Blog

Spokojna majówka z kicią i ptakami

2 maja 2017
Po kilku dniach pobytu, kiedy mój czas wypełniała głównie praca i załatwianie różnych spraw w tym samochodowych, okazało się, że ze względu na lekarzy muszę zostać w Warszawie dłużej i pojawił się problem logistyczny: zaczęła się majówka, ludzie muszą pobyć razem, do wujka Konrada przyjechała jego dziewczyna. Kicia nie mogła więc im tam jeszcze zagęszczać teraz metrażu. 
Krótko mówiąc: gdzie mamy się podziać?
Ze mną nie ma problemu: Przyjaciółka znowu okazała wielkoduszność i powiedziała, że mogę u niej siedzieć, ile będzie trzeba.
(Dzięki Ci moja Przyjaciółko!!!)
Pojawił się jednak problem z kicią. Zaczęłam szukać rozwiązań. Jak już wiadomo z poprzedniego wpisu o dniu wizyty lekarskiej, kiedy to resztę czasu spędziłyśmy z kicią u mamy, zamieszkanie nawet na kilka dni w dwupokojowym mieszkaniu mamy razem z mamą, córką i jej kotem chwilowo jest wyjściem raczej ostatecznym.
Kicia bardzo źle by to zniosła, wszyscy inni raczej też, a i ja bym im tam teraz naprawdę na głowie chyba musiała siedzieć, bo córka ma tam zebrane większość rzeczy i czeka na wyprowadzkę. Dlatego szukałam rozwiązań dalej.
W ferworze poszukiwań poprosiłam o pomoc inną przyjaciółkę, która jak się okazało wyjeżdża na rowery na tę majówkę. I zgodziła się, żebym ten czas przemieszkała u niej! Najbardziej chyba cieszy się kicia, że wreszcie jest ze mną, że mam dla niej czas.

I tak oto od piątku do przyszłej niedzieli mieszkamy z Mozartem u niej w mieszkaniu.


Przyjaciółka jest miłośniczką ptaków, interesuje się nimi, wyjeżdża na wyprawy, żeby je obserwować. W ogóle to niesamowicie ciekawa babka. I ma fajne grafiki w domu, które zachwycają nawet kicię.

Do moich obowiązków należy dokarmianie ptaków na jej idyllicznym i pięknie zanurzonym w zieleni balkonie. Czasem na ten balkon wychodzimy z kicią, a czasem tak jak dziś obserwuję prawdziwe naloty ptaszków na dosypany poprzedniego wieczoru pokarm. A potem przez większość dnia mam taki widok przez okno:


Czasem ubieram Mozarta w szeleczki i też wyprowadzam na ten balkon.

Oczywiście najchętniej już by weszła na tę barierkę dookoła i spacerowała sobie… aż się rwie!

Ale trzymam ją mocno, bo upadek z pierwszego piętra może nie byłby bolesny, ale po pierwsze najpierw zawisłaby na szelkach, a gdyby się z nich wymsknęła, to szukaj wiatru w polu!
O tutaj dobrze widać, jak staje na paznokciach, byle tylko dalej się wychylić.

O proszę, jak się wychyla.

To ja już wolę ostrożniejsze manewry.

Kiedy to piszę, jest pierwszy dzień maja. Dla mnie pierwszy dzień, kiedy nie muszę nigdzie wychodzić, mam czas dla siebie i mogę sobie wreszcie popisać na blogu, poczytać i zająć się sobą. Nie włączam telewizora. Popijam kawę, czytam, robię sobie zdrowe przekąski i kontempluję ciszę. I cholernie dobrze mi z tym! 
A wszystko to dzięki Tobie A.!

Subscribe
Powiadom o
guest
18 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Krystyna Bożenna Borawska

Piękny odpoczynek taki luz blus i w dodatku pogoda wreszcie dopisała , a kicia ma ciebie na własność…
Pozdrawiam serdecznie 🙂

Hexe

Kot podziwiający obrazy ptaków… Imię zobowiązuje do tego, aby być wrażliwym na sztukę. 😉

Mam dziś podobny dzień, poza tylko tym, że co godzina krążę pralnia-dom. Szwajcarzy tak mają, muszę mieć i ja, że nie ma pralek w mieszkaniach.

Już po majówce. Wyszło słońce, alby ludziom lepiej szło się do pracy 😛

Anna Maria P.

Myslalam, ze juz dawno jestes w domu i sprawozdajesz po powrocie, a tu wychodzi, ze nadajesz z Polski. :))

marigold

Ale fajnie ze moglas sie zatrzymac w mieszkaniu kolezanki ktora wyjechala i byc z kicia. Mozart na balkonie w pozycji stojacej na dwoch tylnich nozkach, cudne, niezla z niej akrobatka.

Frau Be

Marzę o tym, żeby móc mieć karmnik i karmić ptaszki.

Eo

Wreszcie głos kogoś myślącego,widzącego plusy i minusy życia w Niemczech,czy za granicą w ogóle.Bo prawie na wszystkich innych blogach emigrantek przeważają ochy i achy na temat rzekomej niemieckiej doskonałości w każdej dziedzinie życia.
życze ci przede wszystkim zdrowia i niech ci się wszystko poukłada tak jak byś chciała.Pozdrawiam serdecznie

Annette ;-)

No to majówkę miałaś udaną – też mi się marzy taki luz blues…

Nitager

Ech, a mnie drugi żółw opuścił :(. Stary był, to prawda. Drzewka bonsai też poszły na zmarnowanie za sprawą gołębi, które obsrały je tak dokładnie, że żadne z nich tego prysznica nie przeżyło. Przetrzymały burze, gradobicia, drutowanie, obcinanie, przesuszanie, gotowanie na parapecie – wykończyły je gołębie. Sam zostałem… 🙁 PRawie – wykopałem sobie jeszcze jedno drzewko i zaczyna, przygodę od nowa.

PKanalia

świetna fotka, ta z Tobą i Kicią na kolanach…
upadek z pierwszego piętra może być dla kota bolesny, nie idealizujmy tak bardzo kocich zdolności do miękkiego lądowania, bo bywa różnie…
kot i ptaki… no cóż, mnie się to kojarzy dość jednoznacznie, z koniecznością częstego i starannego przeglądu zakamarków w mieszkaniu…
za to pewien kot znajomych upodobał sobie… rybki, które przynosił regularnie do domu… skąd te rybki?… po starannym śledztwie okazało się, że w ich okolicy jest posesja z ogródkiem skalnym i zamieszkaną sadzawką…
pozdrawiać jzns :)…

18
0
Would love your thoughts, please comment.x