Blog

No to i ja dorobiłam się covida

30 lipca 2022

Covid mnie dorwał 🙁

Długo się opierałam, unikałam skupisk ludzkich, wszędzie gdzie się dało, zachowywałam dystans, w sklepach do niedawna nosiłam maseczkę, w środkach komunikacji tutaj nie da się inaczej. No to koronka mnie dopadła w szkole. A zresztą HGW gdzie, przecież mogło to być również gdziekolwiek indziej.

Oprócz mnie pozytywny wynik ma jeszcze dwóch kolegów, w tym jeden to mój sąsiad z lewej, więc dostałam potężną dawkę z pierwszej ręki. Już we wtorek źle się czuł i miał ból głowy, u mnie nie było żadnych objawów, w środę jakoś pod koniec dnia nagle zaczęłam czuć wielką słabość. Miałam siłę tylko na spacer, ale nie za długi. Nawet nastrój mi się zmienił na jakiś płaczliwy. Potem bardzo źle spałam, budziłam się, wypiłam w nocy mnóstwo wody, więc budziłam się na siku.

W czwartek rano pierwszym co zrobiłam, był test. Wynik – jednoznacznie pozytywny. Najpierw info do grupy, żeby się ludzie przetestowali, w końcu mieli ze mną kontakt. Potem trzeba było zadbać o siebie. Nie miałam tu aktualnie lekarza prowadzącego, bo ostatni raz chorowałam i byłam na zwolnieniu w 2019. A mój lekarz, u którego byłam tylko w sprawie rejestracji, akurat się zamknął. No więc nie bardzo wiedziałam, co robić, napisałam do mojej przyjaciółki stąd. Pokierowałam mnie – najpierw idź z tym testem do Czerwonego Krzyża, to będzie Ci przysługiwało bezpłatne badanie PCR. Tak też zrobiłam. Pojechałam rowerem – jakoś rano jeszcze się trzymałam. Po wykonaniu testu wręczyli mi jakieś karteczki z kodem, żebym dostała wynik mailem. Nie miałam siły nawet na to spojrzeć. Jak tylko wróciłam, padłam.

Ale nie mogłam ot tak się wyleżeć. Trzeba było załatwić zwolnienie lekarskie – na kurs, żeby wszystko było idealnie.

Udało mi się dodzwonić do lekarza podanego przez przyjaciółkę i opowiedzieć o całej historii oraz poprosić o wystawienie zwolnienia lekarskiego. O przyjęciu w stanie ostrego covidu nie było mowy, ale pozwolili mi przysłać mojego eks z kartą ubezpieczeniową i dowodem, żeby mnie tam zarejestrować i wydać mi zwolnienie. Udało się to załatwić dopiero następnego dnia.

Na szczęście mam naprawdę świetną grupę na kursie! Okazało się, że oprócz mnie chorych jest jeszcze dwóch kolegów, więc walczyli o zajęcia online, żebyśmy mogli wziąc udział na miarę swoich możliwości.

I mimo że czwartek czułam się jak zwłoki, bolało mnie wszystko, począwszy od poranionego od dmuchania nosa, poprzez gardło jak podeszwa, aż po czubki wszystkich mięśni, w tym mięśni w jamie ustnej, to po upływie doby i przyjęciu nareszcie Ibupromu, miałam na tyle siły, żeby się ubrać jak człowiek i wziąć udział w zajęciach w piątek.

Siły opuściły mnie zaraz po 16, po zakończeniu lekcji. I znów przeleżałam wczoraj cały dzień w warunkach ograniczonego światła i dźwięku, bo mam na nie teraz nadwrażliwość. Po południu zadzwonił do mnie Gesundheitsamt (a raczej człowiek z Min. Zdrowia), żeby potwierdzić, że mam wynik pozytywny i zapytać, jak mają mi go przesłać, dostałam wynik mailem i odpowiednią adnotację w systemie ochrony zdrowia.

Węch i smak zachowałam, straciłam za to siły. Najgorsze jest chyba to wielkie osłabienie i niesłabnący katar i zaatakowane gardło. Jestem już tym bardzo zmęczona. A skoro nawet leżenie boli, to nie za bardzo wiem, co ze sobą zrobić. Wypadałoby pouczyć się w ten weekend, skończyć też pracę, ale czuję się nadal bardzo słabo.

Wczoraj dałam już jednak radę obejrzeć coś na Netfliksie. Dziś rano obudziłam się – wcale tego nie planowałam – ok. 5 rano, więc nie śpię już od 3,5 godziny. Cieszę się, że w tym całym nieszczęściu jednak mam pomoc, przyjaciółka zrobiła mi wczoraj porządne zakupy, M. załatwił to zwolnienie, a w domu jest ze mną Mozart. Do pomocy zgłosiły się jeszcze dwie inne osoby, więc naprawdę jestem pod wrażeniem ich życzliwości i czuję się zaopiekowana.

Reszta w moich rękach i w odporności mojego ciała w walce z tą cholerą, a przeciwnik jest mocny i nie poddaje się łatwo.

Żeby nie marudzić na koniec, zapodam moje zdjęcie sprzed kilku dni, kiedy była śliczna pogoda, a ja jeszcze czułam się wyśmienicie.

IW 19.07.2022

IW 19.07.2022

Mam nadzieję, że już niedługo wrócę do normy.

A póki co idę się walnąć na kanapę, bo już napisanie tego posta kosztowało mnie tyle energii, że czuję jakbym dokonała już wszystkiego co możliwe w dzisiejszy dzień.

Trzymajcie się zdrowo!

Subscribe
Powiadom o
guest
8 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
jotka

O widzisz, nigdy nie wiadomo!
My w środę zaszczepiliśmy się po raz 4, bo niby ja będę na emeryturze, ale mąż jeszcze pracuje, w szkole nietrudno o zarażenie.
Dobrze, że masz pomoc w codziennych sprawach, trzymaj się, kochana, bo covid potrafi nieźle przeczołgać i to po czasie!

PKanalia

to jeszcze się na to choruje?…
żart, ale nie do końca, bo gdy tak się rozglądam, to wiele osób faktycznie tak działa, jakby ten cały covid już zniknął…
a na razie to Ty się trzymaj, taka fit laska powinna mieć odporność ratela miodożera, więc na pewno wygrasz to starcie…
p.jzns 🙂

Annette ;-)

Zdrowia życzę 🙂

Iwona Zmyslona

Wracaj szybko do zdrowia. Ja też opadłam z sił, ale zupełnie z innego powodu. Mój syn po 10 latach wrócił ze mną mieszkać i mam armagedon. Trzymam kciuki i niechaj dobry nastrój powróci wraz ze zdrowiem. Uściski.

8
0
Would love your thoughts, please comment.x