Uznałam, że już czas pokazać i opowiedzieć Wam trochę o charakterystycznych miejscach w moim mieście. Bremerhaven jest największym miastem w Niemczech leżącym nad Morzem Północnym, u ujścia Wezery do Morza Północnego.
W ostatnią niedzielę mimo pochmurnego poranka wczesnym popołudniem postanowiłam się wybrać na spacer. Spacerkiem mam na nadmorski deptak jakieś 800 m. Jak na zamówienie pogoda się poprawiła, więc wykorzystałam całe popołudnie w najlepszy możliwy sposób.
Idąc w kierunku morza mijam po drodze:
Wasser- und Schiffahrtsamt:
czyli Biuro Żeglugi i Transportu Wodnego:
To właśnie nad tym urzędem stoi, a właściwie wznosi się ponad nim tzw. Wieża radarowa (Richtfunkturm). To podobnie charakterystyczna budowla, jak Pałac Kultury i Nauki w Warszawie. W ciągu dnia wieża jak wieża…
Za to nocą oświetlona mieni się różnymi kolorami:
Jeszcze wielokrotnie zobaczycie ją i już wiedzieliście na moich zdjęciach. Bardzo lubię to miejsce.
Mieszkam na tyle niedaleko, że od innej strony widzę tę wieżę z okna mojego mieszkania. Niestety jednocześnie w okno wieczorami świeci mi latarnia i z tego powodu nie mogę nacieszyć się różnobarwnymi kolorami tej wieży wieczorem.
Dalej idziemy w stronę deptaka, który już Wam pokazywałam, więc może kilka miejsc, których nie pokażą Wam przewodniki. Na przykład te tablice pamiątkowe.
Niestety napis na tablicy pierwszej umieszczonej kilka metrów dalej z widokiem na morze jest mocno zatarty i póki co nie udało mi się go odcyfrować, obok widać natomiast wyraźnie herb Wolnego Miasta Hanzeatyckiego Bremy (tu: kraj związkowy, w którego obrębie znajduje się Bremerhaven).
Idąc w stronę morskiego deptaka napotykamy kolejny historyczny budynek, to jest Atelier malarza Paula Ernsta Wilke:
Paul Ernst Wilke uwieczniał na swoich obrazach tematykę marynistyczną, łodzie i krajobrazy Bremerhaven.
O to jego dwa obrazy ściągnięte z sieci:
Poniższa seria krajobrazów była wystawiona z okazji Wystawy pod tytułem „5 dziesięcioleci malastrwa krajobrazowego, Malarstwo Paula Ernsta Wilke w Muzeum Historycznym”, z grudnia 2017 r.
Tutaj więcej o wystawie, dla niemieckojęzycznych.
Na koniec zdjęcie malarza, zmarłego w 1971 r.
Wilke malował na wzór francuskich i niemieckich impresjonistów. Wiele podróżował, a swoje wrażenia wbudowywał w kolejne malowane obrazy.
Był trzykrotnie żonaty i miał trójkę dzieci.
Atelier malarza, czyli biało niebieski drewniany domek tuż obok morza, wybudowany w 1948 na podstawie specjalnego pozwolenia na budowę, było jego domem i pracownią do końca życia.
Po śmierci malarza atelier zostało objęte ochroną zabytków i do dziś pozostaje do dyspozycji zwiedzających.
Kolejną ciekawostką Bremerhaven jest widoczny na poniższych zdjęciach:
Wskaźnik poziomu wody (Wasserstandsanzeiger).
Ten niezwykły wskaźnik, pokazujący stan wody na Wezerze, stanął tu w 1903 roku.
Każda piłka oznacza 1,0 m, a kule 20 cm wysokości wody ponad najniższym poziomem wody w Wezerze.
Po lewej stronie znajduje się wysoki na 32 m maszt stalowy. Wysyła on nocą sygnały.
przypływ: 2x zielony
odpływ: 1x zielony
światło białe to oznaka 1,0 m powyżej najniższego poziomu wody
światło czerwone 20 cm.
Tuż obok, ten biały nowoczesny budynek na planie kwadratu to Restauracja i kawiarnia Kalbsmuschel.
Jeszcze tam nie byłam, może będzie okazja przy odwiedzinach kolejnych gości.
Mam oczywiście mnóstwo zdjęć przy lepszej pogodzie i mniej dramatycznym niebie. Ale chciałam Wam pokazać codzienność tego miasta. Bo i przy takiej pogodzie wielu mieszkańców i turystów zakłada kurtki i czapki i wylega na deptak.
Nie będę przeładowywać Was opisami kolejnych ciekawostek. Na inne przyjdzie czas następnym razem, kiedy będę Wam chciała pokazać inne moje ulubione miejsca w moim mieście.




























"Moje miasto"
Mieszkałem w kilku, ale tylko niektore polubiłem. I o tych mógłbym powiedzeć, że sa moje.
Oczywiście wtedy, gdy w nich mieszkałem
Ja teraz tu mieszkam, i czuję, że to już jest moje miasto. 🙂
Ciekawy spacer mialas, ale ze az w nocy, no bo wieze fotografowalas w nocy, nie balas sie ?
Bardzo podoba mi sie nazwa rzeki Wezera i ladnie wyglada budynek zeglugi.
Ciekawe takie tablice pamiatkowe, szczegolnie ta z herbem miasta.
Domeczek malarza Wilke czarujacy i pomyslec ze cale zycie w nim mieszkal, takie artystyczne zycie to sie nazywa zycie, ale i osobiste bogate, trzy malzenstwa !
Wiesz Marigold, tu się ostatnio ściemnia już koło 17, i się coraz wcześniej ciemno. Więc to nie była prawdziwa noc, tylko wieczór. Trochę ludzi jeszcze było w okolicy, chociaż większość przy tej pogodzie nie na spacerach, tylko schowana w knajpkach. Ja jednak wolałam połazić na zewnątrz, niż zmienić miejsce siedzenia z domu na kawiarnię. I sama nie bardzo jednak lubię chodzić, szczególnie tutaj, gdzie większość jest parami lub w grupach. Na wyjazdach czy w wielkich miastach, jak Warszawa, Berlin itd. nie mam z tym problemu. Ale w tym mieście mieszka ok. 100 tys. ludzi i nawet mnie już się czasem… Dowiedz się więcej »
piłki od kul czymś się różnią? a te stożki, to co oznaczają?
Wiesz co, przetłumaczyłam treść instrukcji z tablicy info. Niestety nie wgłębiłam się w ten system do końca, ale jestem go bardzo ciekawa, więc doczytam i postaram się odpowiedzieć na Twoje pytanie.
Ze zdjęć wynika, że na spacer poszłaś po południu, przedreptałaś całą noc i rano udałaś się do kawiarni. Szacun!
Łatwo nie było! Ale czego się nie robi dka czytelników 🙂
Najważniejsze jest w tym opisie i zdjęciach, że mówisz "MOJE MIASTO". Ja jeszcze nie mówię "mój Berlin", ale mam uczucie, że mieszkam tu nie rok, ale niemal od zawsze. Wiem, część czytelników się zgorszy, część zdziwi.Na razie mówię "Moja Dzielnica". Po prostu Berlin jest ogromny i podejrzewam, że życia mi nie starczy by całe miasto dobrze poznać.Polubiłam to miasto od pierwszej w nim wizyty kilka lat temu.
Podobno nadmorskie miasta zaszczepiają w ludziach chęć "wędrowania za horyzontu kres".
Instrukcja tego ustrojstwa poziomu wody utrwala me przeświadczenie, że bycie marynarzem to trudna sprawa;)
Buziam;)
Berlin jest faktycznie ogromny, ale skoro już lubisz swoją dzielnicę, to już dobry znak. Ja polubiłam to miasto już pięć lat temu, od pierwszego przyjazdu tutaj.
Chwilami nadal mi się nie chce wierzyć, że mieszkam tak blisko morza i mogę sobie chodzić nad morze na spacery.
CO do ustrojstwa – mam podobne wrażenie i nadal go nie rozumiem 🙂
Iw dziękuję bardzo za spacer. Cieszę się że wraz z Tobą mogę zwiedzać nieznane mi Bremerhaven. Oczywiście czekam na kolejne relacje i fotografie z tegoż pieknego miasta.
Do tej pory pokazywałam Wam widok ogólny, teraz chcę pokazać kilka szczegółów. 🙂
Na pewno podzielę się też za jakiś czas innymi.
Myślę,że to jest bardzo ładne miasto.Fajnie się z Tobą spaceruje:)
Miło mi, dobrze się i z Wami spacerowało. 🙂 Bo przecież wiadomo, że zdjęcia robiłam dla Was.
Fajnie było z Tobą spacerować 🙂 Dzięki 🙂
Dobrze jest wiedzieć, że jest się z kim podzielić wrażeniami. Pozdrowienia Iva
Podziwiam naród niemiecki, że potrafi szanować swój dorobek. U nas są tacy, którzy chcieliby zburzyć(albo przynajmniej zasłonić) PKiN, a Niemcy z Wieży robią atrakcję turystyczną, bo wszak jest to budowla i jako taka stanowi element historii. U nas wyburza się atelier artysty(np. L.Machowskiego) lub pozwala by popadał w ruinę i nie wspiera się rodzin,które chcą urządzić tam muzeum, a Niemcy nawet w niewielkich miastach otaczają takie miejsca ochroną i czynią z nich powód do dumy. Bardzo się cieszę, że już zadomowiłaś się w nowym mieście i nazywasz je swoim. Oby życie,które w nim spędzisz było tak piękne jak pokazane ciekawostki.… Dowiedz się więcej »
Tu masz absolutną rację, Niemcy są dumni ze swoich małych ojczyzn, czyli tych regionalnych miejsc – miast, dzielnic, skrawków ziemi. Przywiązują się do nich i szczycą się nimi. Dużo jeszcze się musimy nauczyć w tym zakresie. Zamiast burzyć dobrze jest cenić historię i nie udawać, że była inna. Bardzo lubię budynek PKiN i uważam, że powinien stać tam zawsze i być regularnie odnawiany choćby jako ważna pamiątka naszej historii. Faktycznie zadomowiłam się tutaj Iwonko i miło spędzam czas. Uściski!
zaraz, zaraz… kula i piłka, a ja widzę kule i stożki, takie jakby pachołki, albo "skaczące czapeczki" z gry planszowej /kiedyś grałem w to w przedszkolu/… to ja już nie wiem, ile pokazał ten wskaźnik…
p.jzns :)…
Poddaję się. Panowie w oczywisty sposób wykazali moją niewiedzę. I niestety nadal jest ona niewiedzą. Jeśli kiedyś uda mi się rozgryźć ten temat z chęcią się z Wami podzielę. Nie jestem jednak w stanie szukać na ten temat informacji teraz. 🙂 Sorry. Za cholerę nie wiem, do czego są te stożki czy czapeczki??? Myślę, że się dowiem, ale ponieważ nie jest to dla mnie sprawa palącej wagi, to od razu wolę powiedzieć, że pewnie na te informacje trochę poczekacie. 🙂
W takim mieście nie mogą nudzić sie spacery, a zdjęcia nocne zawsze ukazują inny wymiar tego, co widzimy za dnia:-)
Mnie nie nudzą, bo zawsze uwielbiałam patrzeć na wodę, a tu jest duuuuuuużo, duuuuuużo wody!!!
Zachwycił mnie ten mały biały domek – chętnie zajrzałabym do środka 🙂
Wiesz co, zrobiłam dodatkowo jego zdjęcia od przodu, czyli od wejścia i dodam je tutaj specjalnie dla Ciebie. Może kiedyś wybiorę się na zwiedzanie, to też pokażę, co tam jest w środku. 🙂