Za kilka chwil a dokładnie za godzinę, wchodzimy na nowy licznik, czyli zaczyna się kolejny rok kalendarzowy 2026.
Przez wiele lat sporządzanie różnych list rzeczy do zrobienia, w tym list do realizacji, było jednym z moich ulubionych zajęć, które jakimś cudem zawsze udawało mi się wcisnąć w czas pod koniec roku. Czas świąt i spotkań rodzinnych, te wszystkie sylwestry i naturalna tendencja człowieka do podsumowań pewnych okresów sprawiają, że niektórym z nas łatwiej jest iść za masowym ruchem czując w ten sposób wsparcie osób, dążących do realizacji swoich celów.
Poczucie wspólnoty często daje dużo, ale często narzuca nam też nierealistyczne standardy, stworzone dla kogoś innego, a nie dla Ciebie.
Może dlatego od jakiegoś czasu moje plany nie są skoordynowane z ogólnymi trendami. Nie celebrują podsumowań noworocznych, chociaż niejako same się nasuwają. Mam jednak zawsze duży szacunek i podziw dla ludzi, którzy w takim trybie działają i dochodzą do swoich celów, a tych bohaterów jest coraz więcej.
Co mam na swoją obronę? Człowiek, który przez większość dorosłego i zawodowego życia organizował się głównie według kalendarza pracy, wie już, jak on zwykle wygląda.
Pod koniec roku firmy mają jeszcze ostatnie pieniądze z budżetu do wydania, zatem wtedy zawsze przychodziło najwięcej zleceń, aby potem przez cały styczeń i luty nagle nastawała pustka i cisza niczym na pustyni, po której wiatr tylko przeganił ruchome kulo-krzaki. Taki człowiek zasuwa, kiedy ma nad czym, a potem z utęsknieniem wygląda już końca roku, wiedząc, że dopiero po nim będzie mógł trochę odpocząć, kiedy skończy się grudniowy szał zleceń. I że lepiej ten szał wykorzystać, żeby mieć z czego czerpać w czasie chudego i dość bezczynnego przednówka.
Znana już po kilku latach sezonowość życia freelancera sprawiała też, że najczęściej na koniec doku padałam na pysk, przytrafiały mi się też właśnie wtedy różne przeziębienia, bo organizm bywał przeciążony ponad miarę.
Trudno w takiej konfiguracji siadać nad kartką papieru i właśnie wtedy planować sobie życie na kolejny rok. Za to w styczniu, kiedy telefon i skrzynka mailowa popadały w sen zimowy, można się było rzucić w szał planowania nowych wyzwań, żeby nie dać się pochłonąć intensywnej sugestii overthinkingu o braku zleceń.
Tegoroczne święta spędzone u córki, w towarzystwie mamy, na szczęście spędziłyśmy u Córki, bo nie wiem, czy zdobyłabym się w tym stanie zdrowia na wyjazd 1000 km do Polski. Złapało mnie to durne przeziębienie, najpierw osuszając gardło niczym Sacharę, ratowane antybiotykiem jakoś się trochę pozbierało moje biedne ciało. Jednak oszukiwanie siebie, że wszystko jest już OK i nawet ten wyjazd dwugodzinny co córki plus pobyt na nieswoim terenie ostatecznie doprowadziły mnie do kolejnego etapu choroby i teraz od dwóch dni nie mówię, czyli straciłam głos.
Niczego nie żałuję, bo cieszy mnie każde spotkanie z rzadko widywanymi ostatnio córką i mamą. Ale mój organizm jeszcze nie całkiem doszedł do siebie, więc daję sobie dużo luzu i spokoju, żeby jednak odzyskać pełnię sił – nawet jeśli nie do końca roku, to tak szybko, jak się da.
Nie znaczy to, że nie mam zapędów twórczych ani że nie planuję nowych rzeczy. Ale w takim stanie decyduję się jednak na realizację planu minimum i postanawiam żyć sobie na tyle, na ile w tej chwili jest to możliwe. Mój najważniejszy plan w tym momencie brzmi: WYZDROWIEĆ.
Jeszcze nie wiem, czy będę mogła skorzystać z sylwestrowego zaproszenia, bo człowiek chory powinien jednak najpierw wyzdrowieć do końca, ale zobaczę jak będzie.
Mam jednak nadzieję, że u Ciebie jest lepiej, że święta okazały się lepsze, niż oczekiwania, bo jednak wszyscy dorastamy i się rozwijamy i nawet w święta przeważnie umiemy już dać sobie to, czego kiedyś oczekiwaliśmy od osób trzecich.
Życzę Ci zatem udanego Sylwestra, przy czym udany to taki, jakiego ty chcesz, a nie że musi być jakoś tam czy gdzieś tam. Spędzony w domu z mini-rodzinką w dowolnym składzie, byle w takim, w którym czujesz się dobrze, to też świetny Sylwester.
Jeżeli sporządzasz plany, to życzę Ci dobrego flow w ich rozpoczęciu i realizacji początków, bo to napędza do dalszego działania.
A jeśli twoim planem jest spokój, cisza i twoje własne cele, to niech Ci się spełniają.
I w tym wszystkim życzę Ci szerszej perspektywy, tzw. perspektywy obserwatora, czyli właśnie obserwacji wydarzeń zewnętrznych i własnych reakcji na nie, bez wchodzenia w reakcje. To nowa umiejętność, której dopiero się uczę, ale która daje niezwykłe nowe doświadczenie bycia jednocześnie w czymś, ale też świadomość, że to tylko pewna bańka, a nie jedyna rzeczywistość i jedyna właściwa ocena sytucji.
Więcej o tym będę pisać na moim nowym koncie na @harmonijna_iw, które niestety w czasie mojej choroby nieco opustoszało. Ale to ludzkie. Nie będę się tym piętnować, czasem człowiek musi poczekać, aż wróci do formy.
Dziś musiałam też odpuścić zaproszenie na domówkę u kumpla z tańców, ale bez głosu i z takim gardłem wolałam zostać w domu.
A zatem SZCZĘŚCIA i PRZYTOMNOŚCI UMYSŁU CI życzę i tego, co TOBIE jest NAJBARDZIEJ POTRZEBNE!!!
AND HAPPY NEW YEAR!!!!

Przeżyłam jakoś sylwestrową noc, nawet do córki nie poszłam bo pogoda taka,że pies to by nawet na balkon nie wyszedł. Bombardowanie i silny ostrzał skończył się dopiero około 3 nad ranem. I nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ktoś strzelał tymi fajerwerkami z….karabinu maszynowego. Nad moją ulicą wisiał przez kilka nocnych godzin gęsty dym a potem coś wybuchnęło z takim impetem, że aż na moim 3 piętrze poczułam wstrząs budynku- a to solidny, ceglany przedwojenny budynek. Dobrego Nowego Roku Iwonko!!!!
Hej Anabell, widziałam po różnych mediach, co się tej nocy działo w Berlinie, właściwie w większości miast były jakieś straty, spalenia, a nawet ofiary w ludziach. Zapewne zależy to od rejonu miasta, u Ciebie pewnie było spokojniej, najwyżej fajerwerki do 3 nad ranem, podobnie jak u mnie. Coś jest w ludziach takiego, jakiś wewnętrzny idiota, który każe walić, strzelać, robić huk, nawet kiedy niby większość nawołuje do tego, aby był pokój, a nie wojna. Nawet ta na ulicach niestety nadal trwa. Dziękuję Ci bardzo za życzenia, które przeczytałam już wczoraj, ale dopiero dziś powoli zaczynam wstawać. Co nie znaczy, że… Dowiedz się więcej »
Iwonko, aktualizacje wpisów wyświetlają się ostatnio z opóźnieniem, więc dopiero dziś dziękuję za życzenia.
A czego życzyć tobie, tak aktywnej i twórczej kobiecie?
Na pewno zdrowia, wielu ciekawych wyzwań, życzliwości wokół i spełnienia marzeń:-)
Joteczko,
bardzo ci serdecznie dziękuję za życzenia, zdrowia w tej chwili życzę sobie najbardziej, bo z nim jestem w stanie osiągnąć to, co sobie wymarzę.
A do Ciebie zaraz wpadnę 🙂
kochana Iw, będąc w transie wyjazdowym a wcześniej zatyrana, bo jak piszesz zlecenia leca a u nie wydatki na ostatni moment widomo lecą…nie byłam u Ciebie przepraszam. więc dopiero czytam. w nowym roku ci życze zdrowia i rozłożonej umiejętnie roboty 🙂
oraz dużo zleceń, ale też odpoczynku i nadal fajnych przyjaciół i samych dobrych ludzi wokół. Uściski
Witaj Kochana,
miło, że zajrzałaś do mnie mimo rwetesu i zamieszania przedwyjazdowego 🙂
Kiedy są zlecenia, każdy normalny człowiek robi co może, żeby je ogarnąć.
Dziękuję za życzenia, liczą się też te już w nowym roku!
Tobie też fajnych ludzi w otoczeniu i wspaniałych podróży, bo jak widzę mocno się wkręciłaś :)))
I nawzajem 🙂