To kolejny długi wpis, ale bardzo dla mnie ważny. Weź sobie kawę czy herbatkę i poczytaj o tym, jak wygląda Umschulung IT, czyli kurs IT w Niemczech i jak odbywa się egzamin końcowy.
UMSCHULUNG czyli coś między STUDIAMI a SZKOŁĄ
Umschulung to program przekwalifikowania zawodowego, czyli forma kształcenia zawodowego osób dorosłych prowadzącego do uzyskania zawodu. Programy te organizowane przez różne ośrodki szkolenia (np. specjalizujących się w zawodach związanych z IT), a te są finansowane przez instytucje takie jak Agentur fuer Arbeit, czyli ze środków krajowych przeznaczonych na edukację.
Jest to forma kształcenia dla dorosłych w różnym wieku, od młodziaków tuż po szkołach, po dwadzieścia kilka lat, aż po osoby zmieniające zawód 40 plus 50 plus. Byłam jedną z dwojga najstarszych wtedy uczestników szkolenia 🙂

IW
Po zakończeniu Szkolenia podchodzi się do egzaminów przed komisją IHK (niem. Izby Przemysłowo-Handlowej), a uzyskany w ten sposób certyfikat jest uznawany na równi z dyplomem studiów, chociaż na pewno kandydaci traktowani się trochę inaczej i muszą się wykazać taką samą wiedzą na rynku pracy. Poznałam wiele osób, chociażby na praktykach, które trafiły tam właśnie po takim szkoleniu.
Zajęcia odbywają się w jednym miejscu w tygodniu pracy, w pomieszczeniach danej szkoły, w grupach przydzielonych do danego kursu. Każdy kurs trwa dwa lata, rozliczane są obecności, spóźnienia, trzeba pisać tygpodniowe raporty z zajęć zawierające treści z tych zajęć (to była najbardziej upierdliwa część tego kursu) i wysyłać regularnie na portal IHK (Izba Przemysłowo-Handlowa). Każdy z osobna raport musiał być zatwierdzany dla każdego indywidualnie przez szefa wyszkolenia, żeby potem trafiał do IHK jako dowód uczestnictwa w kursie.
Rozumiem ten wymóg, bo w końcu ktoś (w skrócie państwo) płaci za te kursy i chce mieć jakiś dowód na to, że osoby uczące się faktycznie biorą udział w zajęciach. Ale dla mnie najważniejsza była nauka i te formalności (jak i dla pozostałych 70% uczestników) były upierdliwe, więc najczęściej załatwialiśmy je hurtowo pod koniec roku, za co nienawidził nas szef naszej placówki, bo musiał je potem wszystkie podpisywać przed przesłaniem do IHK.
DOJAZDY
Jako że przydzielone mi szkolenie odbywało się w Bremie, musiałam dojeżdżać tam codziennie. Plusem było sfinansowanie mi biletu miesięcznego tzw. Deutschland Ticket. Minusem jest Kolej Niemiecka, która na tej trasie jest bardzo często remontowana, co wiąże się ze spóźnieniami albo np. pociągami, które w ogóle wypadają z trasy.
Zajęcia zaczynały się o codziennie 8:15. Początki szkolenia były jeszcze za czasów pandemii, toteż przez pierwszy rok siedzieliśmy wszyscy jeszcze w maseczkach. A kiedy tylko ktoś rozchorował się na covid, odwoływano zajęcia do końca tygodnia i przechodziliśmy na home-office.
W tym czasie – pewnie z powodu permanentnego stresu – miałam ogromne problemy z rytmem dobowym, co oznaczało, że często nie mogłam zasnąć do 2-3 w nocy, więc żeby potem wstać na pociąg na 6:59 (a do dworca mam jakieś 20 minut czy to piechotą, czy autobusem) bardzo trudno było mi się zebrać. Jeździłam zatem tym o 7:23. Ale kolej niemiecka to inna rzeczywistość, a już ta na trasie Bremerhaven-Bremen to inne uniwersum. W pewnym miesiącu pociągi przestały jeździć całkowicie, a podstawiane autobusy Komunikacji Zastępczej były tak zapchane, że nigdy nie wiedziałam, czy uda mi się wsiąść i do którego z kolei. Za jeden miesiąc takiej historii oberwało mi się, i dostałam pisemną naganę za spóźnienia.
Często więc decydowałam się jechać samochodem, chociaż płacić dodatkowo za paliwo było trudno, w dodatku koszty dniówki parkingu w środku miasta wywoływało za każdym razem ścisk serca.
POZIOM I FORMAT NAUCZANIA
Co do trybu zajęć, docenci bywali różni. Od super-gości czy gościni z dokładnym planem zajęć, prowadzącymi te zajęcia fantatsycznie, z iskrą i brawurowo, miewaliśmy też takich, przy których niektórzy z nas ciągle uzupełniali podawane informacje albo uaktualniali je. Kiedyś wreszcie jeden z tych kolegów, lepszy od docentki, powiedział, że nie będzie tego dłużej robić, bo to nie jemu za to płacą.
Zajęcia często odwoływano, kiedy byliśmy już na miejscu. Dopiero wtedy okazywało się, że docent nie dotarł, nikt nas o tym nie informował z wyprzedzeniem, a potem przeważnie zostawała nam samodzielna praca na miejscu, co każdy wolałby uczyć się z home office i oszczędzić sobie przejazdów.
W pamięci na pewno zostanie mi jeden Docent, dzięki któremu nauczyliśmy się najwięcej i który prowadził nas fachowo i na najwyższym poziomie po sznureczku do poszczególnych zakresów wiedzy informatycznej. Wolfgang prowadził potem też przygotowania do Prezentacji Projektu Końcowego i do egzaminów. Naprawdę najwyższa klasa.
Inny docent, wprawdzie genialny z programowania, prowadził zajęcia tak szybko, że nadążało może z pięć osób z dwudziestu pięciu. Po naszych sprzeciwach trochę się zatrzymywał, ale najczęściej kilka minut później wracał do swojego szaleńczego tempa. Plus był taki, że na jego zajęciach zawsze jednak można było zapytać i dostać fachową odpowiedź na temat wszelkich algorytmów. Pomagał nam również często zdalnie i bardzo kibicował każdemu ze studentów (tak naprawdę mieliśmy tytuł Umschueler) i był ogromnym źródłem wiedzy.
Inni docenci, którzy zachowywali się i nauczali, jakby żywcem wyrwano ich gdzieś tak z lat 60-siątych. Zarówno pod względem podejścia do uczących się, jak i do obowiązujących w 2025 roku zasad współżycia społecznego.
W trakcie mojego szkolenia zmienił się szef placówki, co wzmocniło podejście do nas jako uczących się, ale nie poprawiło jakości zajęć.
DLA KOGO TE KURSY
Podsumowując poziom kursu. Ta forma nauki nadaje się świetnie dla ludzi, którzy już mają podstawową wiedzę w tematach IT, już coś studiowali, albo się uczyli, albo sami grzebali w sprzęcie lub w programowaniu, tyle że nie otrszymali dotychczas na to żadnych certyfikatów. Było też sporo takich nowicjuszy jak ja. Niektórzy uczyli się i dzielnie przedzierali się przez kolejne stopnie i zaliczenia. Inni w pewnym momencie stwierdzali, że to jednak nie dla nich.
Dla mnie sprawdziła się jedna metoda WOR:
- Wykorzystać te z zajęć, które naprawdę pozwalają zdobywać wiedzę.
- Olać te, gdzie zawiódł system.
- Resztę starać się douczyć samemu.
Tyle że po 8 godzinach nauki w placówce, dla mnie jeszcze po dojechaniu do domu (ok. 75 km) często człowiek nie miał już ani siły, ani głowy na dalszą samodzielną naukę.
LITERATURA FACHOWA
Kolejnym pozytywem szkoleń są książki fachowe, które otrzymuje się w trakcie szkolenia bezzwrotnie. Można je zatrzymać i douczać się samodzielnie, aczkolwiek z mojego doświadczenia wynika, że jednak nie ma to jak dobry docent, który wyjaśni tematy na żywo. Niektóre książki mają ponad 600 stron, więc ich przeczytanie w ciągu tygodnia-dwóch to nie lada wyczyn.
PROGRAM NAUCZANIA
Oprócz zajęć o teorii programowania do programu należało nauczanie kilku języków programowania (php, python, Java, Java Skript, ). Dany język programowania mieliśmy na tapecie przez dwa tygodnie, a w trzecim był projekt zaliczeniowy. Jak dla mnie – szaleńcze tempo. Tylko jednego z nich Javy, uczyliśmy się dłużej, bo jest to nadal jeden z bardziej popularnych języków na rynku. Ale to wszystko zależy od tego, na czym potem skupiają się firmy.
WSPÓŁTOWARZYSZE
Do tego dochodziły jeszcze problemy z niektórymi kolegami. Niektórzy koledzy trafili do tego programu z uwagi na swoje zainteresowania IT, ale z dość zaawansowanymi zaburzeniami i bez asymilacji społecznej, że tak to łagodnie wyrażę.
Pryz takim trybie i zakresie nauczania dla dorosłych nasze zajęcia wymagały maksymalnego skupienia. Niestety przeszkadzajki sprawiały tyle hałasu, że samo przebywanie tam było często bardzo uciążliwe, wręcz nie do zniesienia.
Mam dużą tolerancję dla osób z zaburzeniami, obe w końcu też mają prawo się uczyć. Jeśli jednak jedna – dwie osoby zaburzają naukę całej grupie 30 osób, to kończy mi się wyrozumiałość, a zaczyna mord w oczach i nóż w kieszeni.
Szczególnie jeśli trafi się na osobę, która odczuwa nieodpartą potrzebę głośnego mówienia o wszystkim i o niczym, bo nawet nie bardzo na temat, podczas zajęć w czasie przeznaczonym na wykłady a potem na naukę własną. Ten scenariusz sprawiał, że serdecznie nie znosiłam niektórych zajęć.
Niektórzy przynosili drogie słuchawki na uszy, wygaszające całkowicie odgłosy z zewnątrz. Dla mnie taki wydatek (ok. 400 EUR) w tym momencie był nie do przeskoczenia.
Docenci rzadko zwracali tym osobom uwagę, czasem nawet dawali się wciągnąć w dyskusje, a cierpieli na tym wszyscy, którzy chcieli się skupić i coś w tym czasie zrobić. No i oczywiście nikt nie odważał się nic powiedzieć, aż nie odzywałam się ja. A skoro ja jako jedyna, próbowałam się przeciwstawić takim osobom, bo inni cierpieli w milczeniu, to na mnie kierowała się cała agresja takiej osoby. Za kolejnym razem, kiedy moje głośne prośby nie poskutkowały, poszłam do kierownictwa, a ono wydelegowało sprawę do przedstawiciela klasy, który wrócił cały nadąsany, że teraz to on się musi zająć tym problemem. Co zrobił dokładnie jeden raz i było lepiej. Był to w każdym razie jeszcze jeden stres.
SPECJALIZACJA ZAWODOWA
Po roku ogólnych tematów w IT trzeba wybrać specjalizację. Są dwie możliwości. Pierwsza z nich to administrator systemów, który zarządza sieciami, podłącza urządzenia, instaluje wybrane aplikacje i kieruje tym wszystkim w firmie. Druga to programista. Wiele osób dawało mi (nieproszone) rady, żeby wybrać ten pierwszy kierunek. Problem w tym, że zupełnie mnie on nie kręci, aczkolwiek znam się na podstawach. Tym, co mnie naprawdę od zawsze fascynowało, to było programowanie.
Na początku oczywiście nie było łatwo, bo każda linijka kodu i wzajemne zależności trzeba zrozumieć, żeby je umieć zastosować. I przenieść nabytą teorię na praktykę. A tych zajęć praktycznych było stanowczo za mało.
W każdym języku programowania składnia wygląda różnie, choć niektóre z nich są podobne, w każdym razie od pierwszego „HALLO WORLD”* do napisania działającego programu droga jest naprawdę długa.
ODŻYWIANIE I FORMA
Problemem było dla mnie też odżywianie. Poległam bardzo szybko na szykowaniu sobie jedzenia w przeddzień. Dlatego w przerwach chodziliśmy najczęściej do pobliskiego REWE rujować się na tamtejsze świeże sałatki, bułki, jogurty. Albo do pobliskiego China Bar, gdzie gotowali szybko i całkiem nieźle, ale budżet na tych posiłkach topniał dość szybko. W dodatku na tym jedzeniu, brakach snu i stresach przybrałam na wadze jakieś 6 kg, nie tylko ja zresztą, dla większości ten kurs miał takie skutki uboczne.
PRAKTYKI ZAWODOWE
Po wybraniu specjalości mieliśmy jeszcze jakieś pół roku nauki na kontynuwację nauki programowania, i już w trakcie tgo półrocza trzeba było szukać sobie praktyk, bo nie wszystkie firmy informatyczne tak chętnie przyjmują praktykantów i studentów, w tym studentów chętniej. Praktyka trwała w sumie prawie sześć miesięcy, więc walka toczyła się o każde miejsce, gdzie można się było nauczyć naprawdę wiele, o ile miało się dobre podstawy akurat w tym, na czym pracowali w danej firmie. W dodatku w przypadku dobrego dopasowania można było liczyć na zatrudnienie po ukończeniu kursu.
Jednym się udawało lepiej, innym gorzej, nie zapomnę, jak dwóch kolegów pewna firma umieściła w magazynie, nawet bez komputerów, i zleciła im zwijać kable i przenosić je z miejsca na miejsce. Sporo ich kosztowało zdobycie potem po miesiącu nowych miejsc w innej firmie.
PROJEKT
W trakcie praktyk każdy musi zaprogramować własny projekt końcowy, inspirowany lub wybierany wg specjalizacji firmy, gdzie odbywa się praktykę, napisać dokumentację projektu na 15 stron plus 10 stron kodu i przygotować prezentację na ustną część egzaminu końcowego. Oficjalnie wg założeń IHK, taki projekt powinno się wykonywać przez 80 godzin, całkowicie samodzielnie. W praktyce, nieoficjalnie, każdy zaczyna pisać projekt jak tylko się da, w przerwach między innymi zajęciami w firmie i cicho liczy na to, że znajdzie kogoś do pomocy.
Nie każdy pracodawca wspierał w tym uczestników, najczęściej trzeba było prosić bardzo uprzejmie w ogóle o możliwość otrzymania wsparcia od innych developerów w firmie, bo samodzielne napisanie skomplikowanego programu na tym etapie przerasta najczęściej możliwości praktykanta.
Po praktykach przerzuca się kandydatów jeszcze z powrotem do szkoły na miesiąc intensywnych przygotowań do egzaminów. Zaraz potem w letnim trybie najpierw odbywa się egzamin pisemny (koniec kwietnia), złożony z trzech części, każda oceniana indywidualnie. A potem egzamin ustny (w czerwcu), na którym trzeba wygłosić prezentację w 15 minut, a po niej jest egzamin ustny ogólny, czyli pytania na każdy możliwy temat dotyczący IT. Jeśli ktoś miał pecha i nie zaliczył egzaminu pisemnego lub jego części, to może ją poprawić ustnie jako trzeci egzamin po tych dwóch.
Po wyjściu z egzaminu kandydat od razu dowiaduje się, czy jego zebrane wyniki wystarczyły i czy zdał. Jeśli tak, dostaje zaświadczenie o zdanym egzaminie, jeśli nie zaświadczenie o niezdanym egzaminie.
Nastęnie w ciągu max 14 dni dostaje od IHK pocztą na piśmie pełne wyniki egzaminów.
18 czerwca 2026 roku o godzinie odbył się mój EGZAMIN KOŃCOWY, który ZDAŁAM.

IW
Zdałam za drugim podejściem, a i tak jestem z siebie niezmiernie dumna.
TŁO TECHNICZNE EGZAMINÓW
Tuż przed tym egzaminem zawiodło wszystko: padł mi akumulator w moim głównym laptopie, piszę teraz z niego podłączona tylko do prądu. Zakupiony w trakcie praktyk Mac, z którego korzystam do programowania, też miał jakąś zapaść podczas podłączania go przez adapter do kabla HDMI, więc też nie zaryzykowałam, żeby zabrać go na egzamin. Mam jeszcze w domu starego DELLa, laptom jeszcze z Windows 10, który nadal ma doskonały akumulator i wersję MS Office 2019, na którym wprawdzie chodziła moja prezentacja zrobiona w Power Point 365, ale ma on uszkodzony zawias, wyłamujący część okładek ekranu podczas każdej próby zamknięcia lub otwarcia, więc wyglądałoby to mało fachowo.
Dlatego w noc przed egzaminem kumpel, z którym razem przechodziliśmy przez ten egzamin, wgrywał mi na swojego laptopa z systemem operacyjnym Linux, Windowsa, a na nim MS Office, żebym miała jak profesjonalnie wygłosić prezentację.
Podczas poprzedniego egzaminu rok wcześniej po włożeniu kabla HDMI do gniazda cały laptop mi się nagle zawiesił (nie muszę dodawać, że był dostatecznie testowany jeszcze wieczorem w przeddzień i wszystko działało) i nie mogłam za żadne skarby uruchomić prezentacji, co udało się jakimś cudem dopiero za 5 razem i było jedną z przyczyn nie zdania egzaminu za pierwszym podejściem. Drugą przyczyną była naprawdę paskudna komisja, która z niewyjaśnionych przyczyn potraktowała mnie z buta, oceniając bardzo nisko (ledwo na 50% na 100%) moją dokumentację oraz prezentację, którą wygłosiłam bardzo sprawnie mimo takich problemów technicznych.
W tym roku moja dokumentacja została oceniona na 92% (na 100%), a poziom nie odbierał od poziomu dokumentacji w roku ubiegłym…

Prezentacja 2025
Po dwóch dniach w ub. roku gniazdo HDMI w laptopie samo się naprawiło i działało jeszcze do tego egzaminu przez cały czas bez zarzutu.
Tuż po egzaminie ten sam kumpel wymontował mi akumulator z laptopa, bo wybijał mi już w górę touchpad, tak był spuchnięty, co oznaczało niebezpieczeństwo samozapalenia, a co najmniej trujących oparów.
Ten laptop wyraźnie mnie nie lubi, zamierzam go wprawdzie nie wyrzucić przez okno, tylko wyciągnąć z niego, co się da i przełożyć do mojego DELLA. Dobrze mieć kumpli obeznanych ze sprzętem, bo tenże kumpel pomoże mi złożyć tego Frankensteina 🙂
Właśnie wykonuję kopie dokumentów i zdjęć, a mam ich w …. sami wiecie, że dużo fotografuję. Więc trwa to bardzo długo, a w tym czasie muszę też wysyłać aplikacje, bo przecież szukam teraz pracy.
*”Hallo World” to standardowe zdanie, którego uczy się prawie każdy programista, ucząc się nowego programu, jako tego, co ma mu pokazać program jako zdanie wypluwane na koniec przez program 🙂

Czytałam jednym tchem, bo ogrom wysiłku włożyłaś w to wszystko, od dojazdów, przez ogrom wiedzy i umiejętności, po egzamin końcowy!
Przypomniała mi się moja podyplomówka, dwa lata życia i podobne problemy, ale tylko w soboty. Egzamin jak magisterka.
Myślę, że satysfakcja jest tu ważna, udowodnienie sobie, że damy radę i pożytki z podnoszenia kwalifikacji.
Brawo, możesz być dumna!