Blog

Zmiana miejsca

2 maja 2020

Jeśli nam tak źle w dotychczasowym życiu, że nas rozsadza czasem trzeba zaryzykować i coś zmienić.
Nie zawsze spodoba się to wszystkim. Bardzo często usłyszysz, że:
– a po co tyle zmian?
– a na co ci tyle miejsca?
– a po co ci to, przecież w starym nie było tak źle?
– a to pewnie drogo?
– a było warto?
– i w ogóle to przecież można było zostać w poprzednim, a nie ciągle zmieniać.

W poprzednim mieszkaniu nie miałam aż tak źle, ale przeszkadzały mi już ogólne warunki, cienkie drzwi, przez które do mieszkania docierał każdy głos czy krzyk dzieci z klatki schodowej. Zawsze też był problem z parkowaniem przy mojej ulicy. Znalazłam tamto mieszkanie niemal dwa lata temu na szybko, bo szybko chciałam się wyprowadzić z poprzedniego życia, które się spie…. nie sprawdziło.

Nie wiem ile razy jeszcze dokonane wybory okażą się słuszne. Które z nich poprowadzą mnie w stronę słońca. Zresztą w ciepłym deszczu też możesz się poczuć przyjemnie, jeśli tylko masz właściwe ubranie, a w środku dobry nastrój.
Wracając do zmian – tym razem mimo stanu wyjątkowego, który dotyczy nas wszystkich, nie cofnęłam się przed zmianą, którą zaplanowałam trzy miesiące temu.

Trzy miesiące – taki miałam termin wypowiedzenia poprzedniego mieszkania. I termin wejścia do nowego mieszkania.
Zupełnie przy okazji znalazłam też najemczynię, której od pierwszego razu spodobało się moje mieszkanie i sama mnie prosiła, żeby ją informować, jeśli kiedyś chciałabym się przeprowadzić. Tak na zdrowy chłopski rozum – mogłam zostać w poprzednim, ale tam zbyt wiele mi przypominało o przeszłości.
W pewnym momencie poczułam, że jeśli tam zostanę, nie będę mogła z tamtego miejsca ruszyć dalej.
To był sygnał, że trzeba zrobić krok naprzód.
Jeśli czasem ktoś mnie pyta, dlaczego robię tak a nie inaczej, odpowiadam: bo widzę w tym dalszą perspektywę.
Jeśli nie jestem zadowolona z tego, co mnie otacza: z siebie i swojego podejścia do życia, wyglądu czy miejsca do życia, z pracy, ze stosunków z rodziną, czy ze związku albo z partnera, potrafię to wprawdzie znosić jakiś czas, próbując naprawiać, ale wreszcie następuje punkt zero, z którego nie ma już odwrotu. Wtedy podejmuję decyzję i przeprowadzam ją z morderczą konsekwencją.

W związku z powyższym mam dla Was nowiny: przeprowadziłam się, choć nadal mieszkam w tym samym mieście.
Nowe miejsce nie wymagało żadnych remontów, ale za to kosztuje trochę więcej. Głównie z racji dobrej lokalizacji i jakości budynku. Jest mi tu wygodniej, mam lepszy widok z okna, spokojnych sąsiadów i bardzo dobrze wyciszone drzwi, a do tego miejsce postojowe i większą piwnicę.
To były argumenty za nowym miejscem. Więc podpisałam wtedy umowę, długo się nie zastanawiając.
A w chwilę potem nastała pandemia…
Kiedy wybuchła pandemia, próbowałam się wycofać, bo przecież wiadomo, że teraz tak naprawdę nic nie wiadomo. Nie było takiej opcji, w spółdzielni podpisałam rezygnację z tamtego mieszkania, tutaj umowę na nowe. Musiałabym zaprząc prawników, żeby wyjść z tego impasu, a to pociągnęłoby za sobą niewiadomą kwotę, problemy itp. Nie udało się znaleźć nic na szybko, bo wszystkie biura nieruchomości w tym czasie z oczywistych względów też były pozamykane.
Pozostało jedno: przeprowadzić to, co rozpoczęłam, do końca.
Przeprowadzka w takich czasach to naprawdę wyzwanie, bo trzeba znaleźć firmę czy ludzi, którzy nie będą mieli obaw pracować w takim czasie, w tych warunkach.
Przeprowadzka odbyła się zatem tym razem na wariata, warunki nie sprzyjały planowaniu.
Ale udało się!
Jestem tutaj.
Mam przestrzenniej, jaśniej, miejsce na wszystko.

Mozart na balkonie

Mozart patroluje balkon

Stan na dziś jest taki, że nadal siedzę na kartonach, jeszcze nie dorobiłam tabliczki z nazwiskiem na skrzynkę na listy, dziś to zrobię bardzo chętnie.
Próbuję się odnaleźć w nowej dla mnie kuchni, gdzie wszystko jeszcze jest poustawiane na roboczo, ale wczoraj zrobiłam pierwszą pieczeń i wyszła pyszna!

Zmiany na blogu
A co do bloga i publikacji: pierwsza zmiana jest taka, że nie będę się dzielić zdjęciami z tego miejsca, bo tak postanowiłam. Od teraz będę przestrzegać zasady: „więcej prywatności”.
Wielu z Was zamieszcza zdjęcia tylko z plenerów – i ja mam ich dostatecznie dużo. No i może niektórymi wycinkami mieszkania, takimi, które nie wskażą, gdzie się mieści.
I niech tak zostanie. A przynajmniej do czasu, aż zmienię zdanie.
Wracając do przeprowadzki – wzięłam ze sobą wszystkie meble, może tylko jeszcze dokupię coś do biura, bo regał na segregatory poszedł póki co do kuchni, a dwa kolejne do schowka na ubrania.
Na razie cieszę się z drobnych rzeczy, na przykład że dziś dzięki pomocy właścicielki mieszkania znalazłam kranik odcinający dopływ wody i udało mi się uruchomić zmywarkę. To był pierwszy raz zmywarki, do wypróbowania została pralka, którą też zabrałam ze sobą. Póki co jestem na tyle przepracowana, że musiałam się wstrzymać z dalszymi działaniami, żeby odetchnąć i nabrać siły i dystansu.

Do teraz udało mi się rozpakować ciuchy, kartony w gabinecie nadal są pełne, komputer ani sieć nie podłączone, w nowe miejsce nie dotarła moja paczka z modemem (wszyscy zwalają opóźnienia na sytuację pandemii), więc muszę odebrać sprzęt z poczty, oby go tylko przechowali, chyba termin wynosi 6 dni).
Na szczęście właściciele udostępnili mi swoje łącze internetowe do czasu, aż uruchomię moje, bo próbują wyjść ze swojej umowy, ale operator stwarza im problemy. Mają mi też pożyczyć dekoder do tv, bo bez tego podobno nie da się oglądać tu telewizji. Nie wiem, nie sprawdzałam. Słucham dużo muzyki.

Regał TV

Regał TV, płyty czekają na wypakowanie, liczy się to światło na ścianie, bardzo mi się podoba

Kiedy wstawiłam już do poszczególnych pokojów większość rzeczy, trochę odkurzyłam i poczułam, że jestem w domu, wybrałam się na spacer nad morze.
To z tego spaceru pochodzi najnowsze zdjęcie na Instagramie, o to:

Pewnie pojawią się pytania i o kicię, więc spieszę donieść, że Mozart dzielnie zniosła przeprowadzkę, cały czas trzymałam ją w zamkniętym pokoju i udało nam się to wszystko przetrwać bez szkód. A teraz już przyzwyczaja się do nowego miejsca.

Mozart na tekturce

Mozart na leżance z tektury

Chcecie jakąś puentę?
Też bym chciała, ale szczerze mówiąc nadal jestem strasznie zmęczona – przeprowadzki są jednak wyczerpujące.
Poza tym ten wpis jest już dostatecznie długi, więc na tym dziś zakończę.
Może tylko dopiszę, że jeśli macie jakieś marzenia, to róbcie wszystko, żeby je spełniać, bo nic samo się nie zrobi. A że się człowiek czasami obije, czy nie zawsze wszystko wyjdzie – to trzeba wliczyć w koszty.
Przyznam się do czegoś. Jestem teraz w miejscu, o którym marzyłam od początku, od kiedy tu się przeniosłam…
I jest mi tu zajebiście!

Wieczorem mogę już słuchać mojej muzyki i tańczyć do niej.
Do pracy wracam w poniedziałek, do tego czasu zamierzam sobie zrobić jeszcze wiele różnych przyjemności! Jak tylko przestanie padać deszcz.

Dzisiejszy wpis sponsoruje ta piosenka:

36
Dodaj komentarz

avatar
13 Comment threads
23 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
14 Comment authors
Annette ;-)iwnowaRóża WigelandTeatralnaAntares Recent comment authors
  Subscribe  
Powiadom o
Świechna

Super, że dotarłaś do kolejnego wyznaczonego przez siebie celu. Mam podobne podejście do zmiany. Nie żyje się za karę, ważne, żeby dążyć do takiego miejsca w przestrzeni, w relacjach z ludźmi, żeby było nam dobrze w życiu. Zmiany trochę nam zawsze zużywają zasobów psychicznych, ale w dłuższej perspektywie zdecydowanie warto 🙂

Basia
Basia

Iw! Jesteś cudowna ze swoją niezrównaną energią! Zawsze inspirujesz i wyrywasz mnie z leniwego marazmu odsuwajacego zmiany na potem:) Niech Ci się cudownie wiedzie w nowym miejscu! ( No ale jak to- tak bez remontu…no co Ty…( żartowałąm;) )

Annette ;-)

Oj iw… Ty babo w remoncie (przypuszczam, że jakiś będzie lub był) i na kartonach – powodzenia i niech Ci się dobrze mieszka 🙂

Wczoraj, po prawie trzech latach (zabrakło dwóch miesięcy) tymczasowego pomieszkiwania kątem u brata w NL, moja siostra wyprowadziła się do wynajętego domu, a pod koniec marca jej osiemnastoletni syn też poszedł na swoje wynajęte (od wujka z NL), tyle że w Polsce, bo mu się mieszkanie z babcią i prababcią znudziło.

Ken.G

Zmiany są dobre, jeśli są dobre 😀 Skoro jesteś szczęśliwa, to pomimo niedogodności z przeprowadzką i całej tej pandemicznej (?) otoczki było warto i to jest najważniejsze.

Niech się Wam obu dobrze mieszka 🙂

krystynabozenna

Mozart jest nie do zdarcia :-)))
Głaski, dużo głasków dla kici 🙂

Antares

To się porobiło! 🙂 No to rzeczywiście obie jesteśmy w tym samym momencie życia. Też byłam przerażona po wybuchu pandemii jak to wszystko będzie wyglądało i czy w ogóle będzie możliwe. Ale czułam, że wszystko będzie dobrze. Mam nadzieję, że będzie to Twoje miejsce na Ziemi, w którym zaznasz wszystkiego co najlepsze ma dla nas życie. Zmiany, choć męczące w realizacji, bywają dobre. Zwłaszcza te przez nas zaplanowane 😉 Jeju, aż się cieszę z Twojego spełnienia. Sama mam nastrój przeprowadzkowy, więc, myślę, tu się w pełni rozumiemy. U mnie jeszcze nie ma nawet licznika prądu, więc jest bardzo, rzekłabym, biwakowo… Czytaj więcej »

PKanalia

stereotyp jest taki, że koty są niechętne przeprowadzkom, ale według mnie /z moich obserwacji/ to tylko stereotyp, zaś co do Mozart to dla tak wytrawnej podróżniczki to już w ogóle /moim zdaniem/ małe miki…
p.jzns 🙂

Iwona Zmyslona
Iwona Zmyslona

Podziwiam odwagę w realizacji marzeń i konsekwencję w działaniu. Życzę powodzenia na nowym miejscu. Pozdrawiam.

Anna K. Olszewska

Ja już od dawna czuję potrzebę zmian, ale to takich radykalnych. Taki właśnie sygnał odebrałam jak Ty, że jeśli tu zostanę, nie ruszę naprzód. Nigdy. Tylko się szarpię z tym wszystkim.
Co poradzić, jak już się nie jest singlem.
Kiedyś to się żyło z właśnie taką „morderczą konsekwencją”, jak mówisz.
Genialne wieści, czuję przez Twoje słowa spełnienie, super się stało! 🙂 Słonko na ścianie sympatyczne (jak nie oglądasz TV to nie będzie przeszkadzać). Cień maszyny do ćwiczeń – rozczulający. 😀

jotka

Wyliczyłaś tyle pozytywnych rzeczy związanych z nową sytuacja, że na pewno zrobiłaś dobrze.
Niechaj więc wszystko układa się zgodnie z Twoimi marzeniami…do marzycieli świat należy!

Jaga

No i super…Również wychodzę z założenia, że jak kamyk w bucie uwiera to należy go usunąć. Każdy ma swoje marzenia większe i imniejsze . Nie wolno ich ignorować. Bardzo dobrze, że zmieniasz otoczenie jak Ci coś nie pasuje. Mi też się po głowie kołacze, ale na razie koronawirus przystopował

Teatralna
Teatralna

tego sie jednak nie spodziewałam … masz siłę i masz jednak charakter. co zawsze wiedziałam.
cieszę się Twoją radością. I oczywiście święte słowa, ze szczęście i marzenia same się nie spełnią.
pozdrawiam ciepło.

Róża Wigeland

Widzę, że zmiana się dokonała 🙂 Brawo! I znowu jest lepiej 🙂