Jak już tu kiedyś pisałam, kiedy u mnie na blogu niewiele się dzieje, to dużo wydarzeń wypełnia moje życie realne.
Witajcie na moim tarasie

Z laptopem na tarasie
To może zacznę od początku i opiszę jak to było z tym tarasem.
Mieszkanie, które wynajęłam cztery lata temu przekonało mnie do siebie nie tylko nowoczesnym wykończeniem i ładną kuchnią, układem pomieszczeń, ale także dużym estetycznym tarasem, w dodatku częściowo zadaszonym. Już widziałam te poranki z kawusią na tarasie i te wieczory przy lampionach i przyciszonej muzyce, nawet w chłodniejsze dni, z kocykiem na kolanach i ciepłą herbatką. Tym bardziej, że mieszkam w cichej enklawie, ukrytej przed głośno krzyczącymi dziećmi i zapomnianej przez osobliwe jednostki, wykrzykujące nocami płuca nie wiedzieć po co w innych częściach miasta.
I miałam rację, faktycznie spędzałam na tarasie od początku wiele poranków i wieczorów, z poranną kawą, z kolacją czy tylko posłuchać śpiewu ptaków, posiedzieć na słoneczku, i popatrzeć na kwiaty, które zasadziłam od razu w moich dwóch donicach. Kiedy się tu wprowadziłam, trwała jeszcze pandemia, więc to miejsca miało naprawdę ogromne zalety.
Całe wyposażenie tarasowe ograniczało się do stolika i dwóch foteli, które są ze mną od pierwszego samodzielnego mieszkania w Niemczech plus dużego drapaka dla kotka i niskiego biurowego stolika na kółkach, który w zasadzie powinien stać w środku i został już dość mocno naruszony warunkami pogodowymi, nawet jeśli stoi pod dachem, ale na którym można było odstawić dodatkowe rzeczy z maleńkiego stolika, kiedy jadam nie sama.

Stoliczek pomocniczek
***
I tu powinna nastąpić jedynie pozytywna narracja, ale ta sielanka trwała niestety tylko przez pierwsze dwa lata.
A potem przyszła drama!
Bo nagle taras zaczął przeciekać i się sypać z powodu wad budowlanych, cała jedna zewnątrzna ściana przeciekła i wyglądała niczym zielonkawy stalaktyt. Co może zachwyciłoby mnie gdybym oglądała zabytkowe ruiny, ale nie w tym przypadku. W dodatku woda zaczęła już przeciekać na sufit kuchni, gdzie zaczęła wychodzić pleśń, która pojawiła się też w rogu pokoju.
Tak oto prezentował się taras w 2023 roku, kiedy już zgłosiłam to do remontu. Od wiosny do później jesieni nie nastąpiło nic, tylko ta rynna została niby to jakoś tam zabezpieczona… A mimo to dalej przeciekała.

Taras do remontu
Rok 2024 i wygląd tarasu wtedy.

Tarasowa drama, stan na wiosnę 2024
W pierwszym roku dramatu (2023) zarząd mieszkań najpierw wysłał kontrolę i wskutek oględzin została wykonana mini-naprawa rynny, gdzie na mokrą ścianę została nalepiona taśma uszczelniająca, która zadziałała niczym plaster na ranę postrzałową. Niestety w tamtym roku dużo podróżowałam zawodowo i zaufałam majstrowi, który ciągle mi obiecywał, że przyjdzie i wykona porządną naprawę. Jak czas pokazał, nic takiego się nie wydarzyło, a ja nie miałam siły i energii, żeby zażądać naprawienia szkód. Za dużo się działo w pozostałych dziedzinach.
I tak święta 23/24 powitały mnie jeszcze większym wykwitem zieleni na ścianie, i rosnącym zaciekiem wody pod sufitem w kuchni i dużym pokoju. W dodatku dach nad tarasem podszedł w całości wodą… Wtedy już przestałam czekać na majstra, tylko od razu poszłam do prawnika. I tu się zaczyna druga część dramy. Mając ubezpieczenie prawne, które miało pokryć wszystkie koszty takiego postępowania, udałam się do prawnika w Bremie. Nie znam tu nikogo, więc wybrałam kancelarię i prawnika od prawa mieszkaniowego.
Po mojej opowieści, dostarczonych zdjęciach dowodowych, wydawało mi się, że wszystko będzie dobrze, a prawnik zapewniał mnie nawet, że dostanę wyrównanie kosztów czynszu za cały okres miszkania z grzybem i zaciekiem.
Longs story short: prawnik jakoś dziwnie nie odpowiadał na moje maile ani telefony, a trochę dodatkowych pytań odnośnie płatności miałam. Kiedy zaczęłam drążyć temat i przy okazji kolejnego oglądania tarasu przez dekarza majster prowadzący roboty wygadał się, że są bardzo dobrymi znajomymi z tym prawnikiem, który prowadzi moją sprawę. Jak się można domyślić, zrezygnowałam z tamtego prawnika, jeszcze musiałam zapłacić z własnej kieszeni jego fakturę i zaczęłam w panice szukać kolejnego prawnika. Też był polecony i taka sama kaszanka. Napisał jedno pismo, potem zaczęłam dostawać pisma ze spółdzielni i przesyłać je do prawnika numer dwa. Żadnej odpowiedzi, nieosiągalny pod telefonem… W tym momencie miałam już kryzys absolutny.
Jednocześnie trzeba się było intensywnie uczyć, bo szkolenie nadal trwało.
Zarząd nadal robił problemy, ale po piśmie prawnika zgadłam się jeszcze z sąsiadem, okazało się, że u niego taras też wygląda podobnie i już nie tylko ja protestowałam przeciwko tej całej fatalnej sytuacji.
Żeby nie przedłużać jakoś w maju ub. roku rozpoczął się prawdziwy remont, co niestety oznaczało, że nie mogłam korzystać z tarasu przez kolejne miesiące, roboty zakończyły się praktycznie późnym latem. Drugi adwokat tym jednym pismem wywalczył chociaż obniżkę czynszu na te miesiące, od ponownego zgłoszenia tarasu do remontu aż to jego zakończenia. Ale cała sprawa kosztowała mnie mnóstwo niepotrzebnych nerwów i szarpaniny. I udowadniania, że nie jestem wielbłądem.
Aż nareszcie po tej całej przeprawie z prawnikami rozpoczął się konieczny remont.

Remont tarasu
Moje meble na tarasie i kwiaty najpierw wyniosłam spod dachu, bo całość musiała być wyremontowana. Potem jednak przykryłam folią wszystko poza kwiatami.
W tamtym czasie nie byłam nawet w stanie pisać tutaj o tym wszystkim, bo byłam zajęta skutecznym załatwianiem tych spraw i nauką. A potem zdobywaniem miejsca na praktykach zawodowych. A taras został wyremontowany, ale mnie odebrano bezpowrotnie co najmniej jedno lato na ładnym tarasie.
Dziś mój taras to coraz ładniejsze miejsce, nareszcie zaczęłam go urządzać i spędzam tam większość czasu wiosną i latem aż do później jesieni. Mozart też uwielbia się tutaj układać w słońcu i obie ładujemy tu swoje bateryjki. Ale nie zawsze tak było. Ostatnie dwa lata pokazały mi, jakie mam tutaj prawa jako najemca. I jak bardzo trzeba uważać, żeby się na tym nie przejechać.
Oraz że nie wszystko co ładne, właściciel mieszkania chce utrzymać w dobrym stanie dla najemcy.
Ciąg dalszy nastąpi.

Masakra!!!!! I to niestety szkodzi zdrowiu i to nie psychicznemu ale fizycznemu. Jeszcze czegoś takiego nie widziałam, a żyję wszak już dostatecznie długo. Szalenie Ci współczuję, można się załamać.
Dzięki Anabell, sama w to nie wierzyłam, kiedy to się działo, byłam faktycznie chwilami bliska załamania i z trudem ciągnęłam dalej inne dziedziny. Na pewno mi zaszkodziło i na pewno odebrało dużo sił, które mogłabym poświęcić na wiele innych pożytecznych albo chociaż przyjemnych rzeczy i spraw. Cieszę się, że ten etap już za mną i że jednak jakoś udało mi się to przetrwać bez widocznych szkód na zdrowiu. Już sam fakt, że dopiero teraz po tak długim czasie mogę o tym pisać, wskazuje, ile mnie to kosztowało. A było takich kwiatków jeszcze trochę… Uściski i miło Cię znowu widzieć u… Dowiedz się więcej »
ulala!… nagły zwrot akcji: fajny azylek zmienia się nagle w małe piekiełko… i jeszcze dopłata do interesu na dodatek… i tylko Mozart ratuje resztki dobrego humoru, którego nie zdążył zjeść grzyb… bo rozumiem, że moja Sympatia /ta mniejsza, pluszasta/ w ustawicznej dobrej formie?…
p.jzns 🙂
Zacznę od końca, bo na to najbardziej czekasz.
Tak, Mozart nadal patroluje tenże taras oraz dostarcza mi wielu powodów do radości i uśmiechu.
A to piekiełko swego czasu nieźle nerwów mi napsuło, szczególnie, że była to pierwsza taka sytuacja tutaj odnośnie wynajmu i człowiek narażony jest wtedy na wiele niepewności i ma mnóstwo pytań, na które nie zna odpowiedzi.
W dodatku odpuszcza walkę tam, gdzie pewnie lepiej obeznany by jeszcze powalczył.
Pozdrawiam i ja Ciebie najserdeczniej 🙂
jak coś jest nie tak w naszym domu, czy mieszkaniu, to mamy pewien luz psychiczny, sami decydujemy, czy coś z tym robimy i co robimy… ale gdy w wynajętym to dochodzi jeszcze użeranie się z właścicielem, czy administratorem, dodatkowa strata nerwów…
No właśnie, to użeranie i tłumaczenie, że pleśń w pomieszczeniach mieszkalnych jest niezdrowa i może prowadzić do szeregu chorób, więc trzeba usunąć jej przyczynę i jednak naprawić ten taras, zżera mnóstwo energii, we własnym w takich momentach zbierałam środki i siebie, po czym brałam się za remont, zamiast tłumaczyć komukolwiek rzeczy oczywiste.
Ojej, dewastacja postępowała piorunująco!
Dobrze, że choć czynsz obniżyli!
Oby to lato było dla Ciebie łaskawsze, bo taki taras, to mimo wszystko skarb!
Dzień dobry Jotko,
Na szczęście efekty remontu póki co wskazują na to, że tym razem załatali te tarasy właściwie i wszystko póki co wygląda ładnie i czyściutko.
Kiedyś pewnie się stąd wyprowadzę, ale na razie mnie to bardzo cieszy i znów czerpię radość z przebywania tutaj 🙂
Wszelkie dobre życzenia chętnie przyjmuję i tapetuję nimi moje wnętrza 🙂
Taras, czy też „deck” w domku to wspaniała rzecz! Mój dom nie posiada, niestety—a że położony jest przy głównej, bardzo ruchliwej ulicy, na którą są wyjazdy z 4 autostrad, toteż nie bardzo lubię spędzać w ogródku „quiet time”, bo trudno jest zaznać ciszy. Natomiast moja znajoma posiada taki „deck”, z widokiem na ogródek, ok. 400 metrów od głównej drogi i 180 metrów od linii kolejowej—która na szczęście dziesiątki lat temu przestała funkcjonować i stała się szlakiem pieszo-rowerowym. Codziennie rano spędza tam ponad godzinę (a ja z nią, jeżeli tam jestem), popijając kawę i przeglądając różne wiadomości na telefonie komórkowym. Do… Dowiedz się więcej »
Mieszkając jeszcze w Warszawie miałam aż dwa duże tarasy, w tym jeden od strony ulicy, na którym jednak nie za bardzo mi się chciało siedzieć, bo człowiek czuł się trochę jak na wystawce, więc rozumiem, że tym bardziej przy głównej ulicy taki taras nie bardzo spełnia swoją funkcję wypoczynkową. 🙂 Dobrze, że masz możliwość posiedzenia na tarasie u znajomej, nacieszenia się godziną wśród szumu drzew, śpiewu ptaków i widoków na zieleń, to są te chwile, które wyciszają i sprawiają największą radość. 🙂 W Niemczech niestety właściciele migający się od napraw to też niemiły standard. U mnie to jeszcze betka w… Dowiedz się więcej »
„A i ja mam jeszcze dłuższą opowieść o tym, co się może zdarzyć przy okazji takiego wynajmu„ Ja znam temat od dwóch stron: przez 17 lat wynajmującego od kogoś oraz potem przez 25 lat wynajmującemu innym (tzw. „landlord”). Będąc tej drugiej roli-to była makabra. Mogę tylko dodać, że tak na oko to przynajmniej połowa tych lokatorów już nie żyje (na szczęście nie mieszkali u mniej, gdy to się stało), m.in. z powodu morderstwa, samobójstwa, narkotyków i szczególnie alkoholizmu. Muszę jeszcze dodać, że 95% to byli nasi rodacy. W Warszawie mieszkałem w bloku i mieliśmy jedynie malutki balkon. Tutaj spędzam czas… Dowiedz się więcej »
Powiem Ci Jacku, że ja się właśnie bardzo obawiam być po tej drugiej stronie, czyli wynajmować komuś, bo też słyszałam niestworzone historie, jak lokatorzy potrafią zdewastować mieszkania. Oczywiście są różne sposoby, żeby się zabezpieczyć, m.in. umowa notarialna wynajmu okazjonalnego, która daje wynajmującemu dużo większe prawa, ale i tak zawsze jest to spore ryzyko. Co do mnie, traktuję mieszkanie wynajęte od kogoś tak samo, jak własne, jeśli chodzi o dbałość. Między innymi dlatego od razu zgłaszałam te przecieki tarasowe. Mam też pęknięte kafelki pod prysznicem, co powoduje na pewno zawilgocenia muru pod kafelkami, ale tym nikt się nie przejął. Ja bym… Dowiedz się więcej »
Witaj!
Coraz częściej przekonuję się, że o swój dobrostan często trzeba po prostu zawalczyć. Czasem są to sprawy urzędowe, czasem wyłuszczenie swoich racji, a niekiedy omijanie toksyny szerokim łukiem.
Cieszę się, że możesz już korzystać ze swego tarasu.
Czy to nie jeszcze nie koniec Twojej opowieści? 🤔
Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Mamy dla Ciebie i Twojej Mamusi. 💐
Pogody za oknem i pogody ducha. 👍
Zgadza się, okazuje się, że niewiele nam spada z nieba ot tak, i że jeśli o coś nie zawalczymy, to okazuje się, że zostaje nam to szybko odebrane. Dlatego tak się wtedy zawzięłam i zawalczyłam o to mimo wszelkich przeciwności i słośliwości ze strony zarządu budynku. Czy to koniec mojej opowieści? W temacie remontu z grubsza tak, bo jak najszybciej chciałam wam opowiedzieć o tym, jak tu jest teraz. Uznałam jednak, że warto pokazać, dlaczego tak długo mnie nie było i co mi przeszkodziło w dzieleniu się wartościowymi rzeczami, którymi nawet chciałam się dzielić, ale nadmiar tego typu zdarzeń, jak… Dowiedz się więcej »
Iw poczytałam cieszę się że jesteś. I Wrócę dzis w czasie jazdy. Teraz mam urwanie głowy.
nic nie dopiszę tylko współczuję.i czekam.
Witaj Kochana,
miło, że zajrzałaś. Było faktycznie niełatwo….
W dodatku wczoraj długo padało i zauważyłam, bo trudno nie zauważyć po takich przejściach, że ta rynna tam znowu przecieka.
Jeszcze dziś napiszę maila do spółdzielni.
Niech może tym razem naprawą szybciej, zanim szkody sięgną kilkunastu tys. EURO.
W każdym razie zgłoszę to.
Ech, a mogli tę rynnę wymienić od razu na nową, nie byłoby ponownych napraw.
Pewnych ludzi nie zrozumiem.
Kurcze przykro mi że coś takiego się przytrafiło. Dramat prawdziwy. Nie cierpię takich niespodzianek. Człowiek chce spokoju, a tu takie coś. Ja mieszkam w bloku i nie mam nawet balkonu. Czasem marzy mi się taki przyjemny tarasik żeby coś zjeść na powietrzu poczytać… no może kiedyś tam mi się spełni to marzenie. Uroczy ten twój zwierzyniec. Ja mam dwa ogonki. Znaczy się dwóch panów kotów.
Wspaniałego weekendu.
Bardzo dziękuję za wyrazy współczucia, wtedy nawet to mnie nie pocieszało.
Taras albo balkon miałam od zawsze jakiś, więc jestem do tego bardzo przyzwyczajona.
A ze względu na kicię to dla niej dodatkowy wybieg zamiast wychodzenia na dwór, jak to jeszcze kiedyś bywało.
Pozdrowienia i miziaki dla Twoich ogonków :)))
Czytałam z zaciśniętym gardłem – niby taras, a historia jak z thrillera o bezsilności. Dobrze, że mimo tego wszystkiego odzyskałaś swoje miejsce spokoju. Czekam na dalszy ciąg!
Dziękuję za współczucie, w tym wypadku przyjmuję z całością dobrych uczuć i życzeń.
Miejsce spokoju powoli odzyskuję i urządzam dla siebie. Chyba od dawna nic mnie tak nie cieszyło, jak to miejsce tu teraz.
Serdeczności Margo :)))
Brak słów. Pozdrawiam 🙂
Sporo mi się ostatnio tak dziwnych rzeczy przydarza, że mnie też słów brak.
Człowiek myśli, że już wiele widział, a tu okazuje się, że nadal da się go zaskoczyć, szkoda, że głównie negatywnie.
Mimo to trzymam się pozytywnych wizji, w końcu jakoś zawsze z tych problemów wychodzę.