Blog

Za stara do pracy?

4 Oktober 2026

OD ZAWSZE LUBIĘ KOMPUTERY I ELEKTRONIKĘ

Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, jak bardzo wpływa na ciebie twoje miejsce pracy, wygoda, ergonomia i czy to miejsce w ogóle lubisz.

Możesz mieć super nowoczesny sprzęt, ale go nie lubić, albo ci nie leży i wtedy praca idzie ci o wiele gorzej, wolniej i bez polotu.

Moim najbardziej naturalnym miejscem pracy zawsze było miejsce przed komputerem. Czy za, zależy z której strony patrzeć 🙂

Lubię zapisywać rzeczy wyraźnym pismem i tak też robić notatki.

Od kiedy pamiętam – wolę zrobić listę zakupów, czy książek, czy zadań elektronicznie – w mojej apce na smartfonie, dostępnej też na komputerze, niż odręcznie.

Akurat uczę się nowej klawiatury co przez pierwsze dni jest trudne, bo palce i dłonie muszą się oswoić i przyzwyczaić, żebym mogła dalej pisać wygodnie i szybko. Na tej nowej klawisze są nieco wyższe, niż w poprzedniej, a ich układ opanowuję dopiero od wczoraj, bo od teraz jest to mój nowy pulpit sterowania. Ale jest ona śliczna, ma podświetlenie w wielu kolorach i jaram się, kiedy do niej siadam.

Ktoś mógłby zapytać, dlaczego nie piszę na klawiaturze laptopa? Zdarza się, że tak też piszę, ale kiedy mogę wybrać, to jednak wolę tę większą klawiaturę podłączaną najlepiej na kablu. Jakoś tak nie chcę się przyczyniać do produkcji nowych śmieci elektronicznych w postaci zużytych baterii. Poza tym komu chce się pamiętać o tym, żeby mieć ciągle w domu te baterie. To mój mały osobisty przyczynek do ekologii.

ŻALE I NOSTALGIE MENTALNYCH STARUSZKÓW

Ale że w ROKU 2026 w ogóle ktoś jeszcze pyta o konieczność używania komputera czy smartfona?!

Większości ludzi nie muszę wyjaśniać ani uzasadniać konieczności, a już nie tylko potrzeby używania sprzętów elektronicznych. W końcu od lat wszyscy cieszymy się też z udogodnień takich jak pralka, zmywarka, airfreyer a wreszcie z komputerów osobistych, które teraz stoją praktycznie w każdym domu.

Wiem, że niektórzy z nas weszli w życie zawodowe na etapie pisania ręcznego i robienia różnych rzeczy ręcznie i mają do tego stosunek jak do świętości w sanktuarium, a wszelkie udogodnienia czy unowocześnienia odbierają niczym atak na ich święte prawo do pisania ręcznego, notatników, kartek świątecznych wysyłanych pocztą i gazet na papierze.

Tymc zasem ja: nigdy nie lubiłam kartek świątecznych, odetchnęłam od kiedy można było zacząć pisać maile.

Do pracy zawodowej weszłam już w trakcie studiów i od razu z własnym komputerem i nie wymieniłabym tego narzędzia za nic w świecie na coś bardziej tradycyjnego!

Kocham równe pismo i linie, a niestety moje ręce nigdy nie były w tym najlepsze, nawet szlaczki w szkole robiłam niezbyt równo 🙂 i chociaż podziwiam kaligrafię u innych, sama wybieram wygodę i możliwość edycji listu czy pisma po jego napisaniu, a przed wysłaniem do adresata.

Z rzeczy tradycyjnych nadal lubię książki na papierze, ale od czasu, kiedy muszę do czytania brać okulary, tym bardziej doceniam czytanie na czytniku zamiast męczenia się z często zbyt małą czcionką w książkach tradycyjnych. Poza tym czytnik jest o wiele lżejszy i mogę go o wiele łatwiej zabrać ze sobą do pociągu czy na wycieczkę.

PAPIEROWE HOBBY

Co to upodobań osobistych, hobby czy czasu wolnego w ogóle nie mam uwag, każdy powiniej sobie wybrać to, co jemu sprawia największą frajdę. Czytanie książek czy gazet na papierze jest jak najbardziej w porządku, sama czasem to robię. I notatki też mi się zdarza odręcznie, ale przyznaję, że bardzo niechętnie.

ALE PRACA TO PRACA

Rozumiem jednak pracodawców, którzy już na dobre przerzucili się na wymianę informacji za pomocą różnych narzędzi, prowadzenia wszelkiej organizacji, księgowości, controllingu i wszelkich innych działań firmy w formie elektronicznej. Nie dość, że mniej to kosztuje i nie trzeba przechowywać wszystkiego w formie papierowej, to jeszcze prędkość wymiany danych w taki sposób jest nie do porównania szybsza i bardziej dokładna, podobnie jak rejestrowanie tych działań.

Zresztą nie oszukujmy się, komputery i towarzyszą nam w pracy już od lat 80-tych, czyli kurczę będzie ponad 40 lat. A pierwszą komórkę kupiłam sobie do mojej pierwszej firmy na początku lat 90-tych, czyli też już ponad 30 lat temu.

Jeśli zatem ktoś w roku 2026 ma opory przed użytkowaniem tych urządzeń albo narzeka jakie to skomplikowane, to już raczej jego problem. Bo postęp na niego nie poczeka. Rozumiem, że pierwsze osoby, które zostały wrzucone na głęboką wodę w latach 80-tych i zmuszone wtedy korzystać z komputerów, mogły jeszcze twierdzić, że to trudne i że im bardziej utrudnia pracę, niż ułatwia.

Ale my? Dzisiaj!? W roku 2026? No proszę!

Niezależnie od wieku każdy z nas miał dość czasu, żeby oswoić się i nauczyć używać tej technologii, opanować kilka bądź kilkanaście różnych aplikacji, a zainteresowani znacznie więcej.

Mało tego, wielu już dawno umie co trzeba, a jęczy i narzeka ze zwykłego niechciejstwa, albo z przyzwyczajenia.

Obecnie podobny opór powstaje wobec sztucznej inteligencji (AI). Pracuję z nią już od dwóch lat i uczę się używać ją do tego, do czego akurat jest mi potrzebna. Ale jeśli ktoś omija wszystko, co z tym związane szerokim łukiem twierdząc, że to dzieło szatana, to dobrze, jeśli już jest na emeryturze, bo w pracy to długo nie zagrzeje miejsca. Takie są prawa rynku i nie odkrywam Ameryki pisząc o tym.

Za chwilę nie da się pracować nie znając podstaw pracy w AI, która rozwija się niezwykle szybko, ale nie na tyle, żeby nie dało się opanować chociaż podstaw.

MY STORY

Skąd mój wręcz wojowniczy ton?

Głównie stąd, że mając obecnie lat 50 plus szukam od dłuższego czasu pracy. I niestety podając w moim CV mój rok urodzenia OCZAMI WYOBRAŹNI wręcz widzę ten moment, kiedy ktoś łapie się za głowę lub wywraca oczami, przypominając sobie to głośne stękanie wszystkich znanych mu osób w mojej grupie wiekowej i ich odrzucanie nowinek technicznych, a przede wszystkim ten wewnętrzny opór i zniechęcenie, z którym żaden pracodawca w obecnym czasie nie chce mieć absolutnie nic do czynienia. A to niestety w 95 procentach osób 50 plus tak właśnie wygląda.

Pokrzywdzonymi w tym wszystlkim są osoby podobne do mnie i w moim wieku, zafascynowane najnowszymi technologiami i obeznane z nimi na równi z większością osób w wieku jak najbardziej produkcyjnym.

I wcale mnie nie dziwi przekonanie pracodawców w wieku 30-40 lat, że jestem starym grzybem, który i tak nieczego nie kuma, a CV napisał mi pewnie wnuk, bo ja najwyżej umiem uruchomić komputer, a w najlepszym razie po 10 minutach nie będę umiała sobie poradzić z najprostszą rzeczą.

Bo jak pracodawca ma mi uwierzyć w znajomość tego wszystkiego, skoro w jego otoczeniu wszyscy moi równolatkowie zachowują się jakby po raz pierwszy widzieli komputer czy smartfon i boją się czegokolwiek dotknąć, nie mówiąc już o swobdonej obsłudze, która stanowi absolutne minimum pracownika w obecnym czasie.

Bardzo często spełniam wszystkie kryteria zawarte w ogłoszeniu, a nawet je przewyższam. Widzę więc sama, że jedynym kryterium, które prawdopodobnie nie jest spełnione, jest kryterium wieku.

A po drugiej stronie stoję ja. Dziewczyna wg dokumentów wprawdzie po 50-tce, ale absolutnie zdrowa, tańcząca po 4-5 razy w tygodniu, jeżdżąca na wycieczki rowerowe ponad 25 km bez żadnego wysiłku, świeża absolwentka kursu IT, z bogatym doświadczeniem zawodowym, bez nałogów, bez chorób i bez zobowiązań wobec małych dzieci.

I to ja pukam do tych wszystkich drzwi, nie dostając od dłuższego czasu nawet zaproszenia na rozmowy kwalifikacyjne. A chcę pracować, umiem mnóstwo rzeczy i aż się palę do roboty, bo wcale mi się nie podoba życie na zasiłku i nie jestem zadowolona, że wstaję codziennie, nie wiedząc, co będzie ze mną dalej!

Jakżeż mnie to wkurza! I bardzo często przybija i pozbawia energii, potrzebnej do pisania kolejnych aplikacji…

WRACAJĄC DO POSTĘPÓW

A tymczasem moja sąsiadka, lat 70 plus, właśnie sama się przełamała i poprosiła mnie o pomoc w wyborze smartfona, po czym dostała ode mnie do kompletu komputer, który z kumplem z IT lekko unowocześniliśmy, wymieniając dysk i procesor na nieco nowsze. Bo ona też uznała, że czas się tego nauczyć, bo za kilka lat się już bez tego nie da.

Jej smartfon już przygotowany do pracy, pierwszy mail w życiu założony, komputer i smartfon – pierwsza lekcja wczoraj za nami.

Ciąg dalszy nastąpi, ale póki co jakieś ziółka sobie zrobię po kolejnym odrzuceniu moich dwóch aplikacji (kolejnych z chyba już będzie koło 50-ciu, pięćdziesiątka nomen omen).

Oj tam, kawę zrobię, jak zwykle. Bo lubię i akurat nie mam ochoty na ziółka 🙂

Abonnieren
Benachrichtigen bei
guest
1 Kommentar
anabell

Tiia, kult młodości już od dość dawna nęka pracodawców. W moim odczuciu to powinny być opracowane jakieś testy, które wykazywałyby przydatność kandydata na dane stanowisko.Często odnoszę wrażenie, że pracodawcy mają jakieś ograniczenia umysłowe, bo na zdrowy rozum rzecz ujmując to zatrudniając kobietę 50+ pracodawca ma zagwarantowane, że nie pójdzie ta osoba na urlop macierzyński i nie będzie wciąż brała zwolnień na opiekę nad chorym małym dzieckiem. Pamiętam, ile razy musiałam właściwie ciągnąć dwa etaty bo w dziale były „matki dzieciom“ a dzieciaki chyba jakieś chorowite były i ciągle trzeba było nieobecne panie zastępować. Ja to po macierzyńskim już nie powróciłam… Weiterlesen »

1
0
Deine Meinung würde uns sehr interessieren. Bitte kommentiere.x