Blog

Eksperyment

2 lipca 2018
Postanowiłam ostatnio zrobić eksperyment. Po ok. 10 godzinach jazdy z Bremerhaven do Warszawy jestem mocno zmęczona, a ulice niemal puste. Czyli: to dobry moment eksperyment, zatem zdecydowałam się ostatnio pojechać ten odcinek tak, jak należy.
Czyli tak, jak jeżdżę w Niemczech, dokładnie według znaków.
Dla jasności: kiedy mi się pojawia znak 50 km na godzinę, to zwalniam, wciskam tempomat, żeby nogi nie kusiło, zjeżdżam sobie spokojnie na prawy pas i ciągnę.
Się ciągnę znaczy.
Bo okazuje się, że w Polsce nie oznacza to, że poruszam się mniej więcej równo z pozostałymi uczestnikami ruchu. W Polsce dozwolone w miastach pięćdziesiąt km na ha zostało wprowadzone chyba tylko po to, żeby policja mogła zgarniać jeszcze więcej kierowców, przekraczających prędkość – bo wykroczenie jest o więcej kaem na ha. 
No więc jadę najpierw sześćdziesiąt na zjeździe z drogi szybkiego ruchu, bo tak tu ustalili. Tempomat „on”, bo odruch leminga jest i to bardzo silny, a człowiek chciałby wcisnąć gaz i pognać za innymi… Ale przecież eksperyment.

Mijają mnie kierowcy śmigając lewym pasem. Śmigając, czyli że gnają  nie sześćdziesiąt, ani nawet nie w miarę przyzwoite i mieszczące się w granicach niemal jeszcze dozwolonej większej szybkości sześćdziesiąt pięć. No ale dobra. Siedzę, tempomat włączony, a moja uwaga lekko i przyjemnie nastawiona wyłącznie na odbiór, w tle chilli zet, moja ulubiona stacja, a ja się spokojnie toczę.
O! Nagle prędkość zmalała do pięćdziesiąt kaem na ha. Prędkość dozwolona w każdym mieście w Polsce i za granicami. W Niemczech tego 50 km / godz. trzymają się nawet auta na polskich rejestracjach. Czyli da się.
Ale wracamy do realiów. Jestem w mojej rodzimej Polsce i jeszcze bardziej rodzimej Warszawie.
Wreszcie z drogi szybkiego ruchu czyli z obwodnicy zjeżdżam na ściśle warszawskie ulice i już czuję się jak w domu.
No prawie. Bo teraz jadę dalej moim sporym wygodnym autem, postanawiając skorzystać dalej z dóbr techniki, w który jest wyposażony. Po trosze ze zmęczenia, a po części z ciekawości, jak będzie.
Wrzucam więc na początek dozwolone osiemdziesiąt na ha i wciskam tempomat. Nie pięć czy nawet dziesięć więcej, że niby jak mnie złapią, to będzie można powiedzieć: ale panie władzo, tylko pięć czy dziesięć więcej, pan mnie pouczy, że za dużo i niech każdy jedzie w swoją stronę. Ale nie, nie, nie, ja wciskam równo osiemdziesiąt i zjeżdżam na prawy pas. Jadę sobie nocnym miastem i podziwiam znajome okolice. Tymczasem obok mnie przemykają samochody. Nie ma takiego, który jechałby moim tempem. Mijają mnie po kolei WSZYSCY. Jeden z nich nie może mnie wyprzedzić, bo któryś tam jedzie tylko o te dozwolone pięć więcej wyprzedzając, więc za nim tworzy się po chwili całkiem duży koreczek. Jest noc, więc nie mam aż takich wyrzutów sumienia. Widać, że kiedy zjeżdża przede mną na prawy pas, a wszyscy za nim puszczają się w długą, nareszcie uspokajając serce i oddech.
Czuję się jak TIR na autostradzie, zawalidroga i jej słoniowatość. Wszyscy niby szanują, bo taki duży, ale każdy klnie na czym świat stoi, że musiał wyhamować ze stu czterdziestu minimum do dziewięćdziesięciu. Ale to pesteczka. Bo osiemdziesiąt to jeszcze po moim mieście niektórzy jeżdżą. Ale zbliżam się do zjazdu na pomniejsze ulice i tu się dopiero zaczyna.
Redukuję prędkość zgodnie ze znakami.
Jadę teraz pięćdziesiąt kaem na ha i jadąc po warszawskich ulicach z tą prędkością czuję się, jak dziewięćdziesięcioletnia babinka w pstrej chuścinie, która wytoczyła swój wózek i ciągnie go prawym pasem na piechotę, a inni omijają ją ledwo wytrzymując z niecierpliwości i żeby nie patrzeć na tę sromotę. Nie trąbią tylko z litości.
O, rowerzysta mnie mija, strzelił sobie ze mną selfiaczka, pokaże na insta, od dawna czegoś takiego nie widział!
A teraz jakiś wóz, coś chyba jak stary żuk transportowy, przerdzewiały na wylot, podczas jazdy sypie mu się rdzawy pył ze zderzaków, a koła podskakując na drodze grożą odpadnięciem na pierwszym wyboju. Wydawałoby się, że z radością znalazł sprzymierzeńca, za którym nie wstyd mu będzie jechać ostrożnie, na ile wymaga tego stan techniczny jego wozu. Ale nie. Sunie dumnie wyprzedzając mnie lewym pasem. Rzucając mojemu Nissanowi na przemian pogardliwe i na przemian niepomiernie zdumione spojrzenie w lusterku. Spomiędzy przerdzewiałych zderzaków wysypują się niczym niepohamowany gwiezdny pył niedbałe dymki myśli:
– No tak to jest dać babie dobry samochód, ale jeździć to już nie umi.
Jadę dalej. Zbliża się kolejna sygnalizacja świetlna. Moi towarzysze na drodze dostają hemoroidów i zadyszki z dociskania pedału gazu, żeby tylko zdążyć na to zielone. Bo jak nie, to zginiemy marnie! Bo po nas to już tylko potop! 
Takie to typowo polskie, że uśmiecham się ze wzruszenia. O tak! Jestem u siebie!
A ja pyrkam sobie z włączonym tempomatem, jakimś cudem opanowuję prawą nogę, dając jej lekkiego klapsa, żeby nie docisnęła jednak. Bo już widzę, że zaraz się światło zmieni, już, już, chwileczkę. Prawa stopa wpada w nerwowe drgawki, potem już tylko spazmatycznie dodaje sobie gazu tuż obok pedału, a potem niestety musimy zwolnić, bo światło zmienia się na pomarańczowe. I hamujemy.
– O taaaak, powolutku moja droga. No już już, spokooooojnie. Damy radę. Jeszcze tylko troszkę – Pocieszam drgającą i łkającą za innymi samochodami nogę. Przemawiam do niej czule, bo wiem, co przechodzi. Jakoś się powoli uspokaja pocieszona, że na chwilę wyłączyłyśmy tempomat. Ale za moment po zmianie świateł znów się dzieją dziwne rzeczy, bo noga powoli z wprawą doprowadza nas do 50 km na ha i chce cisnąć dalej. 
A tymczasem ja znów włączam tempomat. Noga się poddaje, zwiesza palce na kwintę, coś tam podreptuje szpetnie pod palcami, ale nie słyszę jej na szczęście, bo radio.
I znów się tak toczymy prawym. Na znakach pięćdziesiąt, to jadę pięćdziesiąt. No to jedziemy. A lewym nic tylko śmigają kolejne auta.  Czuję się, w porównaniu z nimi, jakbym stała. Jedyny, który się za nami utrzymał, to autobus. Ale i on coś jakby nerwowo przebierał kołami i podjeżdża za mną z tyłu bardzo, ale to bardzo blisko. Gdyby te reflektory mogły mówić!!!
– No wyprzedź mnie, jak Ci się nudzi kochaneczku. – Przemawiam do niego przekornie. Bo wiem, że jego przepisy trzymają w ryzach jeszcze mocniej, niż wszystkich innych kierowców. Bo od jego 50 km na ha zależy jego robota, chleb z masłem i kiełbasą na stole co wieczór, zimne piwo i grill w weekend i spłacane terminowo raty za mieszkanie czy tam wakacje.
I czuć przez grubość blachy, że tylko to go trzyma w ryzach, ale czuje się to napięcie, oj czuje i to, że gdyby tylko mógł….
Powoli (tym razem naprawdę bardzo powoli) zbliżam się do „moich” świateł. Ulica wśród domów jednorodzinnych, a więc jeszcze większe ograniczenie prędkości. Mamy teraz 40 km na ha. Oj ciężko będzie. Ale wciskam te czterdzieści, tempomat i jadę. Oczywiście nie przyspieszam, tylko hamuję przy 40 kaem na ha. Za mną wtacza się z głównej trasy jakieś ciemne audi czy inna beemka. Wytrzymuje może ze dwadzieścia metrów. Ale po chwili wciska trójkę i mija mnie z prawie że z piskiem opon, demonstracyjnie i z jakąś taką litością. Po wyrazie tylnych świateł widać, że myśli to samo, co kierowca remontowca. Albo i gorzej.
Nic to, dojeżdżam do mojej ulicy.
Czas mija powoli, jakby w zwolnionym tempie, napiłabym się herbaty, chciałoby się sprawdzić w międzyczasie blogi, fejsa i instagram, wiadomości na Whatsappie i pogodę na jutro. Ale jakoś się trzymam. To ostatnie kilkaset metrów. Wreszcie wjeżdżam w moją podporządkowaną. Podjeżdżam do bramy. Wtaczam się i podjeżdżam do garażu. Ufff. Dojechałam. Zakończyłam eksperyment.
Ciężko było. Ale fajnie.
Taki slow life, czyli życie powoli.
I wiecie co? Zamierzam to powtarzać regularnie. Czasem w ciągu dnia widać podobnych do mnie, nienormalnych, którzy też przemieszczają się pięćdziesiąt kaem na ha prawym pasem. I tych, którzy uparli się uczyć innych jazdy toczących się przy pięćdziesięciu lewym pasem. Tych ostatnich nie lubię, dajcie innym czas na zwolnienie, to się nie dzieje za przyciśnięciem jednego guzika tylko wymaga czasu i bardzo, bardzo dużego opanowania.
Więc jak będziecie widzieli nagle na profilach rowerzystów selfiaczki z taką dziwnie wyluzowaną babką za kierownicą połyskliwie czarnego suva, albo i ją na żywo na ulicy, to się nie zdziwcie. 
Pozdrówcie, zwolnijcie  może nawet na chwilę w wyrazie solidarności. I jedźcie dalej. Wiem, że tak długo nie wytrzymacie.
Znam Was! (Sama niedawno taka byłam)
Szerokości!
Subscribe
Powiadom o
guest
45 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Marchevka _

No a jak to się ma do pełnego czasu podróży? Stawiam, że czas dojazdu nie uległ zmianie wcale albo straciłaś zaledwie jakieś 15-20 minut. A jaki spokój i bezpieczeństwo…

Iwona B.

Ech, fajnie to napisalas 🙂 Mnie tez denerwuje jak ktos jedzie pasem wewnetrznym troche mniej na godzine niz znaki pokazuja. Od tego jest pas zewnetrzny. Ale u nas sie nie czuje tego pedu, chociaz niektorzy pedza jak na zlamanie karku. Wnerwia mnie jak ktos na mnie naciska, jak jade osiemdziesiat (mil) na godzine, a to juz dziesiec ponad to co mozna, a tu debil jeden siedzi mi na ogonie. Zwalniam, zeby troche odpuscil bo poltora metra za zderzakiem to bardzo niebezpiecznie jednak, a on lapami macha. Kiedy moge to zjezdzam, ustepuje, niech jedzie osiol. Mija mnie nawet nie patrzac, swoim… Czytaj więcej »

Agnieszka Krawczyk

Fajny post. Ja nie mam prawka i raczej nie będę miała. Podoba mi się to, co zrobiłaś. Genialny eksperyment, pomysłowa jesteś. 🙂 Ja tam biję Ci brawo. Ostatnimi czasy jest tyle oszołomów na drodze, że zgroza chodzić przez ulicę. hehe U mnie to nawet setą jeżdżą i to w miejscu, gdzie jest ogrom ludzi, rodzin z dziećmi… oczywiście prędkość dozwolona to 50 na godzinę.

Post oryginalny, bardzo przyjemny. Pozdrawiam cieplutko. 🙂

świechna

Gdy napisałam kiedyś na czyimś blogu po czym poznać Polaka w Irlandii (kupuje stare, ale duże samochody, chociaż to się nie opłaca, bo duże ubezpieczenie, oraz jeździ za szybko i przepycha się na drodze jak w kolejce po kiełbasę) to jeden pan uderzył w patriotyczny ton i że jestem niedowartościowana pewnie. Ale nie zaprzeczył, że to faktycznie takie polskie … Janusz jeden 🙂

Ania O.

Wielki szacun dla tych, którzy nie potrafią zwolnić. Brawura, wyścig z czasem, szpan, to się roi w głowach Polaków. Żadnej kultury, strąbić i pokazać środkowy palec.Jeżdżąc po Szwajcarii wdała się w krew kultura np. przepuszczania pieszych na pasach. To jest tutaj bezwzględna zasada i stosuje ją każdy. Kiedy wjeżdżamy z mężem do naszej rodzinnej Łodzi, obraz przedstawia się następująco:Dojeżdżamy do pasów, przy krawężniku stoi pieszy. Zatrzymujemy się, pieszy niepewnie patrzy kierowcy w oczy i się waha. Mąż wskazuje ręką żeby szedł, pieszy wreszcie się decyduje, podczas gdy za nami orgia. Trąbienie i podjeżdżanie pod zderzak.Pieszy już na drugiej połowie przejścia,… Czytaj więcej »

Anna Maria P.

Ja na takim eksperymencie jezdze przez cale moje niemieckie zycie. Za duzo razy mnie sfocilo, zebym chciala ryzykowac moja krwawice i wciaz placic mandaty. Jest 30, to jade 30, czy mi cos od tego ubedzie? Wariatow, ktorzy wciaz sie gdzies spiesza, i tutaj nie brakuje. A jak juz ktos ma mocny samochod, to piluje go, ile fabryka daje, dla niego nie ma ograniczen. Tylko ze ja jeszcze zyje, podczas gdy wielu z nich, mlodszych ode mnie, juz wacha kwiatki od spodu. Bo te ograniczenia nie sa po to, zeby kierowcom uczynic zycie upierdliwym i wspierac kase miejska (no moze w… Czytaj więcej »

Valski

Dojrzałaś do miana prawdziwego kierowcy:) Jako i ja dojrzałem. Ja, król szos ( we własnym mniemaniu) ja, który uważał że wyprzedzenie mnie to niezmywalna plama na honorze…Aż mi się zmieniło.Bo i życie się zmieniło. Od jakiegoś czasu propozycja podziału mandatu na pół nie tylko nie działa, ale może się źle skończyć. No więc mi się zmieniło , ale tak no … w polskich standardach, czyli znak plus 10 kaem na ha. Efekty co poniektóre podobnie jak u ciebie.. smigające autka różnej maści, czasem wręcz czuję przez blachę wrogość tego co jedzie za mną a nie ma jak wyprzedzić. Kiedyś na… Czytaj więcej »

sikorkowyswiat

Tato też tak jeździ i zawsze mnie uczył. Jak masz 50 to 50 – max 55 i ani kropki więcej. Cóż… mam problem, uwielbiam szybką jazdę tam gdzie mogę i niekiedy ciężko mi się jest przestawiać w terenie zabudowanym na 50 – mimo to staram się.Najtrudniejsze są dla mnie momenty kiedy mogę jechać autostradą ponad 100km/h a później zjeżdżam na wioseczki czy do miasta – moja noga nadal pozostaje ciężka. Dużo wysiłku pokonuję by zwalniać.Jak na razie nie może mi to źle wychodzić, bo jak jeżdżę od 13 lat prawie mandatu nie dostałam za prędkość – i oby tak zostało.A… Czytaj więcej »

Anna

Pewnego dnia, gdy już będę jeździła samochodem, będę to robiła właśnie tak, no prawie tak… ☺

Frau Be

W takich chwilach jeszcze bardziej niż zwykle tęsknię za samochodem. Ile spraw by to ułatwiło, ile rozwiązało…

KrystynkaR

Świetnie to opisałaś! Pozdrawiam!

Antoni Relski

paradoksalnie to ja wolniej jeżdżę na motocyklu. Tak raczej zgodnie z przepisami.
Pozdrawiam

anabell

Ilekroć jechałam do Anina gdy A.leżał w szpitalu (była zima i ślisko), a jechałam zawsze Trasą Siekierkowską, to mając 80 na liczniku zawsze byłam ostatnia i tylko gwizdało z mojej lewej strony gdy wyprzedzały mnie warszawskie pershingi.Nocą na odcinku od Ursynowa prują regularnie 150, w dzień przez Sikorskiego, gdzie jest dozwolona 70 prują tylko 100- 120.. Wiesz, tu jeżdżę kulturalnie tę 50/h i gdy mi wejdzie 55 na licznik, bo wyprzedzam, to mam wrażenie, że nagle lecę z 70/h. No a tu, na odcinkach kontrolowanych radarem, za przekroczenie prędkości o 5 km/h można zapłacić 15€, więc większość, nawet super porsche,… Czytaj więcej »

anabell

Tu jednak jest lepiej- kierowcy reagują na współużytkowników drogi. Jest cała masa wąziutkich uliczek , na których obie strony jezdni są obstawione i dwa nieduże samochody z trudem się mijają, a jednak stłuczek i wgniotów nie ma. Poza tym kulturalnie znoszą tu wszelakie manewry, bo przecież dziś ja muszę się nakręcić by zaparkować, a jutro ten ktoś, więc każdy rozumie potrzeby innego kierowcy.No i szybkość 50km/h pozwala nawet niezbyt rozgarniętemu kierowcy opanować sytuację, na czas zahamować.I wiesz, tu nie ma rzęchów.

Basia

Anabell, co ty piszesz, ze nie ma rzechow! A moj 20-letni Twingo??? Co prawda nie zardzewialy i nie rzezi, ale pierwsza mlodosc raczej ma za soba 🙂 pewnie doczeka u mnie emerytury… ale … za pare miesiecy mam TÜV…
A jezdze zgodnie z prikazami i mam gleboko w …. tych, co mnie mijaja :)))

Agniecha

Czarny Nissan i baba w środku, która jedzie według znaków? Jesteś mną? Bo samochód podobny, a i zachowanie też.

marigold

W przeszlosci na dalekich trasach przekraczalam predkosc, mandaty tez placilam.
Teraz jezdze tylko po miescie, nigdzie mi sie nie spieszy, a tak naprawde to jest takie zatloczenie samochodowe i ciagle swiatla ktore zatrzymuja, ze nie da rady przyspieszyc.

diesel

>21 km/h więcej, nic tak raczej sie nie wydarzy …tzn bezpunktowo 😛

diesel

ha ha ha , wlasnie to cwiczenie z uczniami robie … Autostrada cos nieco szybciej przez dluzszy czas i nagle zjazd i jedz mi 50km/h …. Te twarze zlota warte 😛

Nitager

No nie! Ale z Ciebie zołza. Jak można tak nie szanować innych kierowców, żeby jeździć zgodnie z przepisami? To już nie kwestia bezpieczeństwa, tu chodzi o wolność! Przepisów w państwie restrykcyjnym nie należy przestrzegać. Nawet drogowych!

Annette ;-)

Czytałam i śmiałam się sama do siebie, bo choć kierowcą nie jestem, to domyślam się, jak Cię korciło żeby jechać szybciej – gratuluję odwagi, cierpliwości i samozaparcia 🙂

Iwona Zmyslona

Gratuluję pomysłu na eksperyment, a nade wszystko szczęśliwej realizacji. Prawo jazdy robiłam w 1978 i nigdy poza egzaminami nie prowadziłam samochodu. Posiadanie go bardzo ułatwia życie, wiem to po niepełnosprawnych znajomych, którzy zaraz po zrobieniu prawa jazdy zasiedli za kółko. Mnie jednak prowadzenie pojazdu nie rajcowało, a szybkość nawet u taksówkarzy wydawała mi się za duża. Pozdrawiam serdecznie, życząc zdrowia, szerokich dróg i przyjaznych innych użytkowników dróg.

Annette ;-)

Iwona Zmyslona – moja mama prawo jazdy zrobiła w roku 1974, a samochód prowadzić zaczęła 45 lat później, także jeszcze wszystko przed Tobą 🙂

45
0
Would love your thoughts, please comment.x