacznie poprawić jedno czy drugie.

IW

IW

Ale i wtedy warto sobie postawić jakieś cele, bo życie bez celu jednak nie bardzo ma sens.
Ostatnio jednym z takich celów jest dla mnie przypomnienie sobie i podszkolenie mojego języka angielskiego. Zabrałam się za to od ostatniego wiosennego pobytu w Warszawie, znalazłam nauczyciela angielskiego (native speakera), kontynuuję lekcje online. Pewne rzeczy przypomniałam sobie od razu, inne – szczególnie gramatyka – chwilowo słabo mi idą, ale szukam metody na siebie, żeby opanować ją równie skutecznie, co słówka, bo fatalna budowa zdań w wypowiedziach to jednak obciach.
Cieszę się, że znalazłam czas i przestrzeń na podszkolenie języka, w którym tak wiele rozumiałam, a który niestety miałam na zbyt słabym poziomie, jak na moje wymagania.
Poza tym ostatnio jak i przez cały zeszły sezon coraz częściej i więcej jeżdżę na rowerze, spaceruję.
Ostatnio zamówiłam też dodatkową tablicę na bagażnik rowerowy. Żeby móc się ruszyć gdzieś dalej z rowerem i pojeździć sobie na miejscu, będzie to ciekawsze i przyjemniejsze niż zawsze tylko poruszanie się samochodem a potem spacer. Jeszcze tylko muszę przymocować tę tablicę do bagażnika.
Póki co prawie codziennie wsiadam na rower w poszukiwaniu nowych tras – a kiedy pogoda dopisuje nie mam też nic przeciwko starszym, byle daleko i z pięknymi widokami. Twarz mi już owiała tutejsza morska bryza i jest mi chwilami tak dobrze, że sama sobie zazdroszczę.
To moje ZEN. Wtedy po prostu jadę i patrzę, fotografuję i filmuję.
I to jest teraz mój cel – uchwycenie tych wspaniałych momentów.
Nic więcej mi teraz nie potrzeba.

IW

IW

IW

IW

Bremerhaven port

Bremerhaven port

Promenada

Promenada

20
Dodaj komentarz

avatar
9 Comment threads
11 Thread replies
2 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
10 Comment authors
iwnowaAnnette ;-)AntaresKen.Ganabell Recent comment authors
  Subscribe  
Powiadom o
PKanalia

skoro ZEN, to niech będzie ZEN… kiedyś spytano sześciu sprinterów (każdego z osobna) przed finałowym biegiem zawodów: „o czym myślisz gdy biegniesz?” i każdy z nich coś odpowiedział: pierwszy: „myślę o przeciwnikach, którzy się wkurzą, gdy wygram”… drugi: „myślę o medalu, który chcę zdobyć”… trzeci: „myślę o swojej kobiecie, którą ucieszy moja wygrana”… czwarty: „myślę o mecie, do której mam dobiec”…. piąty: „myślę tylko o tym, aby jeszcze szybciej biec”… szósty: „wcale nie myślę, po prostu biegnę”… co prawda ta historia na tym się kończy i nie mówi, kto wygrał wyścig /w końcu o wygranej decyduje całe mnóstwo czynników/, ale… Czytaj więcej »

jotka

Chyba faktycznie łatwiej określić, czego się nie chce, niż czego się oczekuje od reszty życia, która nam została.
Ostatnio raczej żyję chwilą, ciesze sie każdym dniem i odliczam do emerytury…praca zawodowa absorbuje zbyt wiele sił , także psychicznych, by zajmować się tym, co naprawdę się lubi…

oko

znakomicie wyglądasz na tych zdjęciach. i taka pogodna. super.
na własny użytek uknułem powiedzenie, że kiedy się wie, czego się nie chce – wtedy się unika. a kiedy się wie, czego się chce – wtedy się dąży. i to cała różnica.

Ania O.

Ja sobie niczego nie określam. Robię to, co w danym momencie życia uważam za potrzebne i patrzę na tego rozwój lub upadek. Czasami jest to kilka takich powiedzmy: „celów”, nie ograniczam się do jednego dążenia. Wymienić ich na pewno nie potrafię, bo ciągle coś się zmienia, ciągle coś innego jest na świeczniku. Co ma być to i tak będzie. 😉

Iwona Zmyslona
Iwona Zmyslona

Wyznaczanie celów jest dobre dla zdyscyplinowanych i odpowiedzialnych. Lekkoduch zawsze znajdzie powód by z realizacji zrezygnować. To czego ja Ci w tym momencie zazdroszczę, to przypomnienia sobie języka angielskiego. Ja miałam taki zamiar odnośnie niemieckiego, niestety skończyło się na zamiarach. Życzę udanych wycieczek rowerowych, oraz realizacji kolejnych celów. Uściski.

anabell

Doszłam do etapu, w którym już jedynym celem jest po prostu życie. W miarę możliwości bezstresowe. takie spokojne kierowanie się do przodu, choć mam zachowaną świadomość, że ta droga prowadzi do miejsca w którym zapewne dowiem się co jest tam skąd się już nie wraca- a może i się wraca, bo się źle odrobiło lekcję zwaną życiem.
Miłego;)
P.S.
Jak widzę humorek Ci dopisuje;) I cieszy mnie to;)

Ken.G

Jesteś moją inspiracją – masz tyle energii, że kiedy Cię czytam, trochę z niej przechodzi na mnie 🙂

Jeśli chodzi o mnie, zdecydowanie za dużo czasu zajmuje mi myślenie i planowanie, a za mało działanie. To byłby dla mnie idealny plan: działaj!

Antares

Mam wrażenie, że u mnie przez całe życie to moje jedno „chcę” weryfikowało wszystkie kolejne „nie chcę”. Przez całe życie pragnę tylko jednego: spokoju. Od dziecka nie zaznawałam ani spokoju, ani bezpieczeństwa, dlatego jako nastolatka postanowiłam, że sobie je stworzę sama w dorosłości. Ale jak wiadomo, w dorosłości krętymi drogami się chadza, więc łatwo nie było. Teraz generalnie odnalazłam już swoją wewnętrzną równowagę i umiejętność szybkiego wykrywania i usuwania jej zakłócaczy. Wiem, cel „spokój” jest bardzo mało konkretny, nie to, co „kupię samochód”, „spłacę kredyt” czy „skończę studia”. Nie lubię jednak planować zbyt konkretnie, bo co coś zaplanuję, to mi… Czytaj więcej »

Annette ;-)

Chciałabym wiedzieć, czego chcę…