Blog

Tarasowa oaza, część pierwsza, czyli dramat

19 maja 2025

Jak już tu kiedyś pisałam, kiedy u mnie na blogu niewiele się dzieje, to dużo wydarzeń wypełnia moje życie realne.

Witajcie na moim tarasie

Z laptopem na tarasie

Z laptopem na tarasie

To może zacznę od początku i opiszę jak to było z tym tarasem.

Mieszkanie, które wynajęłam cztery lata temu przekonało mnie do siebie nie tylko nowoczesnym wykończeniem i ładną kuchnią, układem pomieszczeń, ale także dużym estetycznym tarasem, w dodatku częściowo zadaszonym. Już widziałam te poranki z kawusią na tarasie i te wieczory przy lampionach i przyciszonej muzyce, nawet w chłodniejsze dni, z kocykiem na kolanach i ciepłą herbatką. Tym bardziej, że mieszkam w cichej enklawie, ukrytej przed głośno krzyczącymi dziećmi i zapomnianej przez osobliwe jednostki, wykrzykujące nocami płuca nie wiedzieć po co w innych częściach miasta.

I miałam rację, faktycznie spędzałam na tarasie od początku wiele poranków i wieczorów, z poranną kawą, z kolacją czy tylko posłuchać śpiewu ptaków, posiedzieć na słoneczku, i popatrzeć na kwiaty, które zasadziłam od razu w moich dwóch donicach. Kiedy się tu wprowadziłam, trwała jeszcze pandemia, więc to miejsca miało naprawdę ogromne zalety.

Całe wyposażenie tarasowe ograniczało się do stolika i dwóch foteli, które są ze mną od pierwszego samodzielnego mieszkania w Niemczech plus dużego drapaka dla kotka i niskiego biurowego stolika na kółkach, który w zasadzie powinien stać w środku i został już dość mocno naruszony warunkami pogodowymi, nawet jeśli stoi pod dachem, ale na którym można było odstawić dodatkowe rzeczy z maleńkiego stolika, kiedy jadam nie sama.

Stoliczek pomocniczek

Stoliczek pomocniczek

***

I tu powinna nastąpić jedynie pozytywna narracja, ale ta sielanka trwała niestety tylko przez pierwsze dwa lata.

A potem przyszła drama!

Bo nagle taras zaczął przeciekać i się sypać z powodu wad budowlanych, cała jedna zewnątrzna ściana przeciekła i wyglądała niczym zielonkawy stalaktyt. Co może zachwyciłoby mnie gdybym oglądała zabytkowe ruiny, ale nie w tym przypadku. W dodatku woda zaczęła już przeciekać na sufit kuchni, gdzie zaczęła wychodzić pleśń, która pojawiła się też w rogu pokoju.

Tak oto prezentował się taras w 2023 roku, kiedy już zgłosiłam to do remontu. Od wiosny do później jesieni nie nastąpiło nic, tylko ta rynna została niby to jakoś tam zabezpieczona… A mimo to dalej przeciekała.

Taras do remontu

Taras do remontu

Rok 2024 i wygląd tarasu wtedy.

Tarasowa drama

Tarasowa drama, stan na wiosnę 2024

W pierwszym roku dramatu (2023) zarząd mieszkań najpierw wysłał kontrolę i wskutek oględzin została wykonana mini-naprawa rynny, gdzie na mokrą ścianę została nalepiona taśma uszczelniająca, która zadziałała niczym plaster na ranę postrzałową. Niestety w tamtym roku dużo podróżowałam zawodowo i zaufałam majstrowi, który ciągle mi obiecywał, że przyjdzie i wykona porządną naprawę. Jak czas pokazał, nic takiego się nie wydarzyło, a ja nie miałam siły i energii, żeby zażądać naprawienia szkód. Za dużo się działo w pozostałych dziedzinach.

I tak święta 23/24 powitały mnie jeszcze większym wykwitem zieleni na ścianie, i rosnącym zaciekiem wody pod sufitem w kuchni i dużym pokoju. W dodatku dach nad tarasem podszedł w całości wodą… Wtedy już przestałam czekać na majstra, tylko od razu poszłam do prawnika. I tu się zaczyna druga część dramy. Mając ubezpieczenie prawne, które miało pokryć wszystkie koszty takiego postępowania, udałam się do prawnika w Bremie. Nie znam tu nikogo, więc wybrałam kancelarię i prawnika od prawa mieszkaniowego.

Po mojej opowieści, dostarczonych zdjęciach dowodowych, wydawało mi się, że wszystko będzie dobrze, a prawnik zapewniał mnie nawet, że dostanę wyrównanie kosztów czynszu za cały okres miszkania z grzybem i zaciekiem.

Longs story short: prawnik jakoś dziwnie nie odpowiadał na moje maile ani telefony, a trochę dodatkowych pytań odnośnie płatności miałam. Kiedy zaczęłam drążyć temat i przy okazji kolejnego oglądania tarasu przez dekarza majster prowadzący roboty wygadał się, że są bardzo dobrymi znajomymi z tym prawnikiem, który prowadzi moją sprawę. Jak się można domyślić, zrezygnowałam z tamtego prawnika, jeszcze musiałam zapłacić z własnej kieszeni jego fakturę i zaczęłam w panice szukać kolejnego prawnika. Też był polecony i taka sama kaszanka. Napisał jedno pismo, potem zaczęłam dostawać pisma ze spółdzielni i przesyłać je do prawnika numer dwa. Żadnej odpowiedzi, nieosiągalny pod telefonem… W tym momencie miałam już kryzys absolutny.

Jednocześnie trzeba się było intensywnie uczyć, bo szkolenie nadal trwało.

Zarząd nadal robił problemy, ale po piśmie prawnika zgadłam się jeszcze z sąsiadem, okazało się, że u niego taras też wygląda podobnie i już nie tylko ja protestowałam przeciwko tej całej fatalnej sytuacji.

Żeby nie przedłużać jakoś w maju ub. roku rozpoczął się prawdziwy remont, co niestety oznaczało, że nie mogłam korzystać z tarasu przez kolejne miesiące, roboty zakończyły się praktycznie późnym latem. Drugi adwokat tym jednym pismem wywalczył chociaż obniżkę czynszu na te miesiące, od ponownego zgłoszenia tarasu do remontu aż to jego zakończenia. Ale cała sprawa kosztowała mnie mnóstwo niepotrzebnych nerwów i szarpaniny. I udowadniania, że nie jestem wielbłądem.

Aż nareszcie po tej całej przeprawie z prawnikami rozpoczął się konieczny remont.

Remont tarasu w trakcie

Remont tarasu

Moje meble na tarasie i kwiaty najpierw wyniosłam spod dachu, bo całość musiała być wyremontowana. Potem jednak przykryłam folią wszystko poza kwiatami.

W tamtym czasie nie byłam nawet w stanie pisać tutaj o tym wszystkim, bo byłam zajęta skutecznym załatwianiem tych spraw i nauką. A potem zdobywaniem miejsca na praktykach zawodowych. A taras został wyremontowany, ale mnie odebrano bezpowrotnie co najmniej jedno lato na ładnym tarasie.

Dziś mój taras to coraz ładniejsze miejsce, nareszcie zaczęłam go urządzać i spędzam tam większość czasu wiosną i latem aż do później jesieni. Mozart też uwielbia się tutaj układać w słońcu i obie ładujemy tu swoje bateryjki. Ale nie zawsze tak było. Ostatnie dwa lata pokazały mi, jakie mam tutaj prawa jako najemca. I jak bardzo trzeba uważać, żeby się na tym nie przejechać.

Oraz że nie wszystko co ładne, właściciel mieszkania chce utrzymać w dobrym stanie dla najemcy.

Ciąg dalszy nastąpi.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
23 Komentarze
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
anabell

Masakra!!!!! I to niestety szkodzi zdrowiu i to nie psychicznemu ale fizycznemu. Jeszcze czegoś takiego nie widziałam, a żyję wszak już dostatecznie długo. Szalenie Ci współczuję, można się załamać.

PKanalia

ulala!… nagły zwrot akcji: fajny azylek zmienia się nagle w małe piekiełko… i jeszcze dopłata do interesu na dodatek… i tylko Mozart ratuje resztki dobrego humoru, którego nie zdążył zjeść grzyb… bo rozumiem, że moja Sympatia /ta mniejsza, pluszasta/ w ustawicznej dobrej formie?…
p.jzns 🙂

PKanalia

jak coś jest nie tak w naszym domu, czy mieszkaniu, to mamy pewien luz psychiczny, sami decydujemy, czy coś z tym robimy i co robimy… ale gdy w wynajętym to dochodzi jeszcze użeranie się z właścicielem, czy administratorem, dodatkowa strata nerwów…

jotka

Ojej, dewastacja postępowała piorunująco!
Dobrze, że choć czynsz obniżyli!
Oby to lato było dla Ciebie łaskawsze, bo taki taras, to mimo wszystko skarb!

Jacek

Taras, czy też „deck” w domku to wspaniała rzecz! Mój dom nie posiada, niestety—a że położony jest przy głównej, bardzo ruchliwej ulicy, na którą są wyjazdy z 4 autostrad, toteż nie bardzo lubię spędzać w ogródku „quiet time”, bo trudno jest zaznać ciszy. Natomiast moja znajoma posiada taki „deck”, z widokiem na ogródek, ok. 400 metrów od głównej drogi i 180 metrów od linii kolejowej—która na szczęście dziesiątki lat temu przestała funkcjonować i stała się szlakiem pieszo-rowerowym. Codziennie rano spędza tam ponad godzinę (a ja z nią, jeżeli tam jestem), popijając kawę i przeglądając różne wiadomości na telefonie komórkowym. Do… Dowiedz się więcej »

Jacek

 „A i ja mam jeszcze dłuższą opowieść o tym, co się może zdarzyć przy okazji takiego wynajmu„ Ja znam temat od dwóch stron: przez 17 lat wynajmującego od kogoś oraz potem przez 25 lat wynajmującemu innym (tzw. „landlord”). Będąc tej drugiej roli-to była makabra. Mogę tylko dodać, że tak na oko to przynajmniej połowa tych lokatorów już nie żyje (na szczęście nie mieszkali u mniej, gdy to się stało), m.in. z powodu morderstwa, samobójstwa, narkotyków i szczególnie alkoholizmu. Muszę jeszcze dodać, że 95% to byli nasi rodacy. W Warszawie mieszkałem w bloku i mieliśmy jedynie malutki balkon. Tutaj spędzam czas… Dowiedz się więcej »

MaB

Witaj!
Coraz częściej przekonuję się, że o swój dobrostan często trzeba po prostu zawalczyć. Czasem są to sprawy urzędowe, czasem wyłuszczenie swoich racji, a niekiedy omijanie toksyny szerokim łukiem.
Cieszę się, że możesz już korzystać ze swego tarasu.
Czy to nie jeszcze nie koniec Twojej opowieści? 🤔
Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Mamy dla Ciebie i Twojej Mamusi. 💐
Pogody za oknem i pogody ducha. 👍

Teatralna

Iw poczytałam cieszę się że jesteś. I Wrócę dzis w czasie jazdy. Teraz mam urwanie głowy.

teatralna

nic nie dopiszę tylko współczuję.i czekam.

Kasia

Kurcze przykro mi że coś takiego się przytrafiło. Dramat prawdziwy. Nie cierpię takich niespodzianek. Człowiek chce spokoju, a tu takie coś. Ja mieszkam w bloku i nie mam nawet balkonu. Czasem marzy mi się taki przyjemny tarasik żeby coś zjeść na powietrzu poczytać… no może kiedyś tam mi się spełni to marzenie. Uroczy ten twój zwierzyniec. Ja mam dwa ogonki. Znaczy się dwóch panów kotów.

Wspaniałego weekendu.

margo

Czytałam z zaciśniętym gardłem – niby taras, a historia jak z thrillera o bezsilności. Dobrze, że mimo tego wszystkiego odzyskałaś swoje miejsce spokoju. Czekam na dalszy ciąg!

Annette ;-)

Brak słów. Pozdrawiam 🙂

[instagram-feed]
23
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x