PORZĄDKI W ŚRODKU
Żeby wysprzątać kąty w domu, zwykle potrzebujemy kilku godzin. Jeśli są bardzo zapuszczone, kilku dni, czasem tygodni.
Żeby jednak zrobić solidne porządki we własnej głowie i ciele, potrzba znacznie więcej czasu, od kilku miesięcy do kilku lat. Zwykle ta perspektywa wydaje się na pierwszy rzut oka przerażająca. No bo jak to! Przecież jakoś sobie radzę, po co mi te wszystkie porządki, terapie, drogi do samopoznania, to przecież wina ciotki Jadźki i tego pier*olniętego chłopa albo ex, że mi nie wydzodzi….
Na tym etapie często widzisz przyczyny różnych nieszczęść i niepowodzeń z zewnątrz i często nawet nie zdajesz sobie sprawy, że możesz przejąć w większości aspektów odpowiedzialność za swoje życie.
W tej fazie pojawiają się np. takie przekonania, że dlatego tak tyję, bo mąż kupuje za dużo słodkości i zawsze są w domu, do tego te pierogi i kluski, pyszne to w dodatku, nie sposób się oprzeć. Wprawdzie nie pochwalam działań, które nie są pomocne w realizacji celów partnera, ale własne cele można i w sumie zawsze realizujesz w pojedynkę albo znajdujesz sobie wsparcie. Niestety nie zawsze jest to wsparcie rodziny czy partnera. Ale dziś nie o tym. Tylko o sprawczości i kontroli nad własnym życiem.
Nie zawsze łatwo jest przyjąć, że odpowiedzialność za wszystko co się w moim życiuy dzieje, spoczywa na mnie, a nie na zewnątrz.
KONTAKT Z CIAŁEM
Bardzo w tym pomaga kontakt z własnym ciałem. Ale przecież tyle siedzisz, pracujesz jeszcze po godzinach i nie masz czasu na ćwiczenia… A tymczasem czas na spacer zamieniam w czas przed kolejnym socialmedialnym g… albo grą, też na siedząco przed komputerem.
W ten sposób stopniowo tracisz kontakt z własnym ciałem, nie czujesz nawet napięć i blokad w stawach, mięśniach i przyczepach. Ciało mówi do Ciebie cały czas w swoim języku i ty ten język od dziecka rozumiesz, tylko z czasem go zapominasz. Jak to mówią narząd nieużywany zanika.
Ostatnie lata przyniosły olbrzymi rozwój technologiczny, intelektualny, mnóstwo ludzi rozwija fenomenalnie swoje umiejętności w tym zakresie.
Często jednak zapominamy o naszym najważniejszym narzędziu, które pozwala nam żyć i czuć. O naszym ciele, jedynym, które nas nie opuszcza i służy wiernie od pierwszego do ostatniego dnia.
MECHANIZMY SAMOREGULACJI
Ostatnio nareszcie po wielomiesięcznej przerwie wracam do ćwiczeń. To był trudny dla mnie, intensywny i bardzo siedzący etap życia, i sporo tego siedzenia mnie czeka nadal. Nie zapomniałam w tym czasie o tzw. aktywności spontanicznej, czyli o codziennych spacerach. Mimo to z braku ćwiczeń pojawiły się napięcia, różne nieprzyjemne odczucia, zaczęły się odzywać jakieś dziwne bóle, a to pod kolanami, a to w stawach kciuków.
Myślałam przez jakiś czas, że to już nieuchronny drapieżnik pod nazwą PESEL zmierza po mnie, może jeszcze nie od razu z kosą, ale z puszką Pandory to na pewno.
Aż wreszczie kilka dni temu tak mnie wszystko bolało, ciągnęło, że wyciągnęłam i rozłożyłam nieco zakurzoną matę, bo miejsce na ćwiczenia dzięki przemeblowaniu już sobie zrobiłam (ale teraz odczuwam zatysfakcję!).
I na tej macie zrobiłam sobie ćwiczenia rozciągające. Tego dnia ćwiczyłam dla czystej przyjemności poczucia swojego ciała dopóki nie poczułam, że rozluźnioło i rozciągnęło mi się tu i tam. Do tego trochę znów tańczę. Ależ mi to dobrze zrobiło!!!
A największym zaskoczeniem było dla mnie, że zaczęły znikać bóle, zesztywnienia, a i stawy kolanowe jakoś zaczęły się uelastyczniać (bo z tym był od dawna największy problem). Co ciekawe po ogólnej rozgrzewce puściły mi blokady w stawach kciuków, a szczególnie prawego, który sprawiał mi naprawdę duże problemy od końca zeszłego roku. Aż kupiłam sobie myszkę ergonomiczną. Ćwiczenia powtórzyłam kolejnego dnia, i następnego. Spacery są już zwyczajnym elementem mojej codziennej aktywności.
ZMIANY FIZYCZNE
I nagle ciało zaczęło dawać znaki, że owszem żyje i ma się nieźle! A to poczułam mięśnie pośladków, a to brzuch jakoś tak mi się spłaszczył na drugi dzień. Ogólnie o wiele lepsze samopoczucie i to mimo małych zakwasów.
Dodam, że robię tylko ćwiczenia lekkie, przede wszystkim rozciągające, bo po takiej przerwie nie zamierzam sobie narobić problemów i naciągnąć czy naderwać jakieś mocno zapomniane miejsca.
Z każdym dniem jest lepiej, ćwiczenia robię na miarę własnych możliwości, ale że dobrze je znam i znam swoje ciało, wiem że z czasem będę mogła wprowadzić trochę więcej elementów i ponownie zacząć wzmacniać, a nie tylko rozciągać mięśnie.
Dobra wiadomość jest taka, że ciało pamięta doskonale i wchodzi po trochu w swój znany mu zakres ruchów i daje sygnały, co można na ten moment i na ile mu służy dany ruch. A jakie to uczucie? Wspaniałe!
Na podsumowanie dodam, że nie prowadzę żadnych wyzwań ani challenge’ów, bo jestem w tym kiepska. Co umiem to całkiem nieźle regulować sobie obowiązki, czas wolny i nieźle łączyć różne zakresy życia. Umiem też się mobilizować do tego, co mi służy i pomaga w naturalny sposób przejść na wyższy poziom ruchu, zadowolenia, samopoczucia. Bez żadnych specjalnych motywacji z zewnątrz. Motywacja pewnego dnia pojawia się ot tak we mnie. Czasem mnie ktoś dodatkowo zainspiruje, ale to ja sama muszę dojrzeć, żeby coś zrobić.
TROCHĘ INNE SPOJRZENIE NA CIAŁO
Co jeszcze daje rozruszanie ciała? Ano jeszcze większą wiarę w swoje odczucia, w intuicję. Ten obecnie najbardziej niedoceniany, a przecież naturalny i pierwotny sposób na instynktowne rozpoznawanie zamiarów otoczenia opiera się na atawistycznych, pierwotnych odczuciach z ciała. Te odczucia z ciała z kolei wytworzyły się pod wpływem obserwacji i odbioru wszystkimi zmysłami bodźców z otoczenia.
Cały ten system powstał i rozwinął się jeszcze przed rozwojem cywilizacji i nowoczesnej medycyny. Wszystkie zdobycze cywilizacji bardzo doceniam, jednak nie bez przyczyny w niektórych przypadkach ludzie po latach wiary w czystą naukę sięgają znowu po medycynę holistyczną i tradycyjne metody leczenia, wykształcone przez tysiące lat.
PRAWDA CZY BZDURY
Przez wielu te naturalne metody i techniki leczenia uważane są za humbuk i bzdury. Zwykle osoby reprezentujące takie zdanie mają mniejszy kontakt ze swoim ciałem i wielu z nich cierpi na różnorodne dolegliwości lub nałogi. To żaden dowód naukowy, ale obserwacja z mojego otoczenia i na podstawie opowieści moich znajomych o ich znajomych – kiedyś jedyne źródło wiedzy o społeczeństwie.
Zakończę te wywody cytatem z Mistrza:
„Nie wszystko, co można zmierzyć, ma znaczenie, i nie wszystko, co ma znaczenie, można zmierzyć. Tradycyjne metody leczenia mogą oferować wartościowe podejścia, których nauka jeszcze nie zrozumiała.”
– Albert Einstein
NOWOCZESNE OSIĄGNIĘCIA PSYCHOLOGII
A skoro mowa o zdrowiu, to nie sposób nie wspomnieć o zdrowej głowie czyli zdrowiu psychicznym.
Tak daleko rozwiniętej i rozpowszechnionej psychologii, z którą mamy do czynienia obecnie praktycznie na co dzień, nie było nigdy wcześniej. Nikt już nie może powiedzieć, że czegoś nie zrobił z niewiedzy, bo źródeł wiedzy jest wszędzie po dziurki w nosie. Wystarczy wygooglać, a wyskoczy cała masa wartościowych materiałów.
Ja jeszcze wychowałam się w czasach, kiedy pójście po poradę do psychologa było w domyśle równoważne z pójściem do psychiatryka, zobaczcie jakie to było słownictwo w ogóle!
Ludzie powszechnie nie mieli świadomości, że istnieje coś takiego, jak zdrowie psychiczne i uważali to za constans. Czyli daną raz na zawsze wartość. Mało kto się zastanawiał, że w ktoś mógł przejść traumatyczne wydarzenia w dzieciństwie, albo przechodzi je aktualnie, bo się o tym zwyczajnie nie rozmawiało. Taka powszechna zmowa milczenia. Zapomnij, uśmiechnij się, nie warto do tego wracać.
Społecznie dzielono ludzi na zdrowych i wariatów. W tej drugiej kategorii umieszczało się wszystkich, którzy mocniej odbiegali od społecznie dopuszczalnej normy. A że ludzie od zawsze wyrównywali swoje napięcia i frustracje na przykład za pomocą alkoholu i innych używek, było społecznie powszechnie akceptowalne i spotykało się ze zrozumieniem większym, niż ci wariaci na prochach *(czyli ludzie, którzy dostrzegli swoje problemy i szli po pomoc do psychologa czy psychiatry).
ROZWÓJ SPOŁECZEŃSTWA
Dopiero ostatnie 15-20 lat wniosło dużo oświecenia w rozwiniętych społeczeństwach, w zrozumieniu ludzkiej różnorodności. A i tak jeszcze daleko nam do powszechnej świadomości wszystkich zagrożeń i tego, jak sobie radzić ze współczesnymi zagrożeniami naszej psychiki i z obciążeniami z dzieciństwa.
Pokolenia wychowane na nowych zdrowych zasadach mają obecnie kilka do kilkunastu lat. Ich rodzice to też ludzie, z własnymi obciążeniami, więc mimo wielkich starań mogli wychować dzieci może bez takich traum, jakich sami doświadczyli w dzieciństwie, ale że nie ma ludzi dostkonałych, to i im zdarzyło się na pewno popełnić wiele błędów i wypaczeń.
RÓŻNA PERSPEKTYWA
Wielu moich rówieśników narzeka, że współczesne pokolenia są takie słabe, nie mają woli walki, nic tylko ciągle zajmują się swoimi uczuciami i emocjami, w dodatku słabo pracują i najważniejsze dla nich jest, jak spędzają czas wolny, a nie kariera w pracy. Czyli przeszkadza im i drażni ich, że obecnie ludzie już nie ukrywają emocji i przyznają się do słabości. Oraz dają wyraz zmęczeniu lub zniechęceniu oraz zmieniają pracę, kiedy panuje tam niezdrowa atmosfera, a nie czekają, aż się wypalą zawodowo i życiowo.
A CO WE MNIE?

iw
Mieszkają we mnie dwa wilki. Jeden wychowany tradycyjnymi metodami, który jest silny, bo tak sobie postanowił i od lat daje radę, bo taki cel sobie wyznaczył już w dzieciństwie i opracował sobie wiele świetnych strategii w tym kierunku. Tylko z czasem coraz więcej z nich przestaje działać…
Jest też na szczęście i drugi wilk, który już zna swoje problemy, słabości, który wyczuwa, kiedy wokół dzieje się nie za dobrze i umie się regulować, korzystając ze zdrowszych sposobów, niż stare strategie, które często były wprawdzie skuteczne w działaniu, ale też mocno autoagresywne, czyli niszczące od środka.
Żeby nie było. Oba moje wilki karmię, oba głaszczę i z obydwoma prowadzę regularne rozmowy i czerpię od nich wiedzę, bo każdy z nich daje mi coś innego i nauczyłam się z tych różnych perspektyw korzystać.
Ale coraz bardziej doceniam już i tego drugiego wilka, który już umie się upomnieć o swoje, kiedy go zaniedbuję i skomle wtedy tak głośno, że nie da się go zignorować.

dwa wilki

piękne te dziewczyny na fot.1 i fot.2 🙂
chyba można mówić o pewnym postępie w nawiązywaniu znajomości i prób współpracy między medycyną naturalną, intuicyjną, oraz tą naukową, oficjalnie uważaną za „jedyną słuszną”, choć tempo nie wydaje się być oszałamiające, ale może dobre chociaż i to?…
p.jzns 🙂
Fajnie, że Ciebie też zachwyciły te dziskie piękości!!!! :)))) Fakty są takie, że zawiązują się już pewne próby współpracy, jednak nadal istnieje obowiązujący mainstream, a pozostałe metody są traktowane z przymrużeniem oka. Niestety wiele na tym polu trafia też w ręce szarlatanów, a niewydolność medycyny naukowej, a raczej systemu opieki zdrowotnej sprawia, że niektórzy ludzie idą w tę stronę, bo tam wygodniej. Jeśli mają szczęście i trafią we właściwe ręce, to super, gorzej, jeśli w danym przypadku niezbędna jest medycyna naukowa połączona ze współczesną medykacją, a system zawodzi. Póki co też dość słabo rozwinięty jest system opieki zdrowia psychicznego. Z… Dowiedz się więcej »
okay, te dzikie wilki też są fajne, ale głównie chodziło o dupeczki z pierwszych dwóch fotek 😆 tak, to właśnie tak działa, że dziedzina, w tym wypadku medycyny, spychana na margines po części staje się ogródkiem dla szarlatanów i powstaje takie sprzężenie zwrotne, potwierdzające opinię, jakoby to było tylko czyste oszustwo, a przecież wcale tak nie jest… wystarczy ten ogródek przejrzeć, oplewić, oddzielić fakty od mitów i mnóstwo fajnych spraw może z tego wyniknąć… choćby takie ziołolecznictwo, kiedyś olewane, zniesławiane, a teraz Nauka pochyla się nad taką, czy inną roślinką i w efekcie jest: „ojej, dlaczego wcześniej nikt na to… Dowiedz się więcej »
Och, czystej skromności nie zauważyłam, że mnie też skomplementowałeś :D! Dziękuję. W poszukiwaniu wiedzy i sposobów leczenia i poprawienia jakości życia człowiek na szczęście i na nieszczęście jest gotów przekopać się przez całą dostępną wiedzę, także tę mniej oczywistą. Dopóki nie jest to jakiś kompletny bełkot, rozumiem wszelkie pobudki, sama też korzystam z różnych mniej oczywistych technik samoleczenia. Dziś chyba już nikt nie wątpi w działanie ziół. Zastosowanie pewnych trików myślowych, żeby prowadzić samoleczenie albo automasaż w tym samym celu są mniej popularne od leków przeciwbólowych, ale ja się na przykład niemal całkowicie pozbyłam bólów głowy dzięki takim technikom stosowanym… Dowiedz się więcej »
ale z drugiej strony niektóre zioła trudno jest kontrolować w tym sensie, że ciężko jest ustalić „okno terapeutyczne”, więc odchodzą do lamusa… taki los spotkał miętę polej /o działaniu poronnym/ już chyba w dziewiętnastym wieku, zaś od ładnych kilku lat znikają z praktyki lekarskiej leki z naparstnicy /regulacja rytmu serca/… powód jest ten sam: zbyt duży element losowy jest w ich działaniu, ta sama dawka jednej osobie pomoże, innej zaszkodzi, a na inną wcale nie zadziała… tak więc całkowite odrzucanie chemii, która może dostarczyć lepszej alternatywy byłoby błędem, przegięciem w drugą stronę…
Ależ oczywiście, po to medycyna przecież korzysta z tych samych często substancji, w dodatku ma bardziej precyzyjne narzędzia, żeby zmierzyć ich działanie, co słusznie zauważasz.
Nie wyobrażam sobie na dzień dzisiejszy już życia bez tych dobrodziejstw.
Ale przy lżejszych formach schorzeń myślę, że ziołolecznictwo nadal może odgrywać dużą rolę.
Witam Cię serdecznie Iwonko! Poruszyłaś w swoim wpisie wiele wartościowych zagadnień. Tak, że muszę przerywać i notować moje refleksje w postaci komentarza, żeby ich nie zapomnieć. 1. Czytając czuję się komfortowo, bo to co czytam utwierdza mnie w przekonaniu, że praca nad sobą ma sens, bo daje efekty. Jakoś nigdy nie interesowało mnie narzekanie, zawsze starałam się szukać wyjścia i rozwiązania swoich problemów. 2. Jeśli chodzi o holistyczne podejście, to jest jedyne i słuszne. To, jak się czuję psychicznie wpływa na moje ciało, a moje ciało pozwala mi się dobrze czuć. I jeśli na przykład tradycyjne metody zawodzą, należy szukać… Dowiedz się więcej »
Od pewnego czasu spotykam na swojej drodze, czy to w realnym życiu, czy w sieci, coraz więcej ludzi poszukujących własnych dróg, rozpoznających swoje potrzeby o wiele lepiej, niż pokolenie wstecz, coraz bardziej świadomych. I to jest bardzo pozytywne, bo daje nadzieję, że jako społeczeństwo jednak nadal się rozwijamy i mamy potencjał. Twój wspaniały wyczerpujący komentarz pięknie uzupełnił to, co napisałam we wpisie. *** Jeśli można uniknąć leków, to zawsze warto stosować inne metody, człowiek w swoich rękach ma tyle możliwości, jeśli tylko zaczyna je próbować i doświadczać zmian, w większości przypadków ma wielką szansę na wyleczenie. Większe problemy wymagają już… Dowiedz się więcej »
To prawda, że społeczeństwo niechętnie nastawia się do tych, którzy cenią swój styl życia i bycia, często używa się określeń egoizm, lenistwo, słabość psychiczna…a przecież nie każdy musi być tytanem pracy, a życie nie polega na umartwianiu się dla dobra ludzkości. ten kierat pracy zawodowej, zwłaszcza na etacie powoduje, że zaniedbujemy siebie i dopiero często na emeryturze odkrywamy swoje prawdziwe potrzeby i wreszcie nie musimy się ograniczać, chyba że zdrowie mamy słabe. Od pewnego czasu powtarzam, że trzeba się porozpieszczać, bo wtedy psychika lepiej działa i nie zrzucać swych porażek na innych, bo w końcu sami mamy wpływ na nasze… Dowiedz się więcej »
Witaj Joteczko, no właśnie może nie jesteśmy przyzwyczajeni do tego, żeby dbać o własne dobro i dlatego tak to nas razi, że ktoś woli zajmować się swoim życiem, niż pracą. Ale jednak kiedy pomyślę, że miałabym pracować w zespole z taką osobą, to mnie trochę ogarnia strach, bo obawiam się tego, co napisała MaB, że musiałabym za kogoś zasuwać. Najważniejsze jest właściwe wyważenie tego, żeby kierat nie stał się całym naszym życiem, a zamiast tego naszą drogą do celu, a te cele warto sobie wyznaczać prywatnie samemu. Cieszę się, że wypracowałam sobie taką pracę do tej pory, żeby jednak mieć… Dowiedz się więcej »
E tam! Tyję, bo Koleżanka Małżonka wciąż kupuje jakieś ciasteczka, podtyka mi pod nos, a gdy zaprotestuje, mówi „to nie jedz!”. No bezczelna! Podsunie pod nos, zapach drażni nozdrza, ślinka cieknie, a ta „nie jedz!”. To już jest sadyzm!
No oczywiście jest teoria, że najważniejsze w życiu to mieć na kogo zwalić winę :)))
Na szczęście Koleżanka Małżonka odpowiada prawidłowo!
Ale żeby aż sadyzm, ona to przecież z dobrego serca :))), a panowanie nad ilością spożytych pyszności jest już po stronie każdego z nas (oj wiem, to boli :))))
piękne zdjęcie wilków i Twoje oczywiście. a Mozart to wiadomo :-0
rozmawiam ze sobą ostatnimi laty bardzo szczerze i bardzo wnikliwie. dziś mi sie nie chce ale pójdę z psem zaraz po odbębnieniu papierów…juz byłam w ogrodzie. robię miejsce na mate w pracowni. jednak pesel robi swoje Iw :-)))
Akurat wiki są wytworem SI, jak podaje strona, z której wzięłam to zdjęcie, ale na pewno na podstawie prawdziwych :). Rozmowy ze sobą takie szczere i do głębi warto odbywać regularnie. Dobrze, że coraz więcej z nas to robi :). Na długi spacer wybieram się przynajmniej raz na dzień, w ciągu dnia mam na szczęście 45 min przerwy. Zastanawiam się, czy dałabym radę teraz obrobić ogród i chyba już nie mam na to siły. Wolę pójść do parku, a na tarasie mieć kilka kwiatów w donicach. Moje na szczęście znów wzeszły, już kolejny, trzeci sezon. 🙂 Staram się nie poddawać… Dowiedz się więcej »
Same prawdy. No i to, że ruch fizyczny przegania widmo PESELu.
Czasami jak patrzę na moich rówieśników albo nawet na młodsze osoby, to mnie poraża jak bardzo są zaniedbani i zapuszczeni. Już z chorobami i najczęściej też z otyłością. Kariera i przyjemności zabierają im zdrowie – piszę to o ludziach, których znam.
Ostatnio poznałam pewnego typa, myślałam, że jest grubo po czterdziestce – słowo daje. Koleś jest w moim wieku.
To bardzo przykre patrzeć, jak praca i inne obciążenia zabierają ludziom zdrowie, i jak mała nadal jest wiedza w zakresie zdrowia i aktywności ruchowej. System załatwiania większości spraw online też nie pomaga, aktywności trzeba sobie już szukać, bo większość da się załatwić nie wychodząc z domu. Tutaj znam ludzi, którzy zamawiają sobie wszystkie zakupy do domu, w tym papier toaletowy :)))). A ja się cieszę, że znów podjęłam walkę o siebie. W sumie to nie walka, tylko szereg wyborów, które warto podjąć, chcąc się przez całe życie cieszyć ze zdrowia i własnego ja. Szczególnie, że wielu chorób da się uniknąć… Dowiedz się więcej »
Krótki komentarz: Zawsze byłem otwarty na wszystkie metody leczenia, ale nie do przesady. Znam ludzi, co „inwestują” w różne niesamowite urządzenia i zamawiają dziesiątki witamin, jednakże rezultatów jakoś nie widzę. Sam lubię słuchać nagrań hipnozy (kiedyś kupiłem za grosze i mam ich dziesiątki) oraz motywacyjnych. Wierzę w zioła-swego czasu pomogły mi o stokroć więcej, niż 5 dermatologów (KAŻDY z nich mówił coś INNEGO i często SPRZECZNEGO), ale one działają powoli. Byłem u kilku chiropraktyków i właściwie bardzo mało mi pomogli, ale spotkałem osoby, które chiropraktyk wyprowadził z bólu. Natomiast absolutnie wierzę, że zanim sięgniemy po jakiekolwiek „cudowne” środki naturalne (czy… Dowiedz się więcej »
Masz absolutną rację, że podstawą jest profilaktyka, czyli właśnie te trzy rzeczy, które wymieniłeś – odżywianie, aktywny tryb życia połączony z gimnastyką. Pływanie ostatnio od czasu pandemii niestety odpuściłam… może wrócę, ale mogą być też inne ulubione aktywności. Chiropraktyk już kilkakrotnie mi pomógł, fizjoterapeuta pomógł bardziej od środków przeciwbólowych, a samodzielny masaż od pewnego czasu prawie wyeliminował bóle głowy. Warto też przyjąć, że mamy sporo na rynku różnych super-food, niektóre nie takie znów drogie i w postaci naturalnej, inne może nieco droższe, ale tańsze od utraty zdrowia. Myślę, że tam gdzie brak rezultatów to brak konsekwencji w działaniu, albo przyczyny… Dowiedz się więcej »
Absolutnie nie zajmuję się żadnymi formami leczenia, po prostu czasem lubię sięgnąć po coś niekonwencjonalnego, co jest również tanie i nie zaszkodzi. Wierzę, że wiele rzeczy naturalnych, jak też witamin, pomaga i do wszystkiego staram się podchodzić z „open mind”. Na przykład kilkanaście lat temu zacząłem brać Glukozaminę i w ciągu 6 tygodni była ogromna poprawa u mnie; od tamtej pory biorę ją regularnie codziennie i ostatnio będąc w USA, kupiłem 2 ogromne opakowania, które powinny starczyć mi na prawie rok. Także już ponad 30 lat temu zacząłem słuchać różnych nagrań motywacyjnych (wtedy były na kasetach magnetofonowych) i czytać tego… Dowiedz się więcej »
Przepraszam, że dopiero dziś zauważyłam Twój komentarz, mea culpa! Miałam mnóstwo spraw do zrobienia i mnie mocno wciągnął real. Teraz jednak powoli wracam do pisania, ale jeszcze jestem na etapie gromadzenia myśli o przeżyciach, wyciągania wniosków i podsumowań. Zdecydowanie dalej udaje się dojść ludziom, którzy starają się dbać o siebie, chociaż zbyt wielka wiara w suple, urządzenia i inne cuda też nie jest mi bliska. W dodatku bycie zawsze pozytywnym też się tak naprawdę nie sprawdza, i tak jak jesteśmy w różnej formie, tak i nasze wnętrze czasem bywa smutne. Nie ma nic lepszego, niż przeżycie wszystkich emocji, które nam… Dowiedz się więcej »
Jak byłam bardzo młodą dziewczyną na studiach, robiłam monodram oparty na tekstach Tadeusza Różewicza, a potem, jak uczyłam się psychologii na innych studiach, wracał do mnie szczególnie jeden wiersz poety, w którym było m.in.:
moje ciało mówi do mnie
ja twoje ciało nigdy nie przestanę
jeść trawić kochać
Czuję się dobrze, gdy słucham swojego ciała, gdy mój mózg czasem ustępuje sercu i kiedy jelita mają sie dobrze. Lubię też spacerować i wspólpracować z JoAnną, jakkolwiek to brzmi. Bardzo daleka jestem od farmakologii, biorę, jak już naprawdę muszę. Trzeba słuchać siebie. Przede wszystkim. A wilki pomagają, leżą w naszej naturze. 🙂
Nie wiem jak ty, ale w mojej edukacji nie było za dużo o słuchaniu swojego ciała. Niby mama o tym mówiła, ale wiadomo rodziców się od pewnego wieku nie słucha.
Też mam właśnie etap, że już nie staram się tłumić tego, co do mnie mówi moje ciało, zamiast tego słucham go bardzo uważnie i zajmuję się nim troskliwie.
Czasem jest to trudniejsza droga, bo masze myśli bywają zupełnie inne, niż mowa ciała. Ale w dłuższej perspektywie to ciało i odczucia z ciała mają rację.
Wilki wiedzą, czują i odbierają wszystkie bodźce zewnętrzne i wewnętrzne. 🙂
Serdeczności Joanno :)))
I do not even know how I ended up here but I thought this post was great I do not know who you are but certainly youre going to a famous blogger if you are not already Cheers
Thank you for visiting me :)))
Amen!